Biznes Ludzie Pieniądze

Fiskus boi się faktur wysłanych e-mailem

Tomasz Grynkiewicz, Rafał Zasuń
19.07.2010 , aktualizacja: 18.07.2010 19:39
A A A Drukuj
W maju Naczelny Sąd Administracyjny wydał ważny wyrok: pozwolił wysyłać przedsiębiorcom faktury nie tylko pocztą w kopercie, ale także e-mailem czy faksem. Wyrok jest prawomocny, ale resort finansów nie chce się z nim pogodzić - twierdzi, że obowiązuje tylko w tej jednej sprawie wygranej przez krakowską firmę, a pozostali podatnicy mają dalej pakować faktury do kopert. Piszemy o tym od dwóch tygodni. A im więcej piszemy, tym mniej z uporu fiskusa rozumiemy
Rafał Zasuń
Fot. Gazeta
Rafał Zasuń
Tomasz Grynkiewicz
Tomasz Grynkiewicz
Przyczyna prawna odpada.

Sąd wywiódł, że żaden przepis prawa nie zabrania wysyłania i odbierania faktur e-mailem. Przedsiębiorcy oczekują od Ministerstwa Finansów tylko gestu dobrej woli - deklaracji, że służby skarbowe będą respektować wyrok. Bo teraz nikt nie chce się narazić na kontrolę, karę, dwuletni proces przed sądem i wydatki na prawników. Ale czekają na próżno. Dlaczego?

Nie sposób przyjąć za dobrą monetę przesłanego "Gazecie" tłumaczenia, że nie ma sensu nic robić z fakturami e-mailowymi, zanim nie skończą się prace nad nowelizacją unijnej dyrektywy o VAT. Urzędnicy Ministerstwa Finansów mówili to samo już w marcu. Odpowiadając na list wiceministra spraw wewnętrznych, tłumaczyli, że "prezydencja hiszpańska zakłada zakończenie prac nad dyrektywą w najbliższych miesiącach". Ster w Unii przejęli tymczasem Belgowie i nic nie zapowiada, że prace się szybko skończą. Argument unijny wygląda więc na wykręt.

Podając mało wiarygodne argumenty, resort naraża się na spekulacje.

Czy niechęć wynika z obaw przed pogorszeniem płynności budżetu? E-mail od poczty jest sporo szybszy, firmy szybciej odliczałyby więc VAT z faktur, a fiskus krócej obracałby pieniędzmi podatników.

A może fiskus troszczy się o los ledwo trzymającej się na nogach Poczty Polskiej, która na upowszechnieniu e-mailowych faktur może stracić 200 mln zł rocznie?

Bardziej podejrzliwi internauci twierdzą, że ktoś w resorcie dba o kondycję firm informatycznych, które sprzedają tzw. bezpieczny e-podpis. Dziś faktura przesłana e-mailem musi być opatrzona takim właśnie e-podpisem, ale mało kto go używa.

A może w przeciwieństwie do przedsiębiorców urzędnicy boją się internetu jak diabeł święconej wody? Od lat papierowa faktura nie musi mieć ani podpisu, ani pieczątki, można ją zgodnie z prawem spisać nawet na serwetce. A tej wysyłanej e-mailem stawia się, nie wiedzieć czemu, dodatkowe wymogi. Być może wciąż kojarzy się w resorcie z możliwością kolosalnych oszustw? Tak było za SLD, PiS, a teraz za rządów ponoć sprzyjającej przedsiębiorcom PO.

Minister Jacek Rostowski ma co robić. Po wyborach prezydenckich wreszcie powinna ruszyć reforma finansów publicznych. Zaczyna się układanka przyszłorocznego budżetu - trzeba opracować priorytety i jak zwykle handryczyć się z resortami, które chciałyby uszczknąć jak najwięcej. W obu przypadkach chodzi o miliardy złotych.

W porównaniu z tym problem faktur wysyłanych e-mailem wydaje się błahy. Nie ma wielkiego znaczenia dla budżetu, przedsiębiorcy poradzą sobie i bez tego.

Za e-mailowymi fakturami kryje się jednak coś więcej - stosunek państwa fiskusa do obywateli podatników. Państwa, które może ułatwić życie obywatelom, ale z jakiegoś powodu nie chce. I nie potrafi nawet sensownie wytłumaczyć dlaczego.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów