Wprowadzenie sankcji politycznych oraz finansowych dla tych krajów UE, które uporczywie łamią limity UE w sprawie deficytu budżetowego, długu publicznego i inflacji, to jeden z głównych tematów dyskusji o pogłębieniu koordynacji gospodarczej w UE, aby uniknąć powtórki z kryzysu greckiego.
Choć jednak ogólny pomysł sankcji, który jeszcze pół roku temu wyśmiewano w Brukseli jako nierealistyczny, uzyskał wstępną aprobatę na czerwcowym szczycie UE, to
Niemcy były do niedawna zupełnie osamotnione w forsowaniu idei karnego odbierania maruderom głosu w obradach Rady UE. Wydawało się bowiem, że wymagałoby to zmiany unijnych traktatów, czyli mogłoby zająć nawet kilka lat, ale przedwczoraj
Berlin i
Paryż zaproponowały inne rozwiązanie. "W krótkiej perspektywie alternatywą dla zmiany traktatu może być polityczne porozumienie krajów eurolandu, które pozwoli zawieszać głos przynajmniej podczas niektórych debat" - napisał jednak niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble oraz jego francuska odpowiedniczka Christine Lagarde do szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, który kieruje pracami nad reformą zarządzania w UE.
Perspektywa ominięcia zmian traktatowych budzi mieszane reakcje w Brukseli - z jednej strony to szansa na przyspieszenie reform, ale z drugiej - zagrożenie ich kompletnego rozmycia, bo bez silnego prawnego oparcia dla sankcji politycznych będzie można się z nich łatwo wyłgać. - Wciąż mamy w Brukseli klub dyskusyjny rozprawiający o reformach, a brak nam w UE klubu silnych przywódców gotowych wprowadzać prawdziwe, a nie propagandowe reformy - mówi Jacques Pelkmans, ekspert brukselskiego ośrodka CEPS.
Francja i Niemcy, które są motorem reform zarządzania w UE, potwierdzają gotowość do corocznej oceny planów budżetowych krajów UE oraz swą zgodę na sankcje finansowe w gronie wszystkich 27 członków UE, czyli karne zawieszanie przelewów z budżetu UE. Wprawdzie wymieniają z nazwy tylko fundusze z polityki spójności, z których korzystają głównie nowe kraje UE, ale - jak mówi nam francuski dyplomata - "to nie wyklucza rozmów o sankcjach dotyczących innych funduszy". Komisja Europejska zaproponowała niedawno, aby - to po myśli Polski - groźba sankcji dotyczyła też m.in. pieniędzy na Wspólną Politykę Rolną, czyli była dotkliwa także dla starych krajów Unii.
Wspólny list Schäublego oraz Lagarde, który wysłano po środowych obradach rządu Francji z udziałem Niemca, nie oznacza końca wszystkich sporów o reformy UE między Berlinem i Paryżem. Francuzi m.in. nadal odrzucają niemiecki pomysł, aby kraje eurolandu (np.
Grecja) mogły ogłaszać niewypłacalność. Wprawdzie taka perspektywa, przekonują Niemcy, zmuszałby je do pilnowania budżetu i zmniejszyła koszty ratowania przez partnerów z eurolandu, ale - przekonują Francuzi - widmo niewypłacalności odstraszałoby inwestorów, uderzałoby w unijną solidarność i spowolniło rozwój uboższego Południa.
Nicolas Sarkozy ogłosił w obecności Schäublego pomysł wspólnego przeglądu podatkowych systemów Niemiec i Francji, aby je w przyszłości "upodobnić". Niemiec odpowiedział milczeniem, a zdaniem francuskich mediów "upodabnianie podatków" to na razie wyłącznie kryptonim reformy podatkowej we Francji bez ruchów ze strony Niemiec. - Bez głębokiej harmonizacji podatków nie będzie dobrej integracji w strefie euro. To jakby wziąć ślub, a potem udawać, że można nadal żyć po kawalersku. Sęk w tym, że obecne pomysły dotyczą głównie harmonizacji podstaw opodatkowania. I przy różnych jednoczesnych ruchach stopami podatkowymi mogą pozostać obojętne dla wpływów podatkowych. Czyli znów wiele słów, a niewiele konkretów - mówi Jacques Pelkmans.