- Zaczynało z nami kilka innych stacji w Europie, jak np. Channel 5, które nie doszły do takich wyników, jak my - mówił Mariusz Walter, udzielając wywiadu "Gazecie" w czerwcu 2001 r. Obserwował Channel 5, bo - podobnie jak TVN - startowała w 1997 r. Również zaczynała jako
telewizja ponadregionalna, a nie ogólnokrajowa, i tak samo jak TVN musiała zawalczyć o swoją część rynku reklamy telewizyjnej. Tu podobieństwa się kończą. Podczas gdy właścicielom polskiej stacji udawało się wyrywać z objęć swoich zagranicznych udziałowców, Brytyjczycy pozbyli się udziałów w Channel 5 na rzecz niemieckiej RTL Group. Podczas gdy TVN zdobywał młody polski rynek reklamowy przebojem i po dwóch latach był już rentowną stacją, Channel 5, który później zmienił nazwę na Five, zaczął zarabiać dopiero sześć lat po starcie. Jego rynek był dużo trudniejszy do zdobycia, bo karty na nim rozdawali BBC, ITV czy BSkyB. Jeszcze pięć lat temu, gdy RTL Group przejmował kontrolę nad Five, stacja była warta blisko miliard euro. W miniony piątek niemiecki gigant telewizyjny sprzedał ją za... 125 mln euro. Tego samego dnia kapitalizacja TVN na
warszawskiej giełdzie wyniosła 5,88 mld zł, czyli ok. 1,44 mld euro.
- Biorąc pod uwagę istotne ożywienie na brytyjskim rynku reklamy telewizyjnej i dobre wyniki Five w pierwszym półroczu, widzieliśmy możliwość przeprowadzenia transakcji opartej o rzetelną wycenę stacji - tłumaczył sprzedaż Gerhard Zeiler, prezes RTL Group. Należąca do koncernu Bertelsmann grupa telewizyjna jest jednym z największych nadawców telewizyjnych w Europie. Jej strategia zakłada, że należące do niej stacje muszą być numerem jeden albo dwa na swoich rynkach lokalnych. Five nigdy nie zdobył tej pozycji w Wielkiej Brytanii. Jako najmniejszy nadawca komercyjny boleśnie odczuł skutki kryzysu na rynku reklamowym. W ubiegłym roku jej przychody skurczyły się o blisko 30 proc. do 303 mln euro. Stacja zamknęła zeszły rok ze stratą operacyjną w wysokości 10 mln euro, a jej udział w rynku reklamy zmalał z 9,6 do 8,4 proc. Five i dwóm jej kanałom tematycznym udało się zwiększyć swój udział w widowni, bo jako jedyna na Wyspach w porze najwyższej oglądalności nadaje nie brytyjskie, lecz amerykańskie seriale, jak np. "CSI", "Chirurdzy", "Mentalista" czy "Dr House". Ale to było pyrrusowe zwycięstwo. Rynek reklamy siadł na tyle, że "Piątka" nie była w stanie pokryć kosztów zakupu amerykańskich seriali i jej zarząd musiał utworzyć rezerwę w wysokości 22 mln euro. Bitwa o Anglię kosztowała niemiecki koncern blisko 480 mln euro - rezerwy w takiej wysokości musiała zawiązać RTL Group na pokrycie strat Five w ciągu dwóch ostatnich lat.
"Cieszy mnie, że mogę zostać właścicielem tej telewizji. Wiem, że przy prawidłowym zarządzaniu i przywództwie może ona odnosić coraz większe sukcesy" - napisał w swoim oświadczeniu Richard Desmond, nowy właściciel Five. Zakup dużej stacji telewizyjnej to nowy rozdział dla jego imperium skupiającego m.in. plotkarski tygodnik "OK!" czy prawicowy tabloid "Daily Express". Do tej pory produkowało ono jedynie kilka kanałów pornograficznych. Dzięki nim oraz sprzedanym kilka lat temu pismom pornograficznym Brytyjczycy ochrzcili ich właściciela "Brudnym Desmondem". Poza Wyspami Brytyjskimi zasłynął w kwietniu 2004 r., gdy bezskutecznie zabiegał o zakup dziennika "Daily Telegraph". Swoją ofertę złożył wówczas również niemiecki koncern Axel Springer, co wywołało furię Desmonda. Miał stwierdzić, że "wszyscy
Niemcy byli nazistami", kazał swoim pracownikom drukarni zaśpiewać "Deutschland über alles", a sam wykonywał gest "Sieg Heil". Przygotowując listę najbogatszych Brytyjczyków, "Sunday Times" wycenił majątek magnata na ok. 1,14 mld euro.
Analitycy cytowani przez agencję Reuters uważają, że prowadząc Five, magnat może wykorzystywać "OK!" do produkcji programów o gwiazdach. Jego magazyn bowiem ma duże doświadczenie w tej tematyce i podpisuje z celebrytami m.in.
ekskluzywne umowy na relacje z ich ślubów. Ponadto Five mogłaby się ubiegać o licencję na produkcję programu "Big Brother", który właśnie kończy się na antenie konkurencyjnego Channel 4. Niewykluczone, że transakcją zainteresuje się rząd. - Istnieje prawdopodobieństwo, że sekretarz ds. biznesu skorzysta ze swoich uprawnień i zażąda wszczęcia postępowania, które ma wyjaśnić, czy zakup Desmonda nie narusza pluralizmu na rynku i czy nie pogorszy jakości w przemyśle telewizyjnym - powiedział Chris Goodall, analityk Enders Analysis, agencji Reuters.