- Członkowie zarządu poważnie myślą o zmianie - twierdzi anonimowy rozmówca dziennika "The Wall Street Journal" zbliżony do zarządu. Według nieoficjalnych informacji
Nokia już zaczęła poszukiwania menedżera, który zastąpi na fotelu prezesa Olli-Pekka Kallasvuo.
Spółka odbyła już pierwsze rozmowy z potencjalnymi kandydatami. Według rozmówcy "The Wall Street Journal" jeden z szefów dużej amerykańskiej spółki z branży high-tech, z którym negocjował prezes rady nadzorczej Jorma Ollila, odmówił, bo nie chciał się przenosić do Finlandii.
Nokia sprawy nie komentuje. Ale nie od dziś wiadomo, że Kallasvuo, który trzy lata temu przejął stery w koncernie, nie ma dobrej passy.
Choć Nokia wciąż sprzedaje więcej telefonów komórkowych niż jakikolwiek inny producent, dała się wyprzedzić na rynku smartfonów, gdzie przebojem wtargnął
Apple, a coraz prężniej rozwija się
Google. Na całym świecie Finowie mają 40-proc. udział w rynku komórek, silną pozycję w Europie i krajach rozwijających się. Ale jej pozycja bierze się m.in. z popularności tanich komórek, na których marża jest marginalna, podczas gdy np. Apple na
iPhone'ach zarabia krocie. W ciągu ostatnich pięciu lat średnia cena telefonów Nokii spadła o ponad 40 proc.
Jak wynika z danych firmy Strategy Analytics, już w ubiegłym roku Apple wyprzedziło Nokię na pozycji najbardziej zyskownego producenta telefonów, tylko w trzecim kwartale zarabiając na iPhone'ach 1,6 mld dol. (Nokia miała ok. 1,1 mld dol.). To porównanie jest bardziej wymowne, gdy zestawimy inne liczby: Nokia sprzedała w tym czasie ponad 108 mln komórek, Apple - niespełna 7,5 mln.
Kallasvuo, długoletni prawnik koncernu, prezesem Nokii został w 2006 r. W tym samym roku koncern miał ostatnią dużą premierę, wprowadzając model N95. Rok później na rynku pojawił się iPhone, a Kallasvuo wciąż nie znalazł nań odpowiedzi nawet mimo dużych nakładów na rozwój i badania (Nokia wydała prawie sześć razy tyle co Apple). Kallasvuo miał zwiększyć udział Nokii w rynku amerykańskim. W cztery lata spadł on jednak z 20 do raptem 7 proc.
Akcjonariusze już na majowym walnym zgromadzeniu domagali się zmian i głowy Kallasvuo - są podirytowani nie tylko brakiem konkurenta dla iPhone'a czy blackberry, ale coraz słabszymi wynikami finansowymi. W ub.r. przychody Nokii spadły o 19 proc., zysk operacyjny - aż o 76 proc. Co gorsza, w prestiżowym rankingu najcenniejszych marek firmy Millward Brown Nokia w ciągu roku straciła na wartości aż 58 proc., spadając z 13. na 43. pozycję.
W maju Kallasvuo głowę jeszcze ocalił - w Nokii dokonano kilku zmian wśród kluczowych menedżerów, a rada nadzorcza zaakceptowała plan, który koncern ma wyprowadzić na prostą. Kallasvuo liczył m.in. na to, że podgoni rywali smartfonem N8 opartym na nowej wersji systemu symbian. I że Nokia zacznie zarabiać na usługach - już w 2011 r. przychody z internetowych serwisów (m.in. e-mail,
muzyka) miałyby wynieść 2 mld euro.
Ale wygląda na to, że jego czas w Nokii jest policzony - w połowie czerwca spółka znów obniżyła prognozę finansową, tłumacząc się m.in. "konkurencyjnym otoczeniem, zwłaszcza w telefonach z wysokiej półki". Opóźnia się też premiera nowego symbiana, Nokia postawiła na system MeeGo, rozwijany wraz z Intelem.