Jeśli celem rządu jest stworzenie wielkiego koncernu naftowego w Polsce, niech powie o tym otwarcie. Samo przejęcie udziałów w Lotosie, bez pomysłu na współpracę spółek nie stworzy efektów synergii, uszczupli natomiast środki finansowe firm, które mogłyby zostać przeznaczone na bardziej przemyślane inwestycje. Z biznesowego punktu widzenia przedstawiane rozwiązanie nie ma sensu.
To, że wielkie firmy, których właścicielem jest skarb państwa, źle radzą sobie w roli właściciela, widzimy chociażby na przykładzie Polkomtela, w którym udziały mają KGHM, Orlen oraz PGE. Do myślenia powinna dać także sprawa zakupu Możejek przez Orlen, który zainwestował ogromną sumę w zakup i modernizację rafinerii, która przynosi mu straty.
Sprzedaż Lotosu powinna być częścią szerszego planu dla branży naftowej. Zamiast niejasnych zmian właścicielskich rząd może zdecydować się na faktyczne połączenie Orlenu oraz Lotosu. Powstająca w ten sposób spółka mogłaby podjąć współpracę z dużym zagranicznym koncernem, np. Statoil, który okazywał wcześniej zainteresowanie polskim rynkiem, tworząc silną grupę w naszym regionie.
Alternatywą jest sprzedaż Lotosu jednemu z graczy zagranicznych. Zainteresowanie polskim rynkiem wyrażały zarówno wspomniany norweski Statoil, amerykański ConocoPhillips, jak i spółki rosyjskie, więc możliwości jest wiele. Innym rozwiązaniem może być zaproponowanie kupna akcji spółki dystrybutorom paliw, takim jak Shell czy BP, według udziału w polskim rynku. Takie rozwiązanie zastosowano w przypadku niemieckiej rafinerii w Schwedt.
Trzeba też zaznaczyć, że tak często powtarzane obawy przed sprzedażą polskich rafinerii inwestorom rosyjskim, oskarżanym o polityczne wykorzystywanie surowców, są w większości bezpodstawne. W odróżnieniu od gazu ziemnego, ropę oraz produkty ropopochodne można transportować na wiele sposobów - tankowcami, koleją, cysternami. Gdyby nawet Rosjanie chcieli kupić którąś rafinerię w Polsce, i ją zamknąć ze względów politycznych, nietrudno znaleźć alternatywne sposoby zaopatrzenia. Nasz kraj już raz - na początku lat 90. - radził sobie, sprowadzając produkty ropopochodne z zagranicy.
Polska może zabezpieczyć się także, inwestując w transgraniczne rurociągi umożliwiające sprowadzanie ropy z Europy Zachodniej. Zresztą firmy rosyjskie w swoich działaniach kierują się rachunkiem ekonomicznym. Widać to na przykładzie Możejek, kiedy to firmy rosyjskie oferowały rynkową cenę, natomiast Orlen, działając w politycznym interesie podbił ją powyżej granicy opłacalności.
Rząd, decydując się na
prywatyzację Lotosu, jak też całego sektora energetycznego, powinien kierować się przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym. Im mniej będzie w tej dziedzinie polityki, tym lepiej.
not. jm