Biznes Ludzie Pieniądze

Streżyńska: Chciałabym wprowadzić internet dla każdego do 2015 roku

Rozmawiał Przemysław Poznański
26.07.2010 , aktualizacja: 26.07.2010 12:12
A A A Drukuj
- Proszę mi pokazać drugi urząd czy instytucję, które w ostatnich latach zrobiły tak wiele dla rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce - mówi Anna Streżyńska, prezes UKE
Anna Streżyńska, była prezes UKE
Bartosz Bobkowski
Anna Streżyńska, była prezes UKE
Wybrana cztery lata temu na stanowisko w atmosferze oskarżeń ze strony TP, że działać będzie nielegalnie, bo - zdaniem operatora - ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz, powołując ją, nagiął prawo. Nałożyła na Telekomunikację Polską kilkaset milionów złotych kar, po czym doprowadziła do bezprecedensowego porozumienia z byłym monopolistą. Anna Streżyńska. Za jej kadencji internet przyspieszył, ceny dostępu do sieci spadły o 70 proc., ceny rozmów przez komórki o jedną czwartą. Obecnej prezes Urzędu Kominikacji Elektronicznej do końca kadencji został niecały rok. Mówi nam, jak zamierza spożytkować te miesiące i jak ocenia swoją dotychczasową pracę.

Rozmowa z Anną Streżyńską prezes UKE

Przemysław Poznański: W maju 2011 roku kończy się pani kadencja na stanowisku prezesa UKE. Będzie pani kandydować na kolejną?

Anna Streżyńska: Nie wiem. Za wcześnie na takie pytania. Oczywiście jeśli spyta pan, co dalej chciałabym w życiu robić, to mogę odpowiedzieć szczerze, że obecna praca sprawia mi ogromną satysfakcję i zapewne chciałabym dokończyć to, co zaczęliśmy. Myślę tu przede wszystkim o tzw. megaustawie internetowej, która ma sprawić, że Polacy zyskają powszechny dostęp do szerokopasmowego internetu. Ma to się stać do 2015 r. Ale czy to ja dokończę to zadanie, czy ktoś inny, nie zależy tylko ode mnie. Jestem natomiast bardzo zadowolona z tego, co udało się zrobić przez te cztery lata.

Megaustawa weszła w życie 17 lipca. Operatorzy i eksperci oceniają ją bardzo dobrze, jednak widać też piętrzące się przed nią przeszkody. Jednym z jej najważniejszych zadań miało być wsparcie samorządów, by inwestowały w łącza internetowe. UKE wygrało konkurs na doradcę, który przeprowadziłby gminy i powiaty przez skomplikowane procedury. Umowa w tej sprawie ugrzęzła jednak w MSWiA. Czy w tej sytuacji megaustawa spełni swoje zadanie?

- Mam nadzieję, że tak. Zgodnie z megaustawą samorządowcy mogą w każdej chwili zwrócić się do UKE, pokazać swój projekt i spytać, czy widzimy jakiekolwiek zagrożenia. Opinia UKE to swoiste zaświadczenie, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem, i to też będzie rodzaj pomocy, chociaż jedynie doraźnej i ograniczonej. Potrzebna jest jednak pomoc systemowa i tu brak umowy z MSWiA, na którą samorządy czekały dwa lata, stanowi poważny problem.

Bez pieniędzy na doradztwo gwarantowanych w umowie z MSWiA też będziemy pomagać samorządowcom, tylko że w nieporównywalnie mniejszym zakresie. Projekt był pięcioletni, zakładał zatrudnienie sztabu specjalistów od ekonomii, spraw technicznych i prawa. Bez pieniędzy będziemy mogli pomóc tylko na tyle, na ile skromna ekipa departamentu infrastrukturalnego w UKE da radę, na tyle, na ile dotąd pomagaliśmy, choć samorządowcy wiedzą, że to za mało. Chcieliśmy też stworzyć wielki zasób wiedzy pokazujący modele biznesowe, wzory dokumentów oraz opisujący proces inwestowania krok po kroku. Do tego dochodziłoby natychmiastowe telefoniczne wsparcie w razie problemów w całym kraju, szkolenia, prowadzenie niemal za rękę. Jeśli nasz punkt doradczy nie powstanie, pozostanie nam stworzenie małego "Zrób to sam", czyli kolejnej części podręcznika dla inwestorów, którego pierwsze części już powstały przy udziale Fundacji Wspomagania Wsi. Najważniejsze pytania, na które teraz trzeba udzielić odpowiedzi, dotyczą bezpiecznego realizowania partnerstwa publiczno-prywatnego oraz standardów technicznych. Ale to będzie tylko namiastka. Szkoda, bo bez systemowego wsparcia samorządom trudniej jest inwestować, co jest widoczne szczególnie, gdy podsumuje się dotychczasowe doświadczenia - tylko 350 km sieci wybudowanych przez trzy lata, podczas gdy pieniądze mamy na 28 tys. km, które muszą powstać w trzy-cztery lata.

