Za co przepłacamy?
- Płytki ceramiczne, aparaty fotograficzne i kamery cyfrowe, wózki
dla dzieci, chodziki, telewizory, zestawy kina domowego, kuchenki, pralki, mikrofalówki, akumulatory,
opony, kosiarki ogrodowe - wymienia Michał Jaskólski z porównywarki Nokaut.pl. To efekt zmów cenowych - nielegalnego zmuszania sklepów do sprzedawania towarów po ustalonych z góry cenach.
Okazuje się, że w polskim internecie takie naciski to norma. Z ankiety porównywarki Nokaut.pl przeprowadzonej wśród e-sklepów wynika, że aż 59 proc. z nich zetknęło się z ustawianiem cen. Ponad połowa z nich twierdzi, że gdyby nie naciski i groźby, obniżyliby ceny o 5, a nawet 15 proc. - Od trzech lat, momentu, w którym rozpoczęliśmy sprzedaż w internecie, praktycznie 80 proc. producentów i dystrybutorów, w sumie kilkadziesiąt firm próbowało narzucać nam zmowy cenowe, grożąc odmową sprzedaży swoich produktów - skarży się właściciel jednego z polskich e-sklepów.
Handlowcy wypowiadali się w ankiecie anonimowo. Nie chcieli występować pod nazwiskiem również w "Gazecie" ani zdradzić nazw producentów czy dystrybutorów wymuszających nielegalne porozumienia. Obawiają się konsekwencji. Producenci mają sposoby na krnąbrnych
sprzedawców.
W ankiecie 60 proc. e-sklepów przyznało, że miało problemy, gdy nie chciało się podporządkować: najczęściej z dostawami, tracili też rabaty. Producenci zabraniali im nawet wykorzystywać zdjęć towarów na stronie e-sklepu.
"Mieliśmy sprawę w sądzie, musieliśmy zapłacić wysokie odszkodowanie za wykorzystanie zdjęć produktów, zmniejszyli nam rabaty" - to jedna z wypowiedzi z ankiety.
Właściciel innego e-sklepu twierdzi, że zagroził skierowaniem sprawy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Poskutkowało, ale po cichu dalej jesteśmy dyskryminowani. Nie mamy rabatów, nie zawsze starcza dla nas towaru chodliwego.
Wykrycie zmowy cenowej w internecie to rzadkość. UOKiK w minionym roku nałożył grzywnę ponad 100 tys. zł na firmę Knott, producenta akcesoriów do przyczep (lampki, linki hamulcowe). Bo na prośbę dystrybutorów próbowała narzucić minimalny poziom cen firmom handlującym jej towarami na Allegro (ceny na aukcjach były o ok. 25 proc. niższe). - Liczba nieprawidłowości wykrytych przez urząd w handlu internetowym nie jest duża - przyznaje Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes UOKiK. - Co nie oznacza, że ich nie ma i że bagatelizujemy problem.
Ujawnia, że do urzędu wpłynęło "kilka sygnałów" o e-zmowach cenowych. - Obecnie badamy, czy nie doszło do zawarcia porozumienia między producentami sprzętu elektronicznego, a podmiotami odsprzedającymi jego produkty w internecie - mówi.
UOKiK z internetem może mieć wkrótce więcej roboty. E-handel to już potężna branża - wartość towarów sprzedanych w sieci w 2009 r. zbliżyła się do 13,5 mld zł (5,3 mld zł w e-sklepach, reszta na aukcjach). Szacuje się, że w sieci handluje 7-8 tys. spółek (samych sklepów jest więcej, ok. 10 tys., bo ta sama spółka może handlować pod różnymi szyldami).
Dla konsumenta internet to raj cenowy - gdy pod koniec minionego roku firma Nokaut sprawdzała różnice między e-sklepami a tradycyjnymi marketami, sprzęt RTV i AGD w sieci był średnio o 24 proc. tańszy. Telewizor Sharpa kosztował o 2,6 tys. zł mniej (44 proc. taniej). Podobne różnice były przy telefonie komórkowym Samsunga, żelazku Philipsa czy odkurzaczu Electroluksa. W e-sklepach jest tanio, bo mają niższe koszty działalności, ale też często oszczędzają np. na obsłudze klienta.
Z badania Nokaut wynika, że niektórych sprzedawców cieszą zmowy. O cenowym wyścigu piszą "degrengolada", sprzedających z niską marżą bądź po kosztach nazywają oszołomami. "Klienci zawsze chcą jeszcze taniej i taniej i taniej. Ceny powinny być z góry narzucone przez producenta i tyle. Kto się wyłamuje, ten nie handluje" (wypowiedź z ankiety).
- Na jedno- czy dwuprocentowej marży nie da się długo prowadzić biznesu. Zatrudniając czterdzieści osób, nie mogę konkurować ceną z kimś, kto sprzedaje z garażu, praktycznie bez obsługi klienta - mówi Marek Przybył, właściciel e-sklepu z wyposażeniem łazienek Łazienkaplus.pl. Przyznaje, że uregulowanie cen pomogłoby rynkowi, choć - jak twierdzi - on sam z wojny cenowej się wycofał. Publicznie też protestował, gdy producent kranów chciał mieć w sieci ceny nie niższe niż 10 proc. od oficjalnego cennika (gdy opisała to "Gazeta", producent się wycofał z tego pomysłu).
Sklepy, które akceptują zmowy, argumentują, że tylko tak są w stanie zarobić. A klient i tak skorzysta.
- Typowe dla nielegalnych zmów jest przekonanie, że kiedy przedsiębiorcy będą mieli zagwarantowany zysk, skupią się na konkurowaniu jakością - mówi Krasnodębska-Tomkiel. Jej zdaniem jest odwrotnie. - Przedsiębiorcy, którzy nie muszą liczyć się z rywalami na rynku, obniżają jakość towarów i usług. A szybko się okazuje, że ceny zamiast maleć, rosną - mówi szefowa UOKiK.
Dlaczego producenci czy dystrybutorzy nie chcą, by w sieci było za tanio? Bo dbają o tradycyjne sklepy, które są dla nich ważniejszymi partnerami handlowymi (mają z nimi większy obrót, nie ma tylu zwrotów czy problemów z reklamacjami etc.). Jaskólski z Nokautu przestrzega jednak, że polityka siły stosowana przez dystrybutorów wkrótce się skończy. - Hurtownicy i internetowi
sprzedawcy z Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii zaczynają handlować z polskimi klientami. Z drugiej strony polscy handlowcy zakładają firmy tam, gdzie stawka podatku VAT jest niższa niż u nas. I mogą zaoferować dużo niższe ceny - mówi. Sam kupował sprzęt audio w jednym z niemieckich e-sklepów - Nie było problemów z płatnością, przesyłka doszła po dwóch dniach. Ten sam sprzęt w Polsce kosztował kilkadziesiąt procent drożej, co ciekawe, w każdym sklepie cena była identyczna, a czas oczekiwania wynosił kilka tygodni.
Komentarz: konkurencja cenowa w e-handlu nie jest psuciem rynku