- Trzeba rozważać wszystkie opcje związane z uniknięciem zagrożeń, jakie niesie
deficyt budżetowy. Niewykluczona jest debata publiczna o ewentualnej podwyżce podatków - powiedział w poniedziałek w Radiu TOK FM szef doradców premiera minister Michał Boni. - Można sobie zadać pytanie, czy ubytki w dochodach budżetowych wynikające z wcześniejszej obniżki podatków [od dochodów osobistych, czyli PIT] i składki rentowej, w wysokości 2-3 proc.
PKB, nie powinny zostać odrobione - dodał.
Minister mówił, że przez ostatnie kilka lat udawało nam się iść w drugą stronę.
Na obniżce składki rentowej o 7 pkt proc. ZUS traci rocznie ok. 20 mld zł. Cięcie stawek PIT z 19, 30, 40 proc. do 18 i 32 proc. kosztuje 7-8 mld zł rocznie.
- Dzięki obniżkom podatku i składki rentowej jeszcze sprzed kryzysu mieliśmy po prostu więcej pieniędzy w kieszeniach na początku kryzysu, co było takim polskim pakietem stymulacyjnym - mówił Boni. Ale teraz świat zastanawia się, czy już nie wychodzić z pakietów symulacyjnych. Może więc i my powinniśmy się zastanowić, czy ubytki w dochodach budżetowych wywołane obniżkami składki rentowej i stawek podatku od dochodów osobistych "nie powinny być w taki czy inny sposób odrobione". Albo lepszą dyscypliną, oszczędnościami, albo w długiej perspektywie rozważeniem powrotu do wyższej składki rentowej i być może podatków. Boni zastrzegł, że na razie nie ma decyzji w tej sprawie. - Nie komentujemy słów ministra Boniego - powiedział nam krótko Szymon Milczanowski z gabinetu ministra finansów.
Osoba zbliżona do kierownictwa resortu finansów tłumaczyła nam anonimowo: - Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja. Zmagamy się z wysokim deficytem i rosnącym zadłużeniem. Wiemy, w jakim garnku gotujemy. Musimy się zastanowić, jakie przyprawy do niego wsypiemy, mniej czy bardziej smakowite.
W Ministerstwie Finansów usłyszeliśmy też, że żadne decyzje w sprawie ewentualnych podwyżek podatków lub składki rentowej jeszcze nie zapadły. - Trwają przeliczenia. Musimy się zastanowić nad ścieżką zejścia z deficytu - wyjaśnił nasz rozmówca.
Rząd nie ma jednak zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Do końca tygodnia ma przyjąć plan finansów państwa na najbliższe cztery lata. Musi w nim zarysować ścieżkę zejścia z deficytu budżetowego. Pokaże też prognozowane kwoty dochodów i wydatków państwa, kwoty deficytu, potrzeby pożyczkowe i źródła ich finansowania. Na całe cztery lata.
Wiadomo, że w planie znajdzie się tzw. reguła wydatkowa, na podstawie której rząd chce konstruować najbliższe budżety. Reguła to swoisty kaganiec, który ma być nałożony na wydatki budżetu. Mają rosnąć z roku na rok o najwyżej 1 pkt proc. ponad inflację. W planie znajdzie się też zapewne zapowiedź likwidacji emerytur mundurowych, zmiana sposobu naliczania rent, ograniczenie wydatków na armię, czasowe odejście od zwrotu VAT na zakup aut z kratką i paliwa do nich. A podwyżka składki rentowej i stawek PIT?
Szczegóły planu Ministerstwo Finansów stara się na razie utrzymać w tajemnicy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że z tego powodu nie zdecydowało się na przepuszczenie go przez Komitet Stały Rady Ministrów. Żeby plan nie "wyciekł". Plan ma trafić od razu na posiedzenie rządu. Najbliższe jest już dziś, ale w planie jego pracy nie ma planu finansowego. - Możliwe, że rząd przyjmie plan na dodatkowym posiedzeniu w tym tygodniu - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w resorcie. Możliwe jest też jego przyjęcie w tzw. trybie obiegowym, czyli bez zwoływania posiedzenia rządu. W takim przypadku prawdopodobnie premier wraz z ministrem finansów przedstawią plan na konferencji prasowej.
O tym, że podwyżki podatków będą potrzebne, mówi od pewnego czasu część ekonomistów. Tydzień temu Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, pisał w "Gazecie", że konieczne może być nie tylko podniesienie składki rentowej, ale być może także PIT, CIT i VAT.
Rząd mogą przed podwyżkami powstrzymywać wybory. Najpierw samorządowe, w przyszłym roku parlamentarne. Wiadomo, że wyborcy alergicznie reagują na wyciąganie im z kieszeni dodatkowych pieniędzy. Z drugiej strony rząd może mówić tak jak min. Boni, że kryzys się skończył i czas rozwiązań, które miały stymulować gospodarkę, już się skończył. Obniżkę składki rentowej i stawek PIT można uznać za taki pakiet. Z całą pewnością pomogły polskiej gospodarce przejść w miarę suchą nogą, bez recesji, przez
kryzys gospodarczy. Teraz większość krajów europejskich podnosi podatki, po to by dodatkowymi wpływami zatkać dziury w budżetach po kryzysie. To także może być alibi dla naszego rządu.
Słowa min. Boniego już jednak zaniepokoiły przedsiębiorców. -
Polska wchodzi w fazę bardziej dynamicznego rozwoju gospodarczego. Bezsprzecznie należy podjąć działania ukierunkowane na zmniejszenie zadłużenia kraju. Jednak podniesienie podatków byłoby zaciągnięciem hamulca ręcznego dla naszego rozwoju - ostrzegł Piotr Rogowiecki, ekspert Pracodawców RP. Jego zdaniem podniesienie składki rentowej negatywnie odbiłoby się na tworzeniu nowych miejsc pracy oraz utrzymaniu już istniejących.
Także wśród polityków próżno szukać entuzjastów podwyżek. - To ostateczna ostateczność. Podwyżki podatków to dość newralgiczny punkt, jeśli chodzi o Platformę. Zawsze opowiadaliśmy się za ich obniżaniem i do tej pory raczej się udawało. Jeśli jednak rząd potrafi dobrze uzasadnić konieczność podwyżki, będziemy się musieli nad nią zastanowić - powiedział "Gazecie" Paweł Arndt, przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych z PO.
- Jesteśmy odpowiedzialną partią, zapleczem rządu. Jeśli eksperci rządowi wyliczą, że nie ma innego wyjścia, to będziemy się zastanawiali nad poparciem podwyżek. Wedle naszych ekspertów na razie nie ma jednak potrzeby ich przeprowadzania. Będziemy o tym rozmawiać. Niech zwycięży siła argumentów - stwierdził szef klubu PSL Stanisław Żelichowski.
Inaczej, ale zadziwiająco zgodnie, na słowa min. Boniego zareagowała opozycja. - Sytuacja finansów publicznych jest trudna. Od dawna mówiliśmy, że odpowiedzialny rząd powinien uczciwie powiedzieć obywatelom o możliwych rozwiązaniach - podwyżce podatków lub cięciu wydatków. Ale Platforma cały czas tego unikała, m.in. ze względu na wybory prezydenckie. I dalej nie mówi o tym otwarcie. Będę więc zalecał moim koleżankom i kolegom wstrzemięźliwość w sądach. Poczekamy na ruch PO. Chcemy mieć możliwość odniesienia się do projektów ustaw, a nie do balonów próbnych. Bo słowa ministra Boniego to balon próbny wypuszczony po to, by wysondować opozycję - powiedział nam Marek Wikiński z Lewicy.
- To element strategii PO. Chcą zbadać reakcję na zapowiedź ewentualnych podwyżek. Za kilka dni premier Tusk ogłosi pewnie, że rząd bez nich sobie poradzi - powiedziała nam Beata Szydło, wiceprzewodnicząca komisji finansów z PiS. - Gdyby jednak zapowiedzi podwyżek miały się ziścić, to na pewno nie będziemy ich popierali. Dzięki obniżkom PIT i składki rentowej, które inicjowaliśmy, polska gospodarka miała mniej problemów w kryzysie. Polacy mieli więcej pieniędzy w kieszeniach, co zwiększyło konsumpcję i przełożyło się na
wzrost gospodarczy - tłumaczyła nam posłanka PiS. Jej zdaniem rząd powinien szukać innych sposobów na obniżenie deficytu. - Podnoszenie podatków to najgorsze z możliwych rozwiązań - dodała.