Podwyżka cen gazu była jednym z sugerowanych rozwiązań, jakie
MFW zalecił Ukrainie w celu walki z jej nadmiernym deficytem sektora finansów publicznych. Zgodnie z ustaleniami z funduszem ma on w tym roku wynieść 5,5 proc.
PKB, a nie 6,3 proc., jak wcześniej zakładał rząd. To niezbędny warunek, aby borykająca się z kłopotami finansowymi
Ukraina otrzymała pożyczkę od MFW w wysokości 14,9 mld dol.
Podwyżka cen sprawi, że rząd ograniczy wydatki na subsydiowanie relatywnie taniego gazu, który do tej pory docierał do ukraińskich domów. Jednak rząd premiera Mykoły Azarowa i prezydent Wiktor Janukowycz niechętnie zgodzili się na ten ruch, zdając sobie sprawę, że mocno ucierpi na tym ich popularność, co jest szczególnie ważne w kontekście odbywających się jesienią wyborów samorządowych.
- To trudna decyzja, ale musimy powiedzieć ludziom prawdę. W tych okolicznościach nie mieliśmy innego wyboru, niż zgodzić się na propozycję MFW. W rozmowach z funduszem rząd bronił własnej wizji walki z kryzysem, która będzie w stanie obronić interesy ludzi. Ale pozycja kredytodawcy jest zawsze silniejsza od osłabionego kraju, który potrzebuje pomocy - tłumaczył decyzję rządu Azarow w specjalnym przemówieniu telewizyjnym. Jednocześnie zwalił on winę za ciężką sytuację ukraińskiej gospodarki na poprzedni gabinet byłej premier Julii Tymoszenko.
Ukraina rocznie zużywa 47-50 mld m. sześc. gazu, w większości sprowadza go z Rosji.
Ukraina podpisała w zeszłym tygodniu wstępną umowę z MFW w sprawie pożyczki w wysokości 14,9 mld dol. Pieniądze mają być przeznaczone na załatanie dziury budżetowej. Jeśli warunki MFW w sprawie ukraińskiej gospodarki i redukcji deficytu zostaną spełnione, pożyczka zostanie zaakceptowana przez zarząd MFW w sierpniu.