Biznes Ludzie Pieniądze

Czy będzie można wyjść z OFE? Kolejna kłótnia o emerytury

mab, les
22.07.2010 , aktualizacja: 22.07.2010 19:37
A A A Drukuj
Już w przyszłym tygodniu rząd zajmie się przygotowanymi przez minister pracy Jolantę Fedak zmianami w emeryturach. Szanse na to, że wejdą one w życie, są niewielkie. Wszystko będzie trzeba zacząć od nowa
Jolanta Fedak, minister pracy
Jolanta Fedak, minister pracy
Rządowe kłótnie o emerytury trwają już drugi rok. Jeszcze w czasie kryzysu finansowego licytację rozpoczęli minister finansów Jacek Rostowski i szefowa resortu pracy Jolanta Fedak. Zaproponowali obniżkę składki do funduszy emerytalnych z 7,3 do 3 proc. naszego wynagrodzenia. Reszta miałaby trafiać do ZUS. Dzięki temu zmniejszyłby się dług publiczny i deficyt budżetowy - przekonywali.

To, co dobre dla budżetu, uderzyłoby jednak po kieszeni emerytów. Z raportu Deloitte dla IGTE wynika, że obniżka składki do OFE oznacza, że w przyszłości nasze emerytury będą nawet trzy razy niższe niż dzisiaj. Jeśli składkę zostawić bez zmian, będą dwa razy niższe niż dziś.

Przykład? 36-letni dziś mężczyzna zarabiający 3 tys. zł po 40 latach pracy dostanie zaledwie 750 zł emerytury. Jego rówieśniczka - 600 zł, bo z powodu niższego wieku emerytalnego pracuje o pięć lat krócej.

Ekonomiści na pomyśle nie zostawili suchej nitki. - To, co robi rząd, to kreatywna księgowość - alarmował prof. Marek Góra. I dodawał: - Dzisiaj zmniejszymy ją do 3 proc., jutro do 1 proc., a za jakiś czas w ogóle pozwolimy ludziom występować z OFE. To byłaby katastrofa!

Nie minął rok i minister Fedak zaproponowała wczoraj oficjalnie, żeby osoby, które wybrały OFE dobrowolnie, mogły z niego wystąpić. - To bomba z opóźnionym zapłonem. Po jednorazowej wypłacie oszczędności wiele osób w krótkim czasie może nie mieć środków do życia - przestrzegał Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Pomysły Fedak zgodnie krytykują pracodawcy i związkowcy z "Solidarności". Zwykle ostrożna w sądach KNF ostrzega, że to "decyzje podporządkowane bieżącym i krótkookresowym celom politycznym". Krytyczny jest też NBP.

Zgody na zaproponowane przez Fedak zmiany nie ma w rządzie. Minister Skarbu Aleksander Grad boi się, że po obniżce składki OFE nie będą chętne do udziału w rządowym programie prywatyzacji. Przeciw są też minister Michał Boni i szef rady do spraw gospodarczych przy premierze Jan Krzysztof Bielecki. Wspólnie pracują nad konkurencyjnym projektem zmian, ale konkretów nie ma.

Zupełnie inny pomysł na emerytury ma wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Chce, żeby wszyscy płacili jednakową, niewielką składkę (np. 120 zł), i to tylko do ZUS. W zamian na starość każdy dostałby taką samą, niską emeryturę. Kto by chciał więcej, powinien odkładać pieniądze na własną rękę - np. w bankach czy funduszach inwestycyjnych.

- Swoje propozycje uzgadniałam ze wszystkimi ministrami. Teraz decyzja należy do Rady Ministrów - ucina Fedak. Chce, żeby opracowane przez jej resort zmiany weszły w życie w przyszłym roku.

Który pomysł w rządzie wygra? Nie wiadomo. Pawlak proponuje nawet referendum. Polacy sami mieliby zdecydować, jakich chcą emerytur. - I to już jest prawdziwe kuriozum. Bo właściwie od czego jest rząd? Czy w sprawie podwyższenia podatków też ogłosi referendum? - pyta Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów