- W dotacjach widzieliśmy szansę na polepszenie katastrofalnego stanu dostępu do internetu - mówi "Gazecie" Andrzej Owczarek z Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej (zrzesza małych, lokalnych operatorów telekomunikacyjnych). - Ale instytucje nie są przygotowane do rozdzielenia pieniędzy. Przez ich nieudolność mamy zamrożone plany inwestycyjne i pata - irytuje się.
Chodzi o program 8.4 z unijnych funduszy na lata 2007-13, potocznie nazywany dotacjami na "ostatnią milę" (odcinek sieci np. od centrali operatora bezpośrednio do domu użytkownika). Często się zdarza, że położenie tego ostatniego kabla do abonenta nie opłaca się operatorowi. Unijne dotacje miały do takich inwestycji zachęcić lokalne firmy. Dotacje można dostać tylko tam, gdzie - według map inwentaryzacyjnych - są tzw. białe plamy (nie ma dostępu do internetu z prędkością 2 Mb/s).
Problem jest palący, bo jesteśmy na półmetku programu, a z dostępnych 200 mln euro dla operatorów rozdzielono dopiero... 1 proc.!
- Nie mamy czasu, musimy te pieniądze jak najszybciej zagospodarować. Byłoby dobrze, gdyby program zakończył się jeszcze w tym roku - ostrzega Anna Streżyńska, prezes UKE. - Musimy zobaczyć, na pokrycie ilu białych plam dotacje wystarczyły, i znaleźć pieniądze na pokrycie kolejnych - dodaje.
Operatorzy tymczasem twierdzą, że instytucje działają tak, że ze środków mało kto skorzysta.
Przykład? - Wyniki konkursu z grudnia zeszłego roku poznaliśmy dopiero w lipcu, choć w regulaminie jest mowa o 80 dniach - mówi Owczarek. Sęk w tym, że w połowie czerwca skończył się kolejny nabór. - Powstał zamęt. Nie było informacji, na które wioski i miejscowości już zostały przyznane pieniądze, więc w czerwcu wnioski firmy składały w ciemno, na te same tereny, na które wnioski złożono w pierwszym naborze. Dublując swoją
pracę, tracąc czas i pieniądze. To zniechęca operatorów - krytykuje przedstawiciel KIKE.
Władza Wdrażająca Programy Europejskie tłumaczy, że ocena formalna wniosków skończyła się jeszcze w lutym. To skąd poślizg? To rezultat "nieprzewidzianych i obiektywnych problemów leżących poza kompetencjami WWPE" - czytamy w liście Grażyny Węclewskiej, dyrektor WWPE, do operatorów. Tłumaczy ona np., że w każdym wniosku były konieczne uzupełnienia i trzeba było korespondować ze wszystkimi wnioskodawcami. Że część operatorów wnioskowała o wydłużenie terminu (na co się zgodziła), na bieżąco rozpatrywano protesty. Część winy zrzuca na Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które zmieniło zasady - wcześniej listę projektów pozytywnie ocenionych publikowano na bieżąco, resort to zmienił, by ujawniać ją dopiero po ocenie ostatniego wniosku. Dorzućmy krążenie dokumentów między WWPE, MRR i MSWiA. I lista ostatecznie gotowa dopiero 31 maja na stronie internetowej pojawiła się 30 czerwca.
Na zarzut nadmiernej biurokracji (skorygowanie zapisu "światło" na "światłowód", czepianie się jednego grosza, gdy wartość projektu przekracza milion złotych) WWPE odpowiada, że trzyma się przepisów, choć rozumie "często negatywne odczucia" operatorów wobec "bardzo szczegółowych i licznych wymagań formalnych". - Z matematycznego punktu widzenia taki wniosek nie zawiera poprawnych arytmetycznie wyliczeń, a tym samym nie spełnia wymogów formalnych - pisze Węclewska. Dodaje jednak, że chce zmienić procedurę tak, by operatorzy przed złożeniem wniosku wiedzieli, czy dana miejscowość jest jeszcze białą plamą.
Zdaniem Streżyńskiej problem z wnioskami to brak funduszy i kadr w WWPE. - Trudno ich winić. Nie są w stanie obsłużyć tak gigantycznej liczby wniosków. Powinni dostać wsparcie, bo to jest w interesie państwa. Rząd powinien natychmiast reagować na takie problemy - mówi.
Co na to rząd? Na pytania przesłane kancelarii premiera odpowiedziało Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Zapowiada m.in. skrócenie czasu niezbędnego na ocenę poszczególnych wniosków oraz "wzmocnienie kadrowe".
Problemy z "ostatnią milą" to tylko jeden z problemów z polskim internetem. Na budowę łączy do szybkiego internetu w latach 2007-13 przeznaczono ok. 5 mld zł, a na 28 tys. kilometrów sieci telekomunikacyjnej, która miała powstać, podpisano umowy na 350 km! Niedawno "Gazeta" opisywała spór MSWiA z UKE wokół punktów doradczych - za 80 mln zł miał je zorganizować UKE, by pomóc samorządowcom, zwłaszcza z małych miast i wsi, skorzystać z unijnej kasy na internet. Z podpisem zwleka jednak MSWiA.
- To, co dzieje się z projektem doradczym dla samorządów i z rozpatrywaniem wniosków, to
horror - mówi Wiesław Paluszyński, ekspert Polskiego Towarzystwa Informatycznego. - Najwyraźniej w rządzie nie ma osoby, która byłaby osobiście odpowiedzialna za szybki rozwój internetu w Polsce. Dlatego trwają wieczne przepychanki między poszczególnymi resortami. Panuje chyba przekonanie, że jak się nie uda, to winę i tak zrzuci się na samorządy.