Masz problem z bankiem? Napisz do nas: finanse@wyborcza.biz
Klient mający w banku nie tylko kredyt lub kartę kredytową, ale przede wszystkim konto osobiste, jest dziś na wagę złota. Nic dziwnego: niedawny kryzys finansowy uświadomił bankowcom, że najlepiej pożyczać pieniądze klientom dobrze znanym. Liczby nie kłamią. Te banki, których portfele kredytowe oparte są o własnych klientów, mają tylko po 5 proc. niespłacanych na czas kredytów. W tych, które swoją strategię oparły na pozyskiwaniu klientów "z ulicy", straszą góry złych kredytów, sięgające nawet 10-15 proc. wszystkich pożyczonych pieniędzy.
Bankowcy wychodzą więc ze skóry, by przyciągnąć klientów. Kredyt hipoteczny z niską marżą? Proszę bardzo, ale tylko razem z kontem. Stówka w prezencie od Gérarda Depardieu? Owszem, ale załóż u nas konto i przelewaj na nie po tysiąc złotych miesięcznie (to pomysł BZ WBK). Zarekomendujesz nasze konto kolegom? Dostaniesz nawet 500 zł w prezencie (to
Alior Bank i ostatnio Allianz).
A prócz tego bonusy: wszystkie bankomaty w Polsce za darmo (już co czwarte konto osobiste ma taką opcję!), możliwość odzyskania pewnej części pieniędzy wydawanych kartami (rekordziści, Toyota Bank lub bank Millennium, zwracają nawet 3-5 proc. wydanej sumy!) oraz dodawane do kont pakiety assistance, czyli telefonicznego asystenta, który pomoże załatwić hydraulika, lekarza albo zamówi bilet do kina.
Droga walka o klientów - Do tej pory karmiliśmy się doniesieniami o niskim ubankowieniu społeczeństwa, o tym, że prawie połowa Polaków nie ma jeszcze konta osobistego. Prawda jest inna. Ta część populacji, która nie korzysta z usług bankowych, jest stosunkowo niewielka, ma słaby dostęp do banków i małą potrzebę korzystania z ich usług - mówi Jacek Obłękowski, wiceprezes
BNP Paribas Fortis Banku, a przed laty twórca legendarnego Superkonta w PKO BP. Obłękowski nie ma złudzeń: - Kluczem do sukcesu dla każdego banku jest dziś przekonanie klientów, którzy już mają konto w jakimś innym banku, by założyli sobie drugie i z czasem zaczęli traktować nasze konto jako podstawowe.
Tyle że wyrywanie sobie klientów kont osobistych jest potwornie drogie. Eksperci szacują, że pozyskanie nowego klienta od konkurencji kosztuje bank przeciętnie równowartość 300 euro. Dobrze, jeśli jest to aktywny klient, na którym w ciągu kilku lat da się suto zarobić dzięki opłatom, prowizjom i marży odsetkowej. Ale taki o niskich dochodach, bez oszczędności, szukający tylko kredytu, to dla banku ryzykowny kąsek. - Do tego 30-40 proc. wszystkich nowo zakładanych kont okazuje się kontami martwymi. Ludzie o nich zapominają albo traktują jako rezerwowe.
Niektóre banki znalazły sposób na to, by w wojnie o nowe konta nie strzelać na oślep. Sposób genialny w swej prostocie: wyłuskać najlepszych klientów i głównie do nich adresować swoje usługi. Na taki ruch zdecydował się właśnie MultiBank należący do
BRE, trzeciej największej grupy bankowej w Polsce.
Dobrym obniżą, słabszym podwyższą Od września MultiBank radykalnie podwyższa prowizje za podstawowe konta - stała opłata za MultiKonto Active wyniesie 9,5 zł, a w taryfie Comfort - 4,5 zł. Bank wprowadzi też opłaty za karty debetowe w wysokości 5 zł miesięcznie. Klienci, którzy dotąd mieli konta gratis, będą więc płacili za nie aż 9,5-14,5 zł miesięcznie! Ale jednocześnie MultiBank obniżył nieco próg wejścia do prestiżowego klubu Aquarius. Żeby się w nim znaleźć, wystarczy teraz 5 tys. zł miesięcznego dochodu (poprzednio 8 tys. zł). Najlepsi klienci dostaną konto za darmo i wszystkie bankomaty w kraju gratis.
Przekaz MultiBanku jest prosty: jeśli jesteś klientem z wyższymi niż średnia dochodami, będziesz miał lepiej. Jeśli nie - koniec z bankowaniem za darmo. Może niektórzy klienci odejdą jak niepyszni, ale dopieszczona śmietanka zostanie. Bank już zaczął akcję telefonicznego zachęcania najlepszych klientów do konwersji kont z wersji podstawowej do Aquarius.
Jak dowiedziała się "Gazeta", podobną operację jesienią zamierza przeprowadzić też
Raiffeisen Bank. Austriacki bank uruchomi cztery nowe pakiety kont. Preferowany będzie pakiet Premium, otwarty dla klientów mających co najmniej 8 tys. zł miesięcznego dochodu. W jego ramach bank przewiduje zwolnienie z opłaty za konto (standardowo 9,99 zł miesięcznie), darmowe bankomaty na całym świecie, przelewy zagraniczne za 3 zł, opiekę osobistego doradcy i pakiet assistance. Raiffeisen chce, by docelowo aż 75 proc. wszystkich jego klientów korzystało z pakietu Premium!
A konkurenci? Też nie zasypiają gruszek w popiele. - W przyszłości konta osobiste będą obudowane rozbudowanymi programami lojalnościowymi, a banki będą coraz mocniej nagradzać klientów za długoterminową relację. Będziemy w awangardzie tego trendu - odgraża się Jacek Obłękowski z BNP Paribas.
Czy w tę grę o dobrze zarabiających klientów włączą się największe banki detaliczne? Zapewne tylko w ograniczonym zakresie. One mają na tyle dużo drobnych klientów, że grzechem byłoby próbować wyrzucić ich na margines, bo dzięki efektowi skali i na biedniejszych klientach można świetnie zarobić.