W piątek słowa ministra skarbu Aleksandra Grada sprzed kilku tygodni o tym, że jest gotów zrezygnować z przysługującej mu dywidendy z zysku PKO BP, stały się ciałem.
Walne zgromadzenie akcjonariuszy, na którym decydujący głos ma skarb państwa, zdecydowało o niewypłacaniu do grudnia dywidendy. 2,3 mld zł zysku, jaki wypracował w ubiegłym roku bank, ma zostać przeznaczone na sfinansowanie zakupu 70 proc. akcji BZ WBK od irlandzkiego banku BZ WBK.
Wartość transakcji szacowana jest na blisko 10-11 mld zł. Żeby ją sfinalizować, bank będzie potrzebował nie tylko pieniędzy z dywidendy, ale też z gigantycznej emisji obligacji.
Jeśli do 12 grudnia PKO BP nie kupi BZ WBK, dywidenda zostanie wypłacona po ośmiu dniach. Prawo do dywidendy zostanie ustalone 23 października.
Według nieoficjalnych informacji PKO BP już znalazł się na krótkiej liście chętnych do zakupu BZ WBK. Obok PKO BP o zakup starają się francuski
BNP Paribas i hiszpański Santander. - Nie jest wcale tak, że będzie decydować tylko cena. W tej sprawie na pewno odbywają się rozmowy na szczeblu dyplomatycznym, kraje mogą proponować oferty na zasadzie coś za coś. Sprzedaż BZ WBK nie będzie transakcją czysto biznesową - mówi Krzysztof Rybiński z SGH, były wiceprezes NBP.
Przejęcie BZ WBK przez PKO BP skrytykował na łamach "Gazety Wyborczej" Leszek Balcerowicz. Jego zdaniem pomysł jest bardzo ryzykowny i może się skończyć fiaskiem, jak przejęcie przez PKN Orlen rafinerii w Możejkach. "Pewne są jedynie wysokie koszty tej transakcji. Będzie ona niedobra dla stabilności i rozwoju naszej gospodarki" - alarmował Balcerowicz.
Zdaniem Rybińskiego wzmocniony PKO BP miałby szansę stać się w ciągu kilku lat silną instytucją finansową, która zarabia kilka miliardów euro rocznie, co otworzy drogę do ekspansji w Europie. - Dla Polski taki scenariusz byłby najlepszy - uważa Rybiński.