Biznes Ludzie Pieniądze

Facebook - trzecie państwo świata. Tylko w internecie

Tomasz Grynkiewicz
26.07.2010 , aktualizacja: 25.07.2010 21:25
A A A Drukuj
Drugiego takiego miejsca w internecie nie ma. Facebook, większy brat Naszej-klasy, ma już 500 mln użytkowników - więcej mieszkańców mają tylko Chiny i Indie. Internauci za konto nie płacą, ale Facebook i tak zarabia, głównie na reklamach
Strona logowania do serwisu Facebook
AP
Strona logowania do serwisu Facebook
Jest 4 lutego 2004 r., rudawy student Mark Elliot Zuckerberg siedzi z kolegami w pokoju w akademiku Uniwersytetu Harvarda. Za chwilę uruchomią serwis społecznościowy Facebook. Zuckerberg ma już za sobą pierwsze próby w sieci - 20-latek włamał się do komputerowego systemu uczelni i ukradł zdjęcia studentek z kampusu. Umieścił je później na stronie Facemash.com - internauci mogli oceniać, które studentki są atrakcyjne, a które nieco mniej.

Informacja o Facemash szybko rozniosła się wśród studentów i choć strona wisiała w sieci zaledwie cztery godziny, Zuckerbergowi zapewniła lokalną sławę.

Dziś mało kto nie zna 26-latka, założyciela, jak się później okazało, trzeciego co do wielkości państwa świata. Facebook, który w środę wieczorem polskiego czasu ogłosił, że ma już ponad pół miliarda użytkowników, z Zuckerberga uczynił młodzieńca obrzydliwie bogatego. Student z Harvardu został najmłodszym miliarderem świata, jego majątek "Forbes" wycenia na ponad 4 mld dolarów.

Najlepsze, że to wszystko dzięki... internautom, którzy zakładają konta na Facebooku, zapraszają znajomych, wrzucają zdjęcia, filmy, flirtują, protestują przeciw pomysłom rządowym etc. Po co? Bo to modne.

Za konto nie płacą, ale Facebook i tak zarabia - głównie na reklamach. Na Facebooka pędzą firmy, by kusić internautów i przekonywać, że są cool. A inwestorzy za kilkuprocentowe udziały płacą grube miliony dolarów.

To jak lawina - ostatnie 100 milionów użytkowników Facebook przyciągnął... w trzy miesiące. A apetyt Zuckerberga rośnie - już zapowiada podwojenie liczby użytkowników do miliarda. Czy to możliwe?

W niektórych dużych krajach, jak USA, Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, z Facebooka korzysta ponad połowa internautów. W Polsce - ok. 3 mln osób, czyli 15 proc. internautów. U nas więc Facebook niewiele zyska, ale wystarczy spojrzeć na inne liczby - w Rosji ma raptem 1,3 mln użytkowników. A w Chinach - niespełna 50 tys. osób. W co trudno uwierzyć, ale wytłumaczenie jest proste: Facebook znajduje się na czarnej liście Pekinu i jest z automatu blokowany (to rzekomo ochrona m.in. przed pornografią). Logują się tam jedynie chińscy użytkownicy, którzy potrafią obejść rządową blokadę.

Jesienią do kin wchodzi film "The Social Networking", właśnie o Facebooku, rzecz jasna, z Zuckerbergiem na ekranie.

Facebook to jednak nie tylko lukrowana historia o piekielnie uzdolnionym studencie, który cytuje "Iliadę" Homera (na imprezy firmowe pracownikom kazał ponoć wkładać togi). W wydanej w zeszłym roku książce "Przypadkowi miliarderzy" Zuckerberg został opisany jako hulaka, którego sukces zmienił z niepozornego kujona w człowieka, który na jachtach wyprawia orgie z modelkami Victoria's Secrets, a jego przysmakiem jest mięso... misia koala.

Prawdziwe? Do końca nie wie nikt. Za to wiadomo, że sukces Facebooka Zuckerberg częściowo sobie przywłaszczył - to nie on był pomysłodawcą, ale koledzy z akademika (w 2009 r. zawarł z nimi ugodę, płacąc ponad 60 mln dol.).

I wciąż budzi kontrowersje - głównie dotyczące prywatności. W liście do Facebooka niemiecka minister ds. ochrony konsumentów Ilse Aigner zagroziła nawet, że jeśli spółka nie zmieni zasad, to będzie zmuszona... wypisać się z Facebooka. Niektórzy internauci w proteście rzeczywiście skasowali konta w serwisie. Ale to drobnica.

- Prywatność przestała już być normą społeczną - twierdzi tymczasem Zuckerberg. Na razie - jego na wierzchu.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    54 głosy