Bank Millennium rozpoczął wczoraj serię publikacji bankowych wyników finansowych po drugim kwartale 2010 r. Pokażą one, jak branża radzi sobie z kryzysem.
Millennium wypada nieźle - przybyło mu depozytów, klientów i nowych kredytów hipotecznych. Ale rośnie też liczba kredytów zagrożonych.
Skonsolidowany zysk netto, a więc uwzględniający wyniki wszystkich spółek z grupy Millennium, wzrósł w drugim kwartale prawie ośmiokrotnie - z 8,9 mln zł przed rokiem do 69,5 mln zł w tym roku.
Na odsetkach bank zarobił 240 mln zł, o 2,9 proc. więcej niż w pierwszym kwartale. Przychody z prowizji wprawdzie spadły w ujęciu kwartalnym, ale w całym pierwszym półroczu były o 22 proc. wyższe niż rok wcześniej. Millennium zarobił na prowizjach 284 mln zł (pierwsze półrocze), z czego najwięcej na transakcjach bankomatowych i
kartami kredytowymi (68,8 mln zł). Za prowadzenie kont osobistych bank zainkasował 50,7 mln zł.
W drugim kwartale o 4 proc. wzrosły depozyty - klienci wpłacili na lokaty w Millennium 1,3 mld zł.
Bankowi udało się też wyraźnie zwiększyć sprzedaż kredytów hipotecznych. W drugim kwartale udzielił ich na kwotę prawie 500 mln zł, czyli aż o 68 proc. więcej niż w pierwszych trzech miesiącach tego roku. To głównie zasługa programu "Rodzina na swoim", ale bank nie stronił też od wydawania pieniędzy na reklamę. Nic dziwnego, że koszty promocji wzrosły w pierwszym półroczu o 88 proc.
Problemem banku jest przyrost kredytów zagrożonych. W segmencie kredytów dla firm jest to już 17,6 proc. Podobnie było z kredytami dla klientów indywidualnych z wyjątkiem hipotecznych. Tu nastąpiła poprawa. W drugim kwartale kredyty zagrożone stanowiły 0,7 proc. całego portfela kredytów hipotecznych banku.
- Wyniki w kolejnych kwartałach powinny być równie dobre jak te za pierwsze półrocze - skwitował Bogusław Kott, prezes banku Millennium.
Dziś wyniki opublikuje BZ WBK.