Produkcja przemysłowa w krajach Unii Europejskiej odbija się od zeszłorocznego dna. Wczoraj Eurostat podał, że w maju rosła trzeci miesiąc z rzędu w stosunku do poprzedniego miesiąca. W skali roku w
strefie euro była o 9,4 proc. wyższa niż w maju 2009 r., a w całej Unii o 8,7 proc. wyższa.
Spośród wszystkich krajów UE majowa produkcja (liczona w skali roku) najbardziej wzrosła w Estonii - o 17,2 proc. O nieco ponad 13 proc. rosła w Luksemburgu, Szwecji, na Łotwie i w Niemczech. Niemieckie firmy mocno nastawione na produkcję eksportową korzystają na słabym euro, dzięki któremu dostają korzystniejsze ceny przy sprzedaży towarów choćby do
USA. W Polsce - według Eurostatu - produkcja w maju wzrosła o 12,1 proc. w stosunku do maja 2009 r.
Ale ekonomiści studzą optymizm. - Dane o majowej produkcji sugerują, że kryzys finansów publicznych nie ma jeszcze dostrzegalnego wpływu na ożywienie - uważa Ben May, ekonomista Capital Economics. Problem w tym, że w kolejnych kwartałach bardziej odczuwalne mogą być cięcia budżetowe wprowadzane w krajach europejskich, a to może mieć wpływ na gospodarkę.
Z najnowszej ankiety Reutersa wśród ekonomistów wynika, że wzrost
PKB strefy euro w tym roku będzie na poziomie 1,1 proc., a w przyszłym - 1,3 proc. Pocieszające jest to, że coraz mniej analityków spodziewa się powrotu recesji.
Nie najgorsze dane o produkcji w strefie euro przesłoniła wczoraj amerykańska
sprzedaż detaliczna. W czerwcu sprzedaż była co prawda wyższa o 4,8 proc. niż przed rokiem, ale spadła o 0,5 proc. w stosunku do maja. Był to drugi miesiąc z rzędu spadków, bo w maju była niższa o 1,1 proc. w stosunku do kwietnia. Wynika to w dużej mierze z niższej sprzedaży samochodów oraz spadających cen paliw. Zdaniem niektórych analityków może on jednak oznaczać, że amerykańska gospodarka zwalnia tempo rozwoju.