Media nad Sekwaną i opozycja nazywają ten projekt wielkich oszczędności "planem wyrzeczeń". Politycy rządzącej we Francji centroprawicy unikają jak ognia tego określenia, obawiając się, że odbierze ono Francuzom nadzieję na poprawę i tak trudnej sytuacji gospodarczej. Premier Francois Fillon, który użył co prawda niedawno wyklętego słowa "wyrzeczenia", od razu sprostował, że miał na myśli jedynie ograniczanie wydatków publicznych.
-Nie prowadzimy polityki gospodarczej wyrzeczeń, gdyż nie zdecydowaliśmy się na obniżenie płac urzędników, tak jak to uczyniło wiele innych państw europejskich, ani nie zdecydowaliśmy się na podwyższenie podatku VAT o dwa punkty procentowe jak nasi brytyjscy przyjaciele - powiedział Fillon.
Założenia planu oszczędności są bardzo ambitne - zakłada on, że deficyt publiczny ma się zmniejszyć z obecnych około 8 proc.
PKB do 3 proc. za trzy lata, co pozwoli dostosować się do wymagań Unii Europejskiej w tym względzie. Oznacza to, że w ciągu trzech lat dziura budżetowa ma się zmniejszyć o 100 miliardów euro.
Aby osiągnąć ten cel, rząd ogłosił już w maju br. zamrożenie wydatków państwa - bez względu na rosnącą
inflację - przez kolejne trzy lata. Cięcia obejmą koszty funkcjonowania administracji państwowej (np. telefony, transport itp.), które mają spaść w tym okresie o 10 proc. Ponadto kontynuowany będzie, rozpoczęty w ubiegłych latach, plan ograniczenia liczby pracowników sfery budżetowej. Polega on na tym, że tylko co drugą osobę, odchodzącą na emeryturę, zastępuje nowy pracownik. Od 2008 roku mechanizm ten spowodował już zniknięcie 100 tysięcy etatów w sferze budżetowej.
Rząd wyklucza bezpośrednie podnoszenie podatków w celu zatkania dziury budżetowej. Zamierza jednak znaleźć oszczędności przez ograniczenie nisz fiskalnych, które kosztują państwo co roku miliardy euro. Gabinet Fillona zapowiedział też, że rozważy obniżkę wysokości pomocy publicznej, takich jak dofinansowywane z centralnego
budżetu miejsca pracy, oraz cięcia w sferze zasiłków socjalnych.
Ogłoszone już zamrożenie wydatków publicznych pozwoli jednak tylko w niewielkim stopniu na "załatanie dziury budżetowej". Dalsze decyzje rządu Fillona w tej sprawie oczekiwane są jesienią w trakcie debaty nad przyszłorocznym
budżetem.
Plan zamrożenia wydatków publicznych oburza dużą część związkowców i opozycję we Francji, w tym Partię Socjalistyczną, której zdaniem jest to "bezprecedensowy plan wyrzeczeń".
Z drugiej strony wielu ekonomistów, jak Jacques Attali, były doradca prezydenta Francois Mitterranda, dość sceptycznie ocenia możliwość drastycznej redukcji
deficytu budżetowego. Jego zdaniem, rząd musi wskazać nowe źródła oszczędności w kolejnych latach, co będzie dla niego - jak uważa Attali - "bardzo trudne w obliczu nadchodzących wyborów prezydenckich (w 2012 roku), gdyż konieczne będą niepopularne decyzje".