Biznes Ludzie Pieniądze

Pocztowcy bez bonusów

Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski
14.07.2010 , aktualizacja: 14.07.2010 13:26
A A A Drukuj
Jeden z urzędów pocztowych w Toruniu w dniu strajku pracowników Poczty Polskiej w roku 2008 Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta Jeden z urzędów pocztowych w Toruniu w dniu strajku pracowników Poczty Polskiej w roku 2008
Ponad 98 tys. pracowników Poczty Polskiej zarząd chce zabrać większość dodatków do pensji. Ci, którzy się nie zgodzą, stracą pracę. Pocztowi związkowcy są wściekli i myślą o strajku
W efekcie strajku Poczty z lata 2008r. sporo klientów monopolisty przeniosło się do konkurencji. Na zdjęciu:urząd pocztowy w Lublinie
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
W efekcie strajku Poczty z lata 2008r. sporo klientów monopolisty przeniosło się do konkurencji. Na zdjęciu:urząd pocztowy w Lublinie
"Przeprowadzenie procedury planuje się w okresie od sierpnia 2010 do grudnia 2010" - napisali do 67 szefów pocztowych organizacji związkowych Andrzej Polakowski, prezes zarządu PP, i członek zarządu Mirosław Markiewicz. Pismo, które widzieliśmy, jest z 9 lipca.

Narodowy monopolista chciałby zlikwidować m.in.: nagrody jubileuszowe, dodatek za staż pracy poza Pocztą Polską, dodatek za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia, szczególnie uciążliwych lub niebezpiecznych, zmniejszone mają być też odprawy emerytalno-rentowe oraz dodatki za pracę nocną.

A jeśli ktoś się nie zgodzi? "W przypadku złożenia oświadczenia o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków umowy o pracę nastąpi przekształcenie wypowiedzenia zmieniającego w definitywne" - pisze zarząd.

Związki są wściekłe. - To szantaż: albo zrezygnujesz z bonusów i nagród, albo cię zwolnimy - oskarża Bogumił Nowicki, szef pocztowej "Solidarności". Jego zdaniem szefowie Poczty, zamiast szukać pieniędzy na zewnątrz, oferując nowe usługi czy polepszając już istniejące, postanowili poszukać pieniędzy u pracowników. - Jak ktoś sobie nie radzi z biznesem, to skubie podwładnych - przekonuje.

Czy będzie strajk? Według naszych informacji takie rozwiązanie jest bardzo poważnie rozważane. - Teraz moi ludzie w terenie sondują pracowników - mówi wymijająco Nowicki. - Ciekaw jestem zdania załogi. Chcemy uniknąć sytuacji z 2008 r., kiedy do strajku przystąpiło tylko 13 tys. osób, choć liczyliśmy na 60 tys. Jestem przekonany, że zarząd Poczty, chcąc usprawiedliwić swoje działania, zrobi wszystko, aby pracowników skołować.

Rozmowy trwają. Jutro według Nowickiego będzie spotkanie zarządu z kierownictwem spółki. Zarząd chce je przekonać do swojego pomysłu (kierownicy stracą bardzo dużo na nowych zasadach wynagradzania). Chce też się zastanowić, jak uzyskać poparcie młodych pracowników.

Co na to wszystko Poczta? Zbigniew Baranowski, rzecznik spółki, tłumaczy, że operator przez kilka lat usiłował dogadać się ze związkami w sprawie ustalania zasad wynagrodzeń. Nie wyszło. Na pytania, czy nie obawiają się strajku oraz czy prawdą jest, że zarząd jutro ma się spotkać z kierownictwem, już nie odpowiedział.

Więcej na temat przyczyn cięcia dodatków zarząd zdradza w piśmie do szefów związków. Tłumaczy, że obecne dodatki są kosztowne (w ubiegłym roku operator na takie świadczenia wydał ok. 140 mln zł, w tym roku ma wydać 125,7 mln zł), skomplikowane w obsłudze, niekonkurencyjne i niedopasowane do realiów rynku. Wymagają więc restrukturyzacji.

"Od 2008 roku Poczta jest w trudnej sytuacji ekonomicznej. W roku 2008 strata na sprzedaży wyniosła 188,2 mln zł. Strata na sprzedaży w roku 2009 wyniosła 72,3 mln zł. Strata do pokrycia w 2008 roku wynosiła 215,3 mln zł, a w 2009 roku 190,7 mln zł. Bieżący rok również zakończy się stratą na sprzedaży" - pisze zarząd.

Na dodatek według Poczty Polskiej wyniki spółki są poważnie zagrożone. Po pierwsze, przez wypieranie listów przez e-maile, a także intensywne kampanie promujące elektroniczne wersje wyciągów czy faktur prowadzone przez kluczowych klientów Poczty. Po drugie, przez majowy wyrok NSA dopuszczający przesyłanie faktur e-mailem - według wstępnych szacunków na skutek wyroku utrata przychodów może wynosić od 170 do 200 mln zł. Po trzecie, przez rosnącą prywatną konkurencję.

Dla tej ostatniej potencjalny strajk to dobra nowina. Prywatne poczty z ostatniego protestu pracowników Poczty Polskiej latem 2008 wyszły bardzo wzmocnione. Część dużych firm podpisała z nimi umowy, wychodząc z założenia, że narodowy operator jest zbyt niestabilny, aby móc na niego liczyć. Źli byli również normalni klienci, którzy nie dostali w terminie listów i paczek. Niektórzy z nich też przenieśli się do konkurencji.

Rafał Brzoska, prezes Grupy Integer.pl (m.in. InPost), zarzuca Poczcie Polskiej niegospodarność. Przykład? Jego zdaniem z jednej strony Poczta Polska mówi pracownikom, że trzeba oszczędzać, restrukturyzować, zabierać dodatki, bo instytucja ta jest w złej sytuacji finansowej. Z drugiej - Poczta dokłada co miesiąc miliony złotych do tzw. przesyłki aglomeracyjnej (chodzi o usługę dla klientów biznesowych wysyłających powyżej 5 tys. przesyłek na jednej poczcie). - Przesyłka aglomeracyjna miała nas wykończyć. To się nie udało. Mówimy jednak otwarcie: naszym zdaniem usługa jest świadczona poniżej kosztów. To czyn nieuczciwej konkurencji. Zgłosiliśmy to UOKiK, toczy się w tej sprawie postępowanie - oskarża Brzoska.

I dodaje: zarząd Poczty przekonuje, że nie bierze ani złotówki z budżetu państwa. Przesyłka aglomeracyjna dotowana jest jednak w inny sposób. Poczta nie płaci od niej podatku VAT w wysokości 22 proc. Dlaczego? Nie wiem. To pomoc publiczna. Przecież budżet państwa na tym traci pieniądze! Tracą te pieniądze podatnicy.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów