W czasie ostatniego boomu gospodarczego firmy miały gigantyczne problemy ze znalezieniem odpowiedniej
kadry,
pensje na najbardziej poszukiwanych stanowiskach szły ostro w górę, a i tak
bezrobocie nie zeszło poniżej poziomu 9 proc.
Uczniowie wybierają szkoły, kierując się modą albo z tego, co jest dostępne w okolicy, nie mają pojęcia, jakie zawody będą potrzebne w przyszłości. - A takie porady przydałyby się już gimnazjalistom - uważa Małgorzata Rusewicz, szefowa departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy w PKPP Lewiatan.
Prof. Urszula Sztanderska, ekonomistka z UW specjalizująca się problemach
rynku pracy, uważa, że to dlatego, iż nie prowadzi się żadnych badań z udziałem pracodawców. - Niekiedy pyta się pracowników naukowych, co w ich dziedzinie będzie przydatne w przyszłości. To jednak tylko domysły. Kiedyś takie badania prowadziło Rządowe Centrum Studiów Strategicznych, ale zostało zlikwidowane, a resort pracy nie podjął tych zadań - mówi Sztanderska.
Na dodatek kwalifikacje absolwentów firmy oceniają źle. Z badań Pracodawców RP (dawniej Konfederacja Pracodawców Polskich) wynika, że dwie trzecie absolwentów studiów humanistycznych i 40 proc. kierunków ekonomicznych nie jest przygotowana do wykonywania zawodu. - Choćby księgowi - nie potrafią obsługiwać programów komputerowych, nawet tych podstawowych - mówi Rusewicz.
PKPP Lewiatan sprawdził problemy z kwalifikacjami pracowników w czterech branżach. Budownictwo i odzieżówka narzekają na brak ludzi do prostych robót, jest za duża rotacja i brak edukacji na poziomie technikum. Podobnie w energetyce, która jest bardziej odporna na wahania koniunktury, ale zamknięcie techników energetycznych spowoduje niebawem ogromny niedobór pracowników, bo stara kadra odejdzie na emeryturę. Z kolei informatyka i telekomunikacja potrzebują specjalistów w wąskich dziedzinach, a nie ogólnie informatyków.