Zarzuty Komisji Europejskiej, która dała wczoraj Polsce dwa miesiące na odpowiedź i zagroziła nam skierowaniem sprawy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości, są szczególnie bolesne, bo to polski rząd oraz europosłowie są w Brukseli głównymi promotorami nowych przepisów o bezpieczeństwie energetycznym i zarzucają innym krajom lekceważenie potrzeby szybkiej budowy prawdziwie wolnego rynku surowców energetycznych wewnątrz UE.
Zastrzeżenia KE nie są nowe. Brukseli od dawna nie podoba się, że wszyscy więksi importerzy gazu do Polski muszą magazynować jego część (w zależności od skali
importu nawet 3 proc.) na terytorium naszego kraju, co - w myśl PiS-owskiej ustawy z 2007 r. - ma zapewniać bezpieczeństwo dostaw w razie zakręcenia kurka np. na granicy białorusko-polskiej. Sęk w tym, że w Polsce jest poważny deficyt magazynów gazu ziemnego, które dodatkowo należą do PGNiG. Inni importerzy muszą więc nie tylko słono płacić za przesył gazu do magazynów, ale przede wszystkim mają kłopot z ich wynajmem. - To praktyka dyskryminacyjna - przekonuje Komisja Europejska.
Bruksela nie sugeruje wprost żadnego rozwiązania problemu, ale - jak nieoficjalnie przekonują unijni eksperci - zadanie utrzymywania obowiązkowych zapasów surowców energetycznych powinno być całkowicie przerzucone na agendy rządowe, a nie obciążać prywatne firmy. Prócz żądań zmiany polskiego prawa Bruksela chce też wspierać rozwój infrastruktury. KE zgodziła się już w czerwcu na pomoc polskiego państwa (390 mln euro) w rozbudowie trzech magazynów PGNiG i budowie jednego, ale postawiła warunek, że powinny być dostępne dla innych importerów. Te inwestycje powinny być ukończone do ok. 2014 r. i dzięki nim zdolność magazynowania gazu w Polsce zwiększy się o 1 mld m sześc. (do 2,6 mld).
Drugi zarzut KE z wczorajszego listu do polskiego rządu dotyczy rurociągu jamalskiego, którym obecnie gaz mogą przesyłać tylko Gazprom i PGNiG. - Brak dostępu stron trzecich łamie unijną dyrektywę gazową z 2004 r. - przypomina Bruksela.
O tym samym zarzucie mówił niedawno komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger podczas wizyty w
Warszawie. Właściciel gazociągu (EuRoPol Gaz) tłumaczy jednak, że jamalska rura i tak nie ma już wolnej przepustowości w zakresie importu z kierunku Rosji. Natomiast eksperci mówią o szansach importu gazu od strony Niemiec, ale do tego trzeba by zbudować - o czym mówi KE we wczorajszym liście - mechanizm rewersu, który umożliwiłby przepływ gazu w przeciwną stronę.
Proszone o komentarz Ministerstwo Gospodarki wstrzymało się wczoraj od oficjalnej odpowiedzi na zarzuty KE, choć - jak mówi jeden z polskich urzędników - "przynajmniej częściowo są słuszne".
Uchylenie wymogu magazynowania gazu przez importerów jest już bowiem tematem polskich debat nad nowelizacją ustawy z 2007 r. - Część obaw Polski w sprawie bezpieczeństwa energetycznego powinna zmaleć po przyjęciu unijnego rozporządzenia o bezpieczeństwie dostaw gazu, które powinno być ostatecznie zaakceptowane przed końcem 2010 r. Łatwiej będzie nam wtedy zmienić polskie przepisy o bezpieczeństwie. Szkoda, że KE nie poczekała - mówi polski dyplomata.
Nowe rozporządzenie przewiduje m.in. mechanizm kryzysowy, który nakazuje krajom UE reeksport gazu do innych państw Unii w razie odcięcia im dostaw przez np. Gazprom.