Ani to Mercedes, ani BMW - Carolina Milanesi, analityk firmy badawczej Gartner, chwilę się zastanawia. - Do głowy przychodzi mi Ford. Bo można na nim polegać, nie jest drogi, a nawet dostaje się coś ekstra w stosunku do ceny.
Milanesi to ekspert nie od motoryzacji, ale od rynku telefonii komórkowej. Ford w jej wypowiedzi nie pojawił się przypadkowo - w maju tego roku tak dziennikarzowi agencji Bloomberg opisywała, z czym kojarzy się jej Nokia.
Ford to za mało na iPhone'a Taką rekomendację i porównanie do Forda Olli-Pekka Kallasvuo, prezes Nokii, jeszcze niedawno mógłby wziąć za komplement. Mógłby, gdyby nie piątek 29 czerwca 2007 r. i debiut iPhone'a, który zapoczątkował zjazd Nokii po równi pochyłej.
W ów piątek akcje Nokii wyceniano na prawie 21 euro. Kto tego dnia skusił się na papiery największego producenta komórek, dziś powodów do zadowolenia nie ma. Z każdej wydanej złotówki zostało mu raptem nieco ponad 30 groszy. W ciągu trzech lat z giełdowej wyceny Nokii wyparowało prawie 60 mld euro. Tylko w tym roku kurs zanurkował o 25 proc., w lipcu osiągając poziom najniższy od 12 lat!
To nie kaprys inwestorów. Nokia na spadek kursu zapracowała - w ciągu ostatniego kwartału dwukrotnie obniżała prognozy zysków, opóźniła premierę nowych smartfonów, jej udział w rynku skurczył się o 2 pkt proc., do 33 proc. A na dokładkę w zeszłym tygodniu opublikowała wyjątkowo kiepskie wyniki - zysk w drugim kwartale spadł aż o 40 proc., do 227 mln euro. Przychody zaś wzrosły ledwo o 1 proc., do 10 mld euro.
Inwestorzy kiepskie wyniki mogliby jeszcze wybaczyć. Ale koncern najzwyczajniej w świecie dryfuje - od trzech lat nie ma pomysłu, jak odpowiedzieć na sukces iPhone'a. Nie ma też pomysłu na BlackBerry ani na to, jak powstrzymać rozpędzającego się Google'a. To paradoks, bo Nokia wciąż sprzedaje najwięcej telefonów na świecie, a żaden inny producent nie ma tylu modeli w ofercie. Gdy Nokia rywalizowała z Motorolą, LG, Samsungiem czy SonyEricssonem, jej zarząd mógł spać spokojnie. Ale nowicjusze na rynku - Apple i Google - obnażyli słabości fińskiego giganta.
Cóż z tego, że w ostatnim kwartale spółka sprzedała aż 111 mln komórek, z czego 24 mln smartfonów? Apple w tym samym czasie sprzedał ponaddziesięciokrotnie mniej iPhone'ów (tylko 8,4 mln). A i tak zarobił na nich dwukrotnie więcej niż Nokia na całym portfolio. Na badania i rozwój wydając sześć razy mniej.
Rozwścieczeni akcjonariusze łakną krwi. - Jeśli o mnie chodzi, to rada powinna zareagować "na wczoraj" - piekli się Vlad Clara, współzarządzający blisko 144 mld dol. w funduszu Pictet Asset Management (część pieniędzy zainwestował m.in. w akcje Nokii). - Ten zarząd nie ma żadnej wizji - mówią inni. I żądają głowy prezesa.
Matrix, N95 i OPK Rok 2006. 53-letni wówczas Olli-Pekka Kallasvuo, nazywany w firmie po prostu OPK, lepszego momentu na przejęcie sterów w Nokii nie może sobie wymarzyć. W koncernie spędził ponad połowę życia, najpierw jako prawnik, potem dyrektor finansowy. W tym samym roku, gdy w fotelu prezesa zastępuje charyzmatycznego Jormę Ollilę, spółka świętuje sukces modelu N95. Humory dopisują, bo nowy telefon pomógł podbić marże do 21 proc. Odżywają wspomnienia z 1999 r., gdy koncern był najdroższą spółką w Europie, na giełdzie wycenianą na ponad 200 mld euro. I gdy bracia Wachowscy w filmie "Matrix" w jednej z "ról" obsadzili model Nokii 8110. Nokia ma silną pozycję w Europie i na biedniejszych, dopiero rozwijających się rynkach, jak Indie czy Chiny. Kallasvuo nadciągających chmur jeszcze nie widzi. Z optymizmem opowiada, że zamierza wzmocnić spółkę w USA, gdzie Nokia ma "tylko" jedną piątą rynku. To o tyle istotne, że amerykańscy akcjonariusze mają ponad 30 proc. udziałów w firmie.
Mijają cztery lata. W lipcu Kallasvuo udziela wywiadu CNBC. - Podczas ostatnich tygodni krążyło wiele spekulacji i plotek o moim stanowisku, o mnie samym. To nie jest dobre dla Nokii, w ten czy inny sposób spekulacje te trzeba przeciąć - mówi.
Gra toczy się o jego głowę. Dwa miesiące wcześniej na majowym walnym zgromadzeniu jeszcze ją ocalił: rada nadzorcza akceptuje plan wyprowadzenia Nokii na prostą, a Kallasvuo po raz drugi w ciągu roku wymienia kadry - powołuje nowego dyrektora finansowego, kierowanie kluczowym oddziałem smartfonów powierza szefowi marketingu.
Teraz jednak, jak sugeruje dziennik "The Wall Street Journal", dni OPK są policzone. Według nieoficjalnych informacji Nokia odbyła już pierwsze rozmowy z potencjalnymi kandydatami na nowego prezesa.
Kallasvuo tych doniesień nie komentuje. Ale na swoją obronę argumentów ma coraz mniej.
Gdy Apple przeciętnie z jednego iPhone'a ma ponad 600 dol., Nokia - by utrzymać pozycję na rynku - obniża ceny. W ciągu pięciu lat średnia cena jej telefonów spadła o 44 proc., do 62 euro. Błyskawicznie tanieją nawet smartfony, na których producenci zarabiają najwięcej - w ciągu dziewięciu miesięcy ceny ze 190 euro spadły do 155 euro. Za rządów Kallasvuo marża Nokii z 21 proc. zamieniła się w jednocyfrową, a udziały w USA, zamiast rosnąć, stopniały do 7 proc.
Jakby tego było mało, w rankingu firmy Millward Brown najcenniejszych marek świata Nokia w ciągu ostatniego roku straciła na wartości aż 58 proc., spadając z 13. na 43. pozycję.
Nokia dryfuje, ale czy Kallasvuo mógł temu zapobiec? Dla branży technologicznej ospałość dinozaurów to nie nowina - tak jak Nokia przespała nowoczesne smartfony z dotykowym ekranem, tak Microsoft przespał internet, a Yahoo! - wyszukiwarki. - Nokia z lidera innowacyjności ewoluowała w spółkę, o której można powiedzieć wszystko, ale nie to, że wytycza trendy - uważa Boris Boehm, współzarządzający miliardem euro w Aramea Asset Management. Krytycy prezesa twierdzą, że po Kallasvuo nie widać nawet, by próbował: po N95 spółka nie miała żadnej dużej premiery. A choć iPhone we znaki dał się wszystkim graczom, to Motoroli udało się stworzyć równie popularny telefon (Droid w USA). W dodatku inni producenci przerzucili się na system Android opracowany przez Google'a - jako jedyny w ostatnim kwartale zwiększył udziały w rynku. Nokia zaś kurczowo trzyma się Symbiana. I choć to wciąż najpopularniejszy system operacyjny komórek na świecie, Finowie chyba przeczuwają, że jego czas może się kończyć - równocześnie inwestują w rozwijany wspólnie z Intelem system MeeGo.
Podczas gdy akcjonariusze chcą głowy Kallasvuo, skandynawscy analitycy idą o krok dalej - chcą też świeżej krwi w radzie nadzorczej. Dziś zasiada w niej m.in. piątka Finów oraz profesor ekonomii z MIT. Brakuje menedżera z Chin, a po rezygnacji w 2007 r. szefa amerykańskiego operatora Sprint-Nextel nie ma nikogo z USA.
Dylemat kelnera Kallasvuo po cichu liczy zapewne na łut szczęścia. W strategii na najbliższe lata zapisał, że przyszłość Nokii to usługi - w 2011 r. spółka chce na internetowych serwisach (m.in. e-mail, muzyka) zarobić 2 mld euro. I mieć 300 mln użytkowników.
Publicznie OPK zapowiada, że rywali podgoni m.in. smartfonem N8 opartym na najnowszej wersji systemu Symbian. - Z punktu widzenia użytkowników, sposobu korzystania z telefonu, to będzie najlepszy smartfon, jaki Nokia kiedykolwiek stworzyła - zachwala.
- Znakomicie. Ale co w porównaniu z konkurentami? - pyta Milanesi.
O N8 na razie głośno z innego powodu - plany Nokii pokrzyżował rosyjski bloger, który ni stąd, ni zowąd w kwietniu tego roku ujawnił w sieci prototyp telefonu i opublikował zdjęcia. Nokia się wściekła, a o pomoc w odzyskaniu telefonu poprosiła rosyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych.
- Jeden udany debiut telefonu nie zmieni krajobrazu, ale Nokia wróciłaby do
gry - mówi Jason Willey, analityk Standard & Poor's Equity Research.
Czy Nokia przechyli szalę na swoją stronę? W czasach "Matriksa" była zwyczajnie modna. Dziś na Regent Street, głównej alei handlowej Londynu, sklep Nokii - jak opisuje Bloomberg - świeci pustkami. Po przeciwległej stronie w salonach Apple'a aż roi się od klientów. Jednym z nich jest Matej Timko, 24-letni kelner. Ogląda, porównuje ceny. Niezdecydowany - kupić iPhone'a, a może nowy telefon Google'a?
- Trzeba za nie wybulić ekstra, ale są warte tych pieniędzy - podkreśla Timko.
Kilka lat temu Timko zastanawiałby się pewnie, czy wybrać model z serii E czy N, a jego pieniądze i tak trafiłyby do kasy fińskiego koncernu. Dziś Nokia musi walczyć o to, by dylematy londyńskiego kelnera nie oznaczały, że nie tylko Regent Street stało się dla Finów ślepą uliczką.