Biznes Ludzie Pieniądze

Kredyty: Nadzór chce ciąć równo z trawą

Maciej Samcik
29.07.2010 , aktualizacja: 29.07.2010 16:35
A A A Drukuj
W środę na stronach internetowych Komisji Nadzoru Finansowego pojawił się projekt nowej wersji tzw. Rekomendacji S, czyli zbioru zaleceń dla banków, mówiącego jak należy udzielać kredytów, by było bezpiecznie (także dla klientów, ale głównie dla banków). To na razie tylko projekt, który KNF chce poddać publicznym konsultacjom (mają potrwać do połowy sierpnia). Ale już teraz widać, że szykuje się zła wiadomość dla kredytobiorców.
Maciej Samcik
Maciej Samcik
Jeden z punktów proponowanej nowej Rekomendacji S (dokładniej: punkt 2.3.7) mówi bez ogródek: "Niezależnie od ograniczania ekspozycji kredytobiorcy na ryzyko walutowe bank powinien wprowadzić wewnętrzny limit udziału detalicznych ekspozycji kredytowych finansujących nieruchomości otwartych na ryzyko walutowe. Limit ten nie może być wyższy niż 50 proc. portfela detalicznych ekspozycji kredytowych finansujących nieruchomości. W przypadku kredytów wielowalutowych limit obejmuje odpowiednią część ekspozycji dla której występuje ryzyko walutowe kredytobiorcy".

KNF chce więc nakazać bankom limitowanie portfeli kredytowych w walutach obcych do najwyżej połowy łącznego portfela ich kredytów hipotecznych! Od znajomego bankowca wiem, że jak w środę po południu przeczytał ten zapis, o mało z krzesła nie spadł. Bankowcy przewidywali, że KNF wywinie im jakiś numer, ale spodziewali się czegoś w rodzaju dodatkowych wymogów kapitałowych (czyli konieczności posiadania większych rezerw kapitału pod kredyty walutowe, niż pod złotowe). A tu regulator chce po prostu wprowadzić twardy limit.

Gdyby ta regulacja weszła w życie, najbardziej po uszach dostałyby banki, w których już dziś przewagę w portfelach mają kredyty hipoteczne. One będą musiały po prostu wycofać takie kredyty z oferty! - My już szykujemy kartki na drzwi: decyzją administracyjną KNF od jutra do odwołania kredytów walutowych w ofercie brak - napisała mi koleżanka z jednego z banków. Te banki, które całkiem nie odetną kredytów we frankach lub w euro, będą stosowały drakońską selekcję klientów.

To dobrze, że KNF patrzy na rękę bankom udzielającym kredytów walutowych. Takie kredyty powinny być dostępne tylko dla zamożniejszych klientów, mających oszczędności, których budżetów nie zmasakruje wzrost kursu franka lub euro o kilkadziesiąt groszy. Ale chyba tym razem nadzór zapędził się za daleko. KNF zachowuje się jak nadgorliwy tatuś, który zabrania dziecku wychodzić na podwórko, bo przecież może się ono przeziębić. Dobry rodzic powinien wymagać od dziecka, żeby było prawidłowo ubrane i wróciło na czas na obiad, ale zabraniać mu całkiem zabawy z rówieśnikami nie ma sensu.

Jeśli dany bank ma kapitał, który pozwoli mu się czuć bezpiecznie z kredytami walutowymi w portfelu i jego strategia zakłada obsługiwanie głównie zamożnych klientów, dla których kredyty w walucie obcej nie są tak dużym zagrożeniem, jak dla uboższych kredytobiorców, zadłużających się "pod korek", to dlaczego takiemu bankowi tego całkiem zabronić?

Nadzór w ostatnich latach zrobił wiele dobrego w walce z nierozsądnymi bankowcami i ich krótkowzrocznymi klientami. Doprowadził do tego, że dziś w większości banków nie ma mowy o kredycie walutowym bez wkładu własnego (owszem, w ofertach są takie kredyty, ale trzeba przejść solidną selekcję). To dzięki nadzorowi i jego pierwszej Rekomendacji S banki mogą udzielić kredytu w walucie obcej tylko temu klientowi, który miałby jednocześnie zdolność kredytową do wzięcia pożyczki złotowej aż o 20 proc. wyższej. To zasługą nadzoru jest Rekomendacja T, która zabrania udzielania kredytów osobom, które już dziś spłacają raty kredytów przekraczające połowę ich dochodów.

Zgoda: dotychczasowe ruchy nie przyniosły oczekiwanego skutku, banki wciąż sporo pożyczają w euro i we frankach. W niektórych instytucjach dwie trzecie i więcej nowych kredytów to te walutowe! Ale z drugiej strony: są to kredyty tańsze od złotowych, spłacane znacznie lepiej mimo olbrzymich wahań kursów walut (odsetek złych kredytów jest mniejszy, niż przy złotowych), a przede wszystkim - również dzięki mądrym posunięciom nadzoru - niedostępne dla najbiedniejszych klientów banków.

Poza tym jeśli Polska ma w perspektywie wejście do strefy euro, to ryzyko walutowe kredytów udzielanych w unijnej walucie (a w niej banki przyznają dziś gros kredytów walutowych) jest czasowo ograniczone. Dlatego, choć dalsze patrzenie bankom na ręce, a może i przykręcanie bankowcom śruby, pewnie by nie zaszkodziło, to jednak planowana regulacja 2.3.7 oznacza mało wysublimowane koszenie kredytów walutowych równo z trawą. Uważam, że nadzór stać na zaproponowanie nieco bardziej elastycznych rozwiązań.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy