Pięcioletnie obligacje skarbowe wyemitowane przez rząd Białorusi będą oprocentowane na 9 proc. - tyle płaciła
Portugalia czy
Grecja na początku lat 90. Jak na obligacje to bajecznie wysoki procent - obligacje emitowane krajowe wciąż uważane są za jeden z najbezpieczniejszych sposobów inwestowania pieniędzy. Jednak dla inwestorów poszczególne kraje mają różną wiarygodność.
Dla porównania
Hiszpania - trzeci najbardziej zadłużony kraj w strefie euro - gdy ważyły się losy Grecji, musiała zaoferować najwyższe od wiosny 2008 r. oprocentowanie, które wyniosło "zaledwie" 3,5 proc. rocznie. Agencja Moody's określa rating Białorusi na "B1", czyli cztery stopnie poniżej poziomu "dopuszczalnego ryzyka inwestycyjnego".
Dekret pozwalający wyemitować papiery już w maju podpisał prezydent Aleksander Łukaszenka. Ofertę dla Białorusi przygotowało kilka banków, m.in.
BNP Paribas, Deutsche Bank czy Royal Bank of Scotland. Białoruski rząd już dwa lata temu myślał o emisji
euroobligacji, jednak z powodu trudnej sytuacji na rynkach finansowych porzucił ten pomysł. Rok później Mińsk został zmuszony do zaciągnięcia 2,23 mld dol. pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego w celu zatkania dziury budżetowej powstałej w wyniku spadku dochodów z eksportu.