Biznes Ludzie Pieniądze

PKO BP przejmie BZ WBK? To groźny pomysł

Leszek Balcerowicz
19.07.2010 , aktualizacja: 18.07.2010 19:52
A A A Drukuj
Forsowane przez przedstawicieli władzy przejęcie BZ WBK przez PKO BP jest niedobre dla stabilności i rozwoju naszej gospodarki. Pewne są jedynie wysokie koszty tej transakcji, deklarowane korzyści budzą wątpliwości. Kolejne Możejki? A może coś gorszego?
Leszek Balcerowicz
Leszek Balcerowicz
W cieniu kampanii wyborczej podejmowano decyzje i toczyła się debata na temat ewentualnego przejęcia Banku Zachodniego WBK przez kontrolowany przez państwo bank PKO BP. Eksponuje się wątpliwe korzyści tej transakcji, a pomija koszty i zagrożenia dla polskiej gospodarki.

Wielu dyskutantów popełnia błąd, przyjmując, że to, co dobre dla PKO BP, to dobre dla Polski. Przypomina to dawno ośmieszone powiedzenie, że to, co dobre dla General Motors, to dobre dla Stanów Zjednoczonych. Dla pojedynczego przedsiębiorstwa dobre jest np. wzmocnienie jego pozycji monopolistycznej, ale to przecież jest niedobre dla rozwoju całej gospodarki. Wcale nie jest też pewne, czy omawiana fuzja jest dobra dla samego PKO BP. Najważniejsze jest jednak to, że jest ona niedobra dla naszej gospodarki.

Któż chciałby kopać się z koniem

Zwolennicy transakcji używają trzech pseudoargumentów:

1. Dzięki niej PKO BP stanie się „liderem” w polskim sektorze bankowym. To wyrażenie ma taką samą wartość merytoryczną (czyli zero), co popularne słówko „strategiczne”, używane dla uzasadnienia zachowania własności państwowej, czyli kontroli politycznej nad dużymi przedsiębiorstwami. Poddawać się tym określeniom to ulegać magicznym zaklęciom.

Trzeba zapytać: liderem w czym? Co omawiana transakcja ma konkretnie zmienić w warunkach stabilności i rozwoju naszej gospodarki? Czy doświadczenie państwowo-narodowych "liderów": LOT-u, Poczty Polskiej, PKP jest tu bez znaczenia? Czy mamy ulegać fałszywemu założeniu, że nie liczy się rodzaj własności (czyli to, kto ma ostateczną władzę w przedsiębiorstwie), a liczy się tylko wielkość firmy? To przypominałoby jedną z reform w PRL: wprowadzenie tzw. wielkich organizacji gospodarczych w latach 70.



2. Dzięki tej transakcji zwiększy się udział polskiego kapitału, a zmniejszy zagranicznego. Ta teza opiera się na emocjonalnym przeciwstawieniu: polski - zagraniczny (lub - co gorzej -„obcy”) godnym partii narodowo-państwowych, takich jak LPR. Z doświadczenia i wielu, wielu badań wiemy, że dla gospodarki kluczowe znaczenie ma, ile jest w niej własności państwowej, a ile prywatnej - krajowej lub zagranicznej. Nie chodzi tu o obronę zagranicznego kapitału, lecz o obronę polskiej gospodarki przed problemami, jakie wiązałyby się z jej rosnącym upolitycznieniem. Nie byłoby ich, gdyby o BZ WBK ubiegał się wiarygodny polski kapitał prywatny, a nie polskie władze polityczne. Nawiasem mówiąc, taki kapitał może być odstraszany nie tylko przez wysoką oczekiwaną cenę zakupu BZ WBK, ale i przez deklaracje przedstawicieli obecnego rządu, że są zdeterminowani „wspierać,” PKO BP w staraniach o BZ WBK oraz spekulacje prasowe o podobnych preferencjach Komisji Nadzoru Finansowego. Któż chciałby się kopać z koniem?



3. Banki zagraniczne obecne w Polsce mogą wpadać w tarapaty, co mogłoby się odbijać na zależnych od nich bankach w Polsce. Dane ryzyko trzeba zawsze porównywać z ryzykiem alternatywnych wariantów, w tym przypadku z zagrożeniami, jakie by powstały wskutek tego, że zlikwidowano by sprawny bank prywatny, poszerzając sferę podlegającą upolitycznieniu w polskim sektorze bankowym. Niebezpieczeństwa nie są fikcją.

Badania Banku Światowego pokazują, że im większy udział państwa w sektorze bankowym, tym większe ryzyko, że wystąpi w nim kryzys. W latach 90. zbankrutował we Francji państwowy "lider" tamtejszej bankowości Credit Llyonnaise. W czasie obecnego kryzysu największe zaburzenia w krajach Zachodu wystąpiły w instytucjach finansowych podległych wpływom polityków: regionalne banki publiczne w Niemczech (Landesbanken), podobne do nich co do struktury własności "cajas" w Hiszpanii, Fannie Mae and Freddie Mac w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego Polska miałaby być tu wyjątkiem?

Historia roi się od kryzysów wywołanych przez rządy, które mówiły: "A u nas będzie inaczej". Trzeba doprawdy wyjątkowej lekkomyślności lub arogancji, aby lekceważyć te doświadczenia. Dodam, że przejmowanie przez państwa Zachodu niektórych banków prywatnych nie jest żadnym argumentem na rzecz omawianej transakcji. Po pierwsze, tak dzieje się, gdy banki wpadają w kryzys. Po drugie, takie postępowanie jest krytykowane w fachowej literaturze, gdyż tworzy ono tzw. ryzyko moralne. Po trzecie, po ratunkowej interwencji państwa z reguły wycofują się z roli właścicieli banków.

Poza tym okazało się, że zagraniczne banki nie przerzucają swoich problemów na swoje oddziały czy filie w Europie Środkowo-Wschodniej. Nawet na Ukrainie, która wpadła w głęboki kryzys gospodarczo-polityczny, zagraniczne banki były czynnikiem stabilizacji, a nie destabilizacji. W kryzys wpadły natomiast tam rodzime banki.

Wreszcie dla zmniejszenia zagrożeń w bankach potrzebny jest kompetentny i sprawny nadzór. O taki nadzór jest znacznie trudniej w przypadku dużego banku podlegającego wpływom polityków. Interesujących obserwacji dostarczają nam wypowiedzi ministra skarbu Aleksandra Grada oraz ekonomicznego superdoradcy premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, zwłaszcza gdy się je zestawi z doniesieniami mediów na temat stanowiska KNF. A na mocy zmian wprowadzonych przez rząd PiS nadzór nad KNF sprawuje u nas premier. Zdumiewa mnie, jak wielu komentatorów przyjmuje za oczywiste - i pozytywne! - że KNF pod wodzą Stanisława Kluzy tak będzie manipulować terminami udzielania zgody na przejęcie BZ WBK, że na placu boju pozostanie tylko PKO BP. Za oczywiste i pozytywne przyjmuje się w ten sposób, że KNF może się sprzeniewierzyć swojej misji, łamiąc prawo.

Jeśli trzymanie się zasad nie jest najważniejszym argumentem, to warto przypomnieć znamienny fakt: parę lat temu potężny szef banku centralnego Włoch Antonio Fazio usiłował storpedować przejęcie pewnego włoskiego banku przez bank zagraniczny, faworyzując inny bank włoski. W Unii Europejskiej wybuchł skandal i w efekcie Fazio w niesławie pożegnał się ze swoim urzędem.

Podsumowując: chcąc - deklaratywnie - zredukować mniejsze ryzyko, przedstawiciele obecnej władzy, forsujący przejęcie BZ WBK przez PKO BP, narażają polską gospodarkę na większe ryzyko.

Rachunek to nie slogany dla maluczkich

Na tle zasadniczego problemu - wzrostu sfery upolitycznienia w polskim sektorze bankowym - mniejsze znaczenie mają techniczne szczegóły planowanej transakcji, na których skupia się uwaga wielu analityków. Ale i one budzą zasadnicze wątpliwości.

Zacznijmy od finansowania transakcji. Oczekiwaną cenę (ok. 10 mld zł) uważa się za wysoką, co oczywiście nasuwa pytanie, czy przed podjęciem decyzji przez politycznych nadzorców PKO BP ktoś przeprowadził jakikolwiek rachunek ogólnogospodarczych skutków transakcji. Rachunek to oczywiście nie slogany dla maluczkich typu "lider rynku", "strategiczny", "polski", "swój". Politycy nie gospodarują przecież na swoim folwarku i trzeba od nich domagać się rzetelnego rozliczenia z konsekwencji podjętych decyzji. Jaki rachunek przeprowadzono przed podjęciem decyzji o zaangażowaniu PKN Orlen w Możejkach i co z tego się sprawdziło? Ta decyzja czeka na rozliczenie już po fakcie. W przypadku PKO BP ostateczne fakty jeszcze nie nastąpiły.

Mimo wysokiej ceny za BZ WBK PKO BP jest zapewne w stanie - samodzielnie lub z jakimś partnerem - zgromadzić wymagane środki. W grę wchodzi:

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    63 głosy