Biznes Ludzie Pieniądze

Kiedy szynka jest tańsza od kaszanki

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
22.07.2010 , aktualizacja: 22.07.2010 19:57
A A A Drukuj
Cała Europa będzie pracować dłużej. A Polacy? Według OPZZ powinni krócej
Leszek Kostrzewski
Fot. Marcin Klaban / AG
Leszek Kostrzewski
Piotr Miączyński
Fot. Marcin Klaban / AG
Piotr Miączyński
Zreformujmy emerytury
Zreformujmy emerytury
Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych chce, by kobiety mogły dostawać emeryturę po 35 latach pracy, a mężczyźni - po 40. Wczoraj w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projekt ustawy w tej sprawie. Jeżeli posłowie zagłosują za projektem, na emeryturę będzie można odchodzić wcześniej niż dziś. Nie trzeba będzie kończyć 60 lat (kobiety) lub 65 (mężczyźni). Będzie się liczył tylko staż. Wiek będzie bez znaczenia.

Na ustawie skorzystają wszyscy, którzy zatrudnią się przed 24. rokiem życia. Gdy kobieta w tym wieku rozpocznie karierę zawodową, na emeryturę będzie mogła odejść, mając 59 lat, mężczyzna 64.

Więcej zyskają młodsi pracownicy. Ktoś, kto zatrudnił się w wieku 20 lat, prawo do emerytury zdobędzie już po skończeniu 55 lat (kobiety) lub 60 (mężczyźni).

Ile krótsza praca będzie kosztować budżet państwa? OPZZ w uzasadnieniu projektu nie podaje żadnych kwot. Zapewnia jednak, że budżet na nowej ustawie nie tylko nie straci, ale jeszcze zyska. Jak to możliwe? Związkowcy stosują oryginalną logikę. Doszli do wniosku, że jak ludzie dostaną wcześniej emeryturę, to nie będą występować o rentę i zasiłki z pomocy społecznej. A więc państwo zaoszczędzi na wypłacie tych ostatnich.

To tak jakby powiedzieć - od dziś będziemy pacjentów szpitali żywić szynką i baleronem. Dzięki temu zaoszczędzimy na kupnie kaszanki i pasztetowej. Logiczne? I to jak.

Pomysł OPZZ - choć na pierwszy rzut oka atrakcyjny - może też niejednego Polaka wpędzić w kłopoty. W nowym systemie emerytalnym, który mamy od dziesięciu lat, na wysokość emerytury wpływają dwie rzeczy - zebrany kapitał i przewidywalna długość życia. Pierwszy dzielimy przez drugi i wychodzi nam nasza emerytury.

Ktoś, kto krócej pracuje, traci podwójnie. Raz, bo ma mniej odłożonego kapitału. Dwa, bo ten mniejszy kapitał dzielony będzie przez większą liczbę lat. - Projekt związkowców jest więc groźny. Może oznaczać dla wielu groszową emeryturę - ostrzega Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy.

OPZZ wyliczył, że osoba, która przepracowała 35 lat i zarabiała średnią krajową wypracowałby sobie 1500 zł brutto emerytury. Nie wszyscy jednak zarabiają średnią (dziś ok. 3,4 tys. zł). Co więc z tymi, którzy dostają po 1,2-1,3 tys. zł? Związkowcy i tu mają wytłumaczenie. - Jeżeli ktoś uzna, że za mało zebrał składek i na emeryturze nie przeżyje, będzie mógł pracować dłużej. Przecież my nikogo nie zmuszamy do odejścia z pracy, dajemy tylko taką możliwość - tłumaczą związkowcy.

Problem w tym, że jeżeli ktoś nabędzie już uprawnień emerytalnych, może łatwo zakończyć karierę. Pracodawca nie będzie chciał w niego inwestować. Po co wysyłać na szkolenie kogoś, kto w każdej chwili może odejść z zakładu. - Taka osoba nie będzie mogła też wziąć udziału w szkoleniach, kursach organizowanych przez instytucje państwowe jak choćby urząd pracy. Też usłyszy - pani może iść przecież na emeryturę - dodaje Agnieszka Chłoń-Domińczak.

Projekt OPZZ jest wbrew zakładającej cięcia przywilejów reformie emerytalnej i idzie pod prąd polityce unijnej. Bruksela zachęca do wydłużania wieku emerytalnego. Komisja Europejska szacuje, że wydatki na emerytury w najbliższych 50 latach mogą w państwach UE wzrosnąć o 20-30 proc. Nie ma więc wyjścia, trzeba dłużej pracować. Nie inaczej będzie u nas.

Obecnie nasz kraj ma najmłodszych emerytów w Europie - kobiety średnio kończą pracę w wieku 55 lat, mężczyźni - 59 lat. Tylko 55 proc. Polaków w wieku produkcyjnym pracuje (czyli odkłada składki). W grupie 55-64 lata jest to tylko 28 proc. OPZZ tym się nie przejmuje. I średnio raz na dwa lata forsuje projekty "na korzyść ludzi pracy"

W jednym związkowcy mają jednak rację - nasz system emerytalny jest głęboko niesprawiedliwy. I coś trzeba z nim zrobić. Dlaczego pielęgniarka, leśnik, spawacz musi do emerytury pracować i 45 lat , a górnik - 25. Nie mówiąc już o policjancie i żołnierzu, którzy na zasłużony odpoczynek mogą odchodzić po 15 latach służby. Na dodatek pielęgniarka ma liczoną emeryturę ze swoich odłożonych składek, a górnik i policjant nie. Dopłaca mu do emerytury państwo. I to niemało.

OPZZ swoim projektem choć częściowo chciałby te nierówności zasypać. Zamiast rozdawać przywileje, lepiej je jednak kasować. Bo - i niech w końcu uwierzą w to politycy od SLD, PiS po PSL i PO - na świecie nie ma Świętych Mikołajów. Za przywileje ktoś musi zapłacić.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów