To wnioski z opisu czerwcowej dyskusji członków Rady Polityki Pieniężnej opublikowanej wczoraj przez NBP. Po raz pierwszy przewodniczył jej prezes Marek Belka.
Rada zastanawiała się, jakie perspektywy rysują się przed gospodarką. Jedni członkowie uważali, że wzrost
PKB już nie przyspieszy, m.in. dlatego, że niepewne są perspektywy strefy euro, a zwłaszcza
eksportu z Niemiec, co może zaszkodzić naszemu
eksportowi. Druga grupa przekonywała, że
wzrost gospodarczy w strefie euro na poziomie 1-1,5 proc. powinien zagwarantować nam wzrost eksportu o 6-10 proc.
Prognoza ekspertów NBP o niemal 5-procentowym tempie wzrostu w 2011 r. spotkała się z dystansem części członków Rady.
Podobna rozbieżność zdań dotyczyła inwestycji firm (w I kwartale mieliśmy głęboki spadek). Część Rady uważa, że są one wstrzymywane, bo wykorzystanie mocy produkcyjnych jest niewielkie, podobnie jak tempo wzrostu popytu. Do tego zagadką jest tempo wzrostu gospodarczego na świecie i stan naszych finansów publicznych. - Inni członkowie Rady oceniali, że wzrost inwestycji przedsiębiorstw w reakcji na ożywienie popytu może być równie szybki, jak ich spadek w okresie kryzysu - czytamy w raporcie. Tym bardziej, że firmy mają ogromne zapasy gotówki.
Nie było też zgody co do perspektyw inflacji. Jedni sądzili, że przyspieszenie wzrostu nie zagraża stabilności cen, bo mamy spore
bezrobocie a firmy nie wykorzystują dostępnych mocy produkcyjnych. A drudzy ostrzegali, że "nawet umiarkowane przyspieszenie wzrostu PKB może prowadzić do wzrostu presji popytowej". To dlatego, że w wyniku kryzysu finansowego obniżyło się tzw. potencjalne tempo wzrostu (tzn. takie, które nie powoduje presji inflacyjnej). Jerzy Hausner z Rady mówił w wywiadzie dla "Gazety", że o ile kiedyś 5-proc. wzrost PKB powodował presję inflacyjną, o tyle dziś takie skutki niesie już 4-proc. wzrost.
Zdaniem analityków skala niepewności i różnice zdań spowodują, że RPP będzie ostrożnie podejmować decyzje o zmianie stóp.