Czy stworzenie pierwszej wersji megaustawy było najważniejszym zadaniem UKE pod pani przewodnictwem?

- Nie. Jeśli szukać tego, co udało się podczas mojej kadencji, to stworzenie megaustawy jest ważne, ale trzeba pamiętać, że naszym pierwszym krokiem było spowodowanie obniżki cen za usługi telekomunikacyjne. Wszyscy, którzy korzystali z tych usług jeszcze cztery lata temu, narzekali na drożyznę i kiepską obsługę ze strony operatorów. W tym czasie ceny dramatycznie spadły, a za chwilę spadną znowu, bo już rozmawiamy z TP o kolejnych obniżkach cen Neostrady; te możliwości otwiera porozumienie UKE - TP z października zeszłego roku. Dzięki umożliwieniu korzystania z łączy TP przez innych operatorów pojawiła się w ciągu czterech lat prawdziwa konkurencja. Podobnie w przypadku usług komórkowych, gdzie ostro namieszał Play. Tańszy jest internet komórkowy, tańszy jest internet stacjonarny, tańsze są usługi telefoniczne. Na to poświęciliśmy pierwsze cztery lata naszej działalności. Nie było to zadanie łatwe, bo trzeba było przełamać "zatwardzenie" rynku. Trzeba było użyć środków perswazji, których wolelibyśmy nie używać, np. kar finansowych. Ale inaczej się nie dało.

Pani postępowanie spotkało się z krytyką. Umożliwienie wykorzystywania łączy TP przez innych graczy sprawiło, że przestali oni inwestować we własne. A przecież Polsce brakuje infrastruktury, szczególnie internetowej.

- Proszę mi pokazać drugi urząd czy instytucję, które w ostatnich latach zrobiły tak wiele dla rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce. To u nas powstały dwa raporty przyjęte przez dwa kolejne rządy o likwidacji barier inwestycyjnych w telekomunikacji, założenia i pierwsza wersja megaustawy, to my byliśmy autorami pomysłu stworzenia punktu doradzającego samorządom, to my stworzyliśmy portal

Krajowe Forum Szerokopasmowe, w którym inwestorzy wymieniają się doświadczeniami, my uczestniczymy niemal we wszystkich projektach ze środków UE. Robimy to wszystko, choć w zasadzie to nie jest nasze zadanie jako urzędu. Tym powinny się zajmować rządowe organy właściwe ds. telekomunikacji i społeczeństwa informacyjnego - resort infrastruktury i MSWiA.

Ale prawdą jest, że nie od razu zajęliśmy się infrastrukturą. Była to jednak nasza świadoma decyzja. Pisaliśmy o tym w strategii - najpierw chcieliśmy zająć się klientami, którzy mogą mieć internet, bo infrastruktura na to pozwala, ale nie kupują go, bo jest zbyt drogi albo jakość usługi i obsługa klienta wołają o pomstę do nieba. To było łatwiejsze i szybsze, nad infrastrukturą trzeba popracować dłużej, pieniądze na inwestycje pojawiły się z UE dopiero w 2007 r. Mało kto dziś pamięta, że kilka lat temu w internecie stacjonarnym istniały ograniczenia co do wielkości ściągania danych. Już ich nie ma. Nie ma też tak powszechnych jeszcze niedawno prędkości 114 kb/s czy 128 kb/s. Także 512 kb/s niedługo przejdzie do kategorii internetu socjalnego. Zamknęliśmy okres walki z monopolem klamrą, którą było porozumienie z TP z października 2009 r. Dzięki temu nie doszło (mamy nadzieję, że nie będzie musiało dojść) do tzw. funkcjonalnej separacji, czyli podziału TP na część hurtową i detaliczną. Przeprowadzenie podziału skupiłoby wszystkie siły urzędu i TP na kilkanaście miesięcy. Tymczasem znaleźliśmy inny sposób, by konkurenci TP nie byli przez nią dyskryminowani, a na rynku zapanowała prawdziwa konkurencja, na której korzystają przede wszystkim użytkownicy usług telekomunikacyjnych. Dzięki temu przyszła pora na działania proinwestycyjne i teraz też prosimy o poparcie wszystkich, którym inwestycje telekomunikacyjne leżą na sercu.

Ostateczna decyzja: dzielić czy nie dzielić TP, jednak jeszcze nie zapadła. Kiedy to się stanie?

- Ostateczna decyzja zapadnie pod koniec roku.

A jak dziś ocenia pani realizowanie porozumienia przez TP?

- Szacuję, że zabiera ono każdej ze stron ok. trzech godzin dziennie naprawdę intensywnej pracy. Zobowiązania zapisane w porozumieniu wymagają stałego monitoringu. Nie ma dnia, żebyśmy z TP nie wymieniali co najmniej trzech-czterech oficjalnych pism na temat porozumienia. Jakie są efekty? Cóż, mamy wzloty i upadki. Są sprawy świetnie realizowane, np. program inwestowania w nowe łącza, ale są i takie, które budzą nasze ogromne wątpliwości. W porozumieniu ustanowiliśmy dla TP tzw. chińskie mury, czyli system zapobiegający przenikaniu informacji między częścią detaliczną operatora a hurtową. To podstawa tego porozumienia, ale to właśnie tu nie wszystko dobrze działa. Czasem dochodzi do starć przypominających nasze kłótnie z dawnych czasów, bo nerwy puszczają po obu stronach. Chodzi o to, że TP mówi: - Sprawdzajcie, czy "złodzieje" przeskakują przez mury, które stworzyliśmy. A my przekonujemy: - Nie, nie będziemy łapać "złodzieja". To wy sprawcie, żeby nie miał szans się zakraść! Zbudujcie takie mury, żeby nie dało się wyjąć ani jednej cegły albo przez te mury przeskoczyć. Emocji jest zatem wiele.

Jednym z elementów porozumienia jest zainwestowanie TP w nowe łącza. Jak operator wywiązuje się z tego planu?

- Bardzo dobrze. Przygotowane są już inwestycje na połowę z zakładanej kwoty 3 mld zł. W tym roku ma być wykonanych 300 tys. linii. Inwestycje rozpoczęły się już we wszystkich tzw. białych plamach, do których TP zadeklarowała doprowadzenie internetu.

Zakładając, że w maju odejdzie pani z urzędu, co przez te dziesięć miesięcy uda się pani zrobić dla użytkowników usług telekomunikacyjnych?

- Trzeba rozpocząć erę światłowodów. Przed inwestorami piętrzą się dwie bariery - pierwsza to brak pewności, jak będą wyglądały regulacje tej sieci. Chodzi o to, czy (i na jakich warunkach) trzeba ją będzie udostępniać innym graczom, tak jak dzieje się to dziś z siecią miedzianą, czy nie. To zależy m.in. od decyzji Komisji Europejskiej. Druga przeszkoda to dzisiejsza definicja tzw. usługi powszechnej świadczonej przez TP. Konieczna jest taka jej zmiana, która spowoduje, że objęty nią dzisiaj obowiązek świadczenia usługi faksu czy internetu wąskopasmowego nie będzie blokował budowy sieci szerokopasmowych przez operatora zobowiązanego do zapewnienia usługi powszechnej. Mam nadzieję, że w tym czasie uda się zmienić ustawę. Wystąpiliśmy już z inicjatywą ustawodawczą, przesłaliśmy ją do Ministerstwa Infrastruktury i oddźwięk był pozytywny. Inne nasze plany to ustalenie dalszych zasad spadku MTR-ów [cen hurtowych za zakańczanie połączeń w sieci komórkowej]. Spadki te już są tak nikłe (należymy do najtańszych krajów, mamy jedne z najniższych stawek w UE), że same w sobie nie mają wpływu na ceny detaliczne, jednak obserwujemy teraz, czy niskie stawki hurtowe przekładają się na ceny detaliczne. Czeka nas także w pierwszej połowie przyszłego roku najpoważniejszy przetarg tej epoki - łączony przetarg na kilka częstotliwości umożliwiających świadczenie mobilnych usług multimedialnych. Mam nadzieję, że ruszy także cyfryzacja mediów. I oczywiście cały ten okres będzie upływał pod znakiem wdrażania megaustawy i wspierania inwestycji samorządowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw.

Mam nadzieję, że wszystkie nasze działania przełożą się na dalszy spadek cen, ale przede wszystkim powszechność internetu oraz poprawę jakości i szybkości łącza. Naszym celem jest zapewnienie w 2015 roku internetu każdemu, kto sobie tego życzy, i to jest możliwe, jeśli wszyscy zabierzemy się do roboty

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów