Dziś przejazd częścią autostrad w Polsce wygląda tak: jeśli jedziemy autem osobowym albo motocyklem, podjeżdżamy do bramki, pobieramy bilet, a przy zjeździe podjeżdżamy do kolejnej bramki i płacimy. Kierowcy ciężarówek o masie ponad 12 ton wykupują naklejaną na szybę tzw. winietę, która kosztuje mniej niż 3 tys. zł rocznie. To opłacana ryczałtowo