Biznes Ludzie Pieniądze

BP ma największą stratę i pierwszego szefa z USA

Andrzej Kublik
27.07.2010 , aktualizacja: 27.07.2010 22:20
A A A Drukuj
Fatalne gafy po wycieku ze złóż w Zatoce Meksykańskiej kosztowały Tony'ego Haywarda fotel szefa BP. Zastąpi go Amerykanin Bob Dudley - pierwszy szef BP, który nie jest Brytyjczykiem.
Wczoraj BP zaczęło ogłaszać straty, jakie koncern poniósł od 20 kwietnia, kiedy doszło do katastrofy na platformie wydobywczej na złożach BP w Zatoce Meksykańskiej. Na pokrycie kosztów wycieku - największej katastrofy ekologicznej w dziejach USA - brytyjski potentat naftowy odłożył już 32,2 mld dol. rezerw. Dwie trzecie tej kwoty przypada na fundusz w wysokości 20 mld dol. na likwidację szkód po wycieku, którego utworzenie wymusił na BP prezydent USA Barack Obama. Dodatkowo od końca kwietnia do końca czerwca na likwidację szkód po wycieku BP wydało 2,9 mld dol. - a obecnie te wydatki sięgają już 4 mld dol.



Po zawiązaniu tak astronomicznych rezerw BP zanotowało w drugim kwartale 16,9 mld dol. straty netto. To pierwsza strata koncernu od 18 lat, a jednocześnie największa kwartalna strata w historii brytyjskich korporacji.

Katastrofa w Zatoce Meksykańskiej odbija się też fatalnie na notowaniach akcji BP. Od tego czasu kurs akcji koncernu spadł o 35 proc. i obecnie BP ma giełdową wartość 116 mld dol., o 60 mld dol. mniej niż przed 20 kwietnia.

Wczoraj koncern potwierdził spekulacje o wymianie szefa firmy. Rada dyrektorów BP rozwiązała kontrakt z Tonym Haywardem, który kierował koncernem przez ostatnie trzy lata. Od października jego fotel zajmie Amerykanin Bob Dudley, pierwszy menedżer na czele BP od utworzenia firmy w 1909 r., który nie jest Brytyjczykiem.

O dymisji Haywarda spekulowano już od czerwca, po serii gaf, jakie popełnił ten menedżer. Pod koniec kwietnia na przesłuchaniu w Kongresie USA Hayward oświadczył, że "chciałby odzyskać swoje życie". To wywołało wściekłość tysięcy Amerykanów z południowych stanów USA, którzy z powodu niedającego się powstrzymać wycieku ze złóż BP utracili pracę, majątki i perspektywę.

Nazajutrz po tym oświadczeniu Hayward dolał oliwy do ognia, startując prywatnie w Wlk. Brytanii w regatach jachtowych. Tuż przedtem do bieżącego nadzoru nad walką z wyciekiem Hayward wyznaczył Boba Dudleya. Amerykańscy politycy i publicyści w Europie nie zostawili na menedżerze suchej nitki za takie postępowanie, które pogorszyło popsuty już wizerunek BP.

- Czasem zejdziesz z chodnika i rozjedzie cię autobus - skomentował wczoraj swoją dymisję Hayward. Oskarżał Amerykanów, że zrobili z niego demona. Odchodzi jednak z sowitą odprawą. Dostanie 1,6 mln dol. rocznej płacy plus prawie 18 mld dol. z funduszu emerytalnego. Ma też akcje menedżerskie, na których może zarobić kilkanaście milionów dolarów - jeśli tylko notowania BP pójdą w górę.

A to już będzie zależeć od Dudleya. Dla tego menedżera posada szefa BP to swoista rekompensata za wcześniejszą niewdzięczność brytyjskich partnerów. Przez pięć lat Dudley kierował TNK-BP, trzecią co do wielkości kompanią naftową w Rosji, którą Brytyjczycy zawiązali z rosyjskimi oligarchami - Michaiłem Fridmanem, Wiktorem Wekselbergiem i Lenem Bławatnikiem.

W 2008 r. rosyjscy oligarchowie zażądali od BP kontroli nad spółką. Brytyjczycy początkowo się opierali, a wtedy Rosjanie zaczęli szykanować Dudleya. Rosyjskie władze emigracyjne pozbawiły go wizy, a potem był sądzony za rzekome naruszenia rosyjskiego prawa pracy. Atmosfera wokół Dudleya tak bardzo zgęstniała, że menedżer się ukrył, obawiając się o własne życie. Po wojnie Rosji z Gruzją BP ustąpiło Rosjanom. Aby utrzymać swoje interesy w Rosji, BP odwołało Dudleya. Od tego czasu TNK-BP kierował Michaił Fridman, a od stycznia nowym szefem spółki będzie wyznaczony przez Rosjan menedżer Maksim Barski.

Dla BP działalność w Rosji ma wielkie znaczenie. Ze złóż TNK-BP na Syberii pochodzi co czwarta baryłka ropy wydobywana przez brytyjski koncern. TNK-BP ma też wielkie zyski. Od stycznia do czerwca ta spółka zarobiła na czysto 2,4 mld dol., jedną piątą więcej niż przed rokiem. Z drugiej strony Moskwie trudno było się pogodzić, by szykanowany przez nich Bob Dudley miał teraz decydować o polityce BP w Rosji.

BP znalazło salomonowe rozwiązanie. Dobrze widziany przez Rosjan Tony Hayward po dymisji z fotela szefa BP zostanie powołany do rady dyrektorów TNK-BP.

Nie jest pewne, czy wyciszy to spekulacje o sprzedaży przez BP 50 proc. udziałów w rosyjskiej spółce. Tym bardziej że wczoraj koncern zapowiedział, że sprzeda złoża za 30 mld dol. W lipcu BP już podpisało umowę z amerykańską firmą Apache, która za 7 mld dol. kupi złoża BP w USA, Kanadzie i Egipcie. Koncern negocjuje też sprzedaż swoich udziałów w złożach gazu w Wietnamie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos