Po blisko 20 latach pozostawania pod państwową kuratelą
warszawska giełda zmierza ku prywatności. Inne giełdy w naszym regionie, w Pradze, Budapeszcie czy Wiedniu są prywatne.
- Utrzymywanie państwowej własności ogranicza konkurencyjność giełdy. Jeśli chce sprostać nowym wyzwaniom na rynku, to musi zostać sprywatyzowana - tłumaczy wiceminister skarbu Joanna Schmid.
Liczą się też wpływy do budżetu, bo ze sprzedaży akcji
GPW skarb może uzyskać około miliarda złotych. Na razie tegoroczny ambitny plan prywatyzacyjny opiewający na 25 mld zł został zrealizowany w połowie, głównie dzięki sprzedaży akcji energetycznego koncernu Tauron.
Akcje
warszawskiej giełdy mają trafić na parkiet w listopadzie. Ale zanim to się stanie, skarb państwa chce zabezpieczyć swoje interesy w spółce, która jest kluczową instytucją naszego rynku kapitałowego. Obecnie może przegłosować na walnym GPW w praktyce wszystko, bo kontroluje aż 98,8 proc. akcji. Resztę posiada kilkadziesiąt domów maklerskich, banków i spółka Sygnity.
Jednak za kilka miesięcy układ sił w akcjonariacie się zmieni, bo już w pierwszym etapie prywatyzacji GPW skarb zamierza sprzedać 64 proc. akcji. Oznacza to, że po ofercie publicznej teoretycznie mógłby zostać przegłosowany na walnym przez nowych współwłaścicieli.
Aby temu zapobiec, dzisiejsze walne zgromadzenie akcjonariuszy GPW ma wprowadzić zmiany w statucie spółki, które zagwarantują skarbowi państwa kontrolę nad giełdą po debiucie. Wszystkie dotychczas wyemitowane akcje zostaną uprzywilejowane w taki sposób, że jedna akcja będzie dawać dwa głosy. Sprzedawane w ofercie publicznej akcje stracą swoje uprzywilejowanie - każda będzie dawać tylko jeden głos. Skarb zatrzyma sobie tylko akcje uprzywilejowane i dzięki nim będzie rządzić na walnym. Mając jedynie 35 proc. akcji, będzie dysponować ok. 52 proc. głosów. Ograniczenie wykonywania prawa głosu z większych pakietów jest od lat stosowane np. w strategicznej dla państwa spółce PKN Orlen i faktycznie kontroluje ją rząd.
- Celem zmian w statucie jest oddziaływanie skarbu państwa na strategiczne decyzje dotyczące giełdy i zabezpieczenie się przed niekontrolowanym wrogim przejęciem. To nie jest fabryka gwoździ, tylko
Giełda Papierów Wartościowych - powiedziała wiceminister Schmid. Czy są jakiekolwiek sygnały, że jakiś inwestor planuje skupienie akcji giełdy i jej przejęcie? - zapytaliśmy. - Nie mamy takich sygnałów - odpowiedziała.
Jednak rząd woli dmuchać na zimne i wprowadzone zostaną poważne ograniczenia w wykonywaniu prawa głosu z akcji GPW. Jeśli ktoś skupi akcje dające ponad 10 proc. głosów, to i tak będzie mógł głosować najwyżej z 10 proc. Tak samo gdyby skrzyknęło się kilku inwestorów i działali wspólnie - też razem nie zagłosują ponad 10 proc.
Uprzywilejowaną pozycję zarezerwował sobie skarb państwa. Jako jedyny będzie mógł używać wszystkich przysługujących mu głosów. W drugim etapie prywatyzacji GPW za 3-5 lat skarb planuje sprzedanie swoich uprzywilejowanych akcji np. zagranicznej giełdzie lub inwestorom finansowym. Dopiero wtedy całkowicie straci kontrolę nad GPW.
Po zmianach właścicielskich akcjonariuszami GPW zostanie zapewne rzesza indywidualnych inwestorów i instytucji finansowych. Dlatego zmiany w statucie przewidują też zwiększenie wpływu nowych właścicieli na wybór zarządu i rady Giełdy. Prezesa powoływać będzie walne zgromadzenie, a nie rada Giełdy. Walne będzie miało obowiązek wybrać do rady jednego przedstawiciela wskazanego przez akcjonariuszy mniejszościowych (np. fundusze), a akcjonariusze członkowie Giełdy, czyli
domy maklerskie i banki, będą mieli prawo wskazania drugiego kandydata. Na razie rada i zarząd będą funkcjonować po staremu, bo wybory według nowych reguł będą dopiero po wygaśnięciu ich kadencji.
Członkowie rady Giełdy wybrani przez akcjonariuszy mniejszościowych będą mieli silną pozycję w zatwierdzaniu najważniejszych spraw dla spółki, np. porozumienia o aliansie strategicznym z inną giełdą, zatwierdzenia wieloletniej strategii rozwoju Giełdy, nabycia systemu informatycznego. Aby taka uchwała rady przeszła, przynajmniej jeden z dwóch członków reprezentujących mniejszych właścicieli będzie musiał się na nią zgodzić.
- Pozytywnie oceniam ten projekt. Zachowuje umiar między wzmocnieniem głównego akcjonariusza, aby zapobiegać wrogiemu przejęciu Giełdy, a zagwarantowaniem praw akcjonariuszy mniejszościowych. Chodzi o to, aby ci, którzy kupią akcje w ofercie publicznej, też mieli coś do powiedzenia w spółce - powiedział nam były prezes GPW Wiesław Rozłucki.