Lotos jest w tej chwili w czasie dużych inwestycji, więc potrzebuje poważnego zastrzyku gotówki. Prezes Olechnowicz długo chodził za politykami, aby namówić ich na całkowitą
prywatyzację, i w końcu się udało. Problem jednak w tym, że w tej chwili jest złe otoczenie dla
prywatyzacji na rynku paliwowym. W Europie mamy kilka przypadków, gdy rafinerii nie udało się sprzedać. Poza tym skarb państwa powinien pamiętać, że ta
prywatyzacja ma dać pieniądze przede wszystkim Lotosowi, który jest w kłopocie, bo ze względu na duże inwestycje nie ma pieniędzy.
Kto zatem mógłby być zainteresowany Lotosem? Na pewno nie polscy inwestorzy, bo nawet najbogatsi Polacy nie mają ani takich środków, ani koniecznego doświadczenia branżowego. Musiałby to być zintegrowany koncern naftowy, np. posiadający wydobycie. Na myśl przychodzi mi Łukoil. Tu może jednak pojawić się problem atmosfery politycznej.
Tak czy inaczej, dobrze by było, gdyby Lotos był sprywatyzowany, bo mogłoby to sprawić, że polski rynek paliwowy trochę by się ożywił. W tej chwili mamy właściwie monopol dwóch spółek (a jeśli nie monopol, to na pewno nie można powiedzieć, że owe spółki wściekle ze sobą konkurują). Nowy podmiot, który kupiłby Lotos, mógłby mieć ambicje zdobycia większej części rynku i ruszyć do boju.
Andrzej Szczęśniak jest
analitykiem rynku paliw i autorem
blogu Szczesniak.pl