Biznes Ludzie Pieniądze

Prezes PZL: W Świdniku skończył się realny socjalizm

Sławomir Skomra
28.07.2010 , aktualizacja: 28.07.2010 20:45
A A A Drukuj
- Dopóki PZL Świdnik należał do państwa, politykom zależało na tym, żeby był spokój i nie było zwolnień. Teraz prywatna fabryka śmigłowców ma zarabiać pieniądze - mówi prezes spółki Mieczysław Majewski
Mieczysław Majewski
Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA
Mieczysław Majewski
Od lutego PZL Świdnik, producent m.in. śmigłowców Sokół, należy do międzynarodowego koncernu AgustaWestland. Pierwsze decyzje nowego właściciela zbulwersowały pracowników. Dobrowolnie, za wysokie odprawy, z pracy odeszło blisko 300 osób. Trwają zwolnienia grupowe. Agusta zamknęła też basen, z którego od lat korzystali mieszkańcy Świdnika.

Sławomir Skomra: Przez lata był pan prezesem państwowego zakładu, dziś - prywatnej firmy. Jest różnica?

Mieczysław Majewski*: Zmienił się właściciel. Powiem więcej - pojawił się właściciel. Bo właściciel państwowy to taki, jakby go nie było, dla niego biznes nie jest aż tak istotny. Właściciel prywatny stawia jasne, biznesowe cele.

Skarb państwa nie wymagał, żeby firma zarabiała?

- Miała istnieć i nie sprawiać kłopotów.

Kłopoty to zwolnienia i protesty?

- Wie pan doskonale, czego najbardziej obawia się polityk.

Pracownicy przyznają, że w PZL jest przerost zatrudniania i zła organizacja. Nie widział pan tego przez lata?

- Jak to nie? Ale nie mogłem wszystkiego. Nie mogłem całkowicie niezależnie zmieniać kierowników i kolegów z zarządu. Po 1989 r. partia przestała rządzić, ale nawyki rządzących pozostały. Były wpływy. Mówili, żeby zatrudniać tych co trzeba. Nie chcę powiedzieć, że po 1989 r. nic się nie zmieniło. Wtedy pracowało 7 tys. osób, a dziś niecałe 4 tys.

Na jednym z forów internetowych przeczytałem, jak pracownik PZL opisuje swój dzień pracy: najpierw gazeta, papieros, wycieczka do biurowca, barek, znów papieros itd.

- Wśród kilku tysięcy osób mogą być przypadki nadużywania zaufania. Ale gdzie był kierownik tego człowieka? Na pewno były przypadki, że ludzie pracowali nie osiem godzin, ale cztery czy pięć. To nic nowego w każdej państwowej instytucji. W wyniku restrukturyzacji chcemy doprowadzić do tego, żeby ludzie realnie pracowali przynajmniej siedem godzin.

Kogo jest za dużo? Kadry kierowniczej, pracowników w hali?

- Zmniejszamy zatrudnienie w bezpośredniej produkcji. A skoro będzie mniej żołnierzy, to potrzeba mniej dowódców. Będziemy łączyli działy i funkcje. Kierownictwa będzie mniej. Część dobrowolnie odeszła, nie chcieli zmierzyć się z nauką angielskiego, nie chcieli uczestniczyć w zmianach.

Będą kolejne zwolnienia?

- Nie, na tych 450 osobach zamykamy ten rozdział. 20 proc. załogi to dużo, ale musimy się też zmierzyć ze spadkiem zamówień. Trochę nam zajmie powrót do wyników z 2008 r. Wobec 2008 r. mamy o 20 proc. zamówień mniej. Najbardziej w dół poszedł rynek cywilny, w helikopterach wojskowych spadek jest mniejszy - około 5-10 proc.

A są nowe zamówienia?

- Wdrażamy projekt produkcji części do samolotu Pilatus. W przyszłym miesiącu zainstalujemy nowe przyrządy. Mamy dodatkowe zamówienia z Eurocoptera i AgustyWestland. Liczymy na seryjną produkcję śmigłowca Głuszec - to Sokół w nowej wojskowej wersji. Mam nadzieję, że w tym roku Ministerstwo Obrony Narodowej podpisze z nami umowę i produkcję zaczniemy w 2011 r.

Ale chyba konieczne będą kolejne cięcia kosztów. Pozbędziecie się spółek-córek?

- Na pewno będziemy chcieli sprzedać Świdtrans, spółkę transportową. W ogóle chcemy sprzedać spółki niezwiązane z produkcją lotniczą. Zastanawiamy się, czy sprzedać Zakład Narzędziowy, naszą największą spółkę-córkę. Na razie chcemy doprowadzić w niej do normalnych proporcji między zatrudnieniem a zamówieniami. Trwa tam program dobrowolnych odejść.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów