- Od dłuższego czasu próbuję założyć sobie internet, ale podłączenie go graniczy z cudem. Jak już raz się udało, to działał dwa tygodnie i przestał, bo kable były za stare. Czy ktoś wreszcie sprawi, że internet trafi na wieś? - pyta pani Joanna spod Żyrardowa. Takie przykłady można mnożyć, bo - jak wynika z danych Komisji Europejskiej - dostęp do szerokopasmowego, stacjonarnego internetu ma u nas zaledwie 13,5 proc. obywateli. Gorzej jest tylko (ale zaledwie o 0,5 proc.) w Rumunii i Bułgarii.
Sposobem na przyspieszenie inwestycji w internet miało być wsparcie dla samorządów chcących budować u siebie szerokopasmowe łącza. Pomoc miała polegać na doradztwie ze strony Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Co do tego, że jest ono potrzebne, nie ma wątpliwości Wiesław Paluszyński z Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Jak przekonuje, poruszanie się wśród przepisów, w tym wnioskowanie o pieniądze unijne, jest dla gmin czy powiatów zbyt skomplikowane i bez wsparcia inwestować nie będą.
A sytuacja nie jest wesoła - z ok. 5 mld zł, przeznaczonych w latach 2007-13 m.in. na budowę sieci przez samorządy, wydano na razie kilkanaście procent. Z dokumentów rządowych wynika wprost, że na 28 tys. kilometrów sieci telekomunikacyjnej, która miała w tym czasie powstać, na razie podpisano umowy na 350 km.
Rząd wynegocjował z UKE warunki i kwotę dofinansowania, Urząd podpisał umowę i przez ponad osiem tygodni nie doczekał się ani podpisu ministra, ani jakiejkolwiek informacji o dalszych losach umowy.
Dotarliśmy do pisma, które kilka dni temu prezes UKE Anna Streżyńska skierowała do ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera. Czytamy w nim: "Wzywam Państwa do niezwłocznego podpisania uzgodnionego przez strony Porozumienia w sprawie dofinansowania (...) projektu (...)". I dalej: "Wniosek o dofinansowanie (...) został pozytywnie oceniony przez Komisję Oceniającą (...) i spełnione zostały wszystkie przesłanki". A to - zdaniem UKE - nakłada na resort obowiązek podpisania umowy. "W tym kontekście trwający już ponad miesiąc stan Państwa bezczynności (...) należy uznać za całkowicie niezrozumiały. Pozostaje on w sprzeczności z (...) ustawą o zasadach prowadzenia polityki rozwoju (...), jak również z konstytucyjną zasadą praworządności" - czytamy w piśmie regulatora rynku.
Co na to resort?
W ostatni piątek wysłał do UKE odpowiedź. Wynika z niej, że porozumienie najprawdopodobniej nie zostanie podpisane, ponieważ - zdaniem resortu - przedstawiony przez UKE projekt nie pokazuje konkretnych i wymiernych efektów, które miałby przynieść. MSWiA ma przede wszystkim wątpliwości, czy projekt doradczy rzeczywiście przyczyni się do zwiększenia efektywności inwestycji w infrastrukturę internetową.
Streżyńska wysłała pismo do min. Jerzego Millera oraz do premiera Donalda Tuska. Stara się obalić w nim argumenty resortu, a przede wszystkim podkreśla, że wcześniej nie miał on uwag do projektu. Jej zdaniem czas na polemiki się skończył, bo projekt został już zatwierdzony, a dalsze opóźnienia stawiają pod znakiem zapytania realizację istotnego elementu rządowego programu
Polska Cyfrowa.
Co będzie, jeśli UKE nie otrzyma pieniędzy na projekt doradczy? Anna Streżyńska mówiła o tym wczoraj w wywiadzie dla "Gazety": - Bez pieniędzy na doradztwo, gwarantowanych w umowie z MSWiA, też będziemy pomagać samorządowcom, tylko że w nieporównywalnie mniejszym zakresie - tłumaczyła prezes UKE.