Przyczyna prawna odpada.
Sąd wywiódł, że żaden przepis prawa nie zabrania wysyłania i odbierania faktur e-mailem. Przedsiębiorcy oczekują od Ministerstwa Finansów tylko gestu dobrej woli - deklaracji, że służby skarbowe będą respektować wyrok. Bo teraz nikt nie chce się narazić na kontrolę, karę, dwuletni proces przed sądem i wydatki na prawników. Ale czekają na próżno. Dlaczego?
Nie sposób przyjąć za dobrą monetę przesłanego "Gazecie" tłumaczenia, że nie ma sensu nic robić z fakturami e-mailowymi, zanim nie skończą się prace nad nowelizacją unijnej dyrektywy o VAT. Urzędnicy Ministerstwa Finansów mówili to samo już w marcu. Odpowiadając na list wiceministra spraw wewnętrznych, tłumaczyli, że "prezydencja hiszpańska zakłada zakończenie prac nad dyrektywą w najbliższych miesiącach". Ster w Unii przejęli tymczasem Belgowie i nic nie zapowiada, że prace się szybko skończą. Argument unijny wygląda więc na wykręt.
Podając mało wiarygodne argumenty, resort naraża się na spekulacje.
Czy niechęć wynika z obaw przed pogorszeniem płynności
budżetu? E-mail od poczty jest sporo szybszy, firmy szybciej odliczałyby więc VAT z faktur, a fiskus krócej obracałby pieniędzmi podatników.
A może fiskus troszczy się o los ledwo trzymającej się na nogach Poczty Polskiej, która na upowszechnieniu e-mailowych faktur może stracić 200 mln zł rocznie?
Bardziej podejrzliwi internauci twierdzą, że ktoś w resorcie dba o kondycję firm informatycznych, które sprzedają tzw. bezpieczny e-podpis. Dziś faktura przesłana e-mailem musi być opatrzona takim właśnie e-podpisem, ale mało kto go używa.
A może w przeciwieństwie do przedsiębiorców urzędnicy boją się internetu jak diabeł święconej wody? Od lat papierowa faktura nie musi mieć ani podpisu, ani pieczątki, można ją zgodnie z prawem spisać nawet na serwetce. A tej wysyłanej e-mailem stawia się, nie wiedzieć czemu, dodatkowe wymogi. Być może wciąż kojarzy się w resorcie z możliwością kolosalnych oszustw? Tak było za SLD, PiS, a teraz za rządów ponoć sprzyjającej przedsiębiorcom PO.
Minister Jacek Rostowski ma co robić. Po wyborach prezydenckich wreszcie powinna ruszyć reforma finansów publicznych. Zaczyna się układanka przyszłorocznego budżetu - trzeba opracować priorytety i jak zwykle handryczyć się z resortami, które chciałyby uszczknąć jak najwięcej. W obu przypadkach chodzi o miliardy złotych.
W porównaniu z tym problem faktur wysyłanych e-mailem wydaje się błahy. Nie ma wielkiego znaczenia dla budżetu, przedsiębiorcy poradzą sobie i bez tego.
Za e-mailowymi fakturami kryje się jednak coś więcej - stosunek państwa fiskusa do obywateli podatników. Państwa, które może ułatwić życie obywatelom, ale z jakiegoś powodu nie chce. I nie potrafi nawet sensownie wytłumaczyć dlaczego.