Pierwotnie spółka planowała zwolnienie ponad 800 osób. - Teraz mogę powiedzieć, że na pewno będzie to kilkaset osób. Konsultujemy regulamin zwolnień grupowych ze związkami zawodowymi i dokładną liczbę ogłosimy po zakończeniu konsultacji - mówi Romuald Orzeł, prezes TVP.
Rozmowy ze związkowcami powinny zakończyć się jeszcze w tym miesiącu, a pierwsze wypowiedzenia mają być wręczone we wrześniu. - Choć te terminy mogą się trochę zmieniać - zastrzega prezes. Dodał on, że o ile poprzednie zwolnienia uderzały w oddziały regionalne, o tyle w tym roku obejmą przede wszystkim warszawską centralę.
Zarząd przygotowuje uchwałę, która ma "spłaszczyć" strukturę zarządzania telewizją. Liczba stanowisk dyrektorskich ma być ograniczona o 30 proc., a stanowisk kierowników - o 25 proc. Nie oznacza to jednak, że wszyscy na likwidowanych stanowiskach stracą
pracę. - Nastąpi weryfikacja
kadry menedżerskiej i sporo należących do niej osób będzie robiło co innego - tłumaczy Orzeł. Według niego w wyniku restrukturyzacji łączna liczba kierowników i dyrektorów w TVP może zmniejszyć się o ok. 20 proc. Cała restrukturyzacja ma dać w tym roku 117 mln zł, a w przyszłym - 283 mln zł oszczędności.
Zwolnienia to odpowiedź TVP na problemy finansowe. Gdy obecny zarząd obejmował stery na Woronicza i tworzył pierwsze prognozy finansowe, wynikało z nich, że na koniec tego roku w kasie firmy zabraknie ok. 200 mln zł. To skutki spadku wpływów abonamentowych oraz kryzysu na rynku reklamy. W ubiegłym roku przychody reklamowe TVP spadły o ponad 164 mln zł, a wpływy z abonamentu - o blisko 121 mln zł. - Cały abonament przekazuje naszym ośrodkom regionalnym. W tej chwili TVP 1, TVP 2 oraz TVP Info finansują swoją działalność tak samo jak Polsat czy TVN, czyli z reklam i sponsoringu - zaznacza Przemysław Tejkowski, członek zarządu TVP. W czerwcu Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwiększyła prognozę wpływów abonamentowych dla TVP ze 100 do 190 mln zł. - Ale są to jedynie prognozy - zaznacza Orzeł.
Zeszły rok spółka zakończyła stratą w wysokości 205 mln zł. W tym roku sytuację jeszcze bardziej skomplikowała tragedia smoleńska. Telewizja publiczna była jedynym nadawcą, który nie nadawał reklam od początku i do końca żałoby narodowej. 9 kwietniowych dni bez reklam uszczupliły przychody telewizji publicznej o kolejne 40 mln zł. Jednak przyspieszający rynek reklamy i mistrzostwa świata w piłce nożnej pomogły TVP w odrobieniu strat. Paweł Paluch z zarządu spółki poinformował, że pod koniec tego miesiąca
telewizja odrobi kwietniową stratę, a jej przychody w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku będą o ok. 21 mln zł wyższe niż w analogicznym okresie rok temu. - Przychody reklamowe kanałów tematycznych wzrosły o 121 proc., przychody ze sponsoringu - o 39 proc. TVP Info zwiększyła swoje wpływy o 33 proc. - wymienia Paluch. Wstępne przychody telewizji z reklam sponsoringu i konkursów SMS-owych podczas mundialu szacuje on na ok. 46 mln zł.
TVP nie rezygnuje jednak z prób zaciągnięcia kredytu obrotowego. Nowy
przetarg na kredyt w rachunku bieżącym firma ogłosiła na początku czerwca, a termin składania ofert minął 21 czerwca. - Zgłosiło się kilka banków i już niedługo przetarg zamkniemy - mówi Mariusz Pęczak, dyr. biura finansów TVP. Według niego ten kredyt nie będzie wymagał zgody właściciela, bo spółka już nie chce zabezpieczać go swoim biurowcem. W maju zgody na zabezpieczony w ten sposób kredyt w wysokości 100 mln zł nie wyraził minister skarbu. Tym razem TVP proponuje bankom weksel in blanco i cesje niektórych umów z klientami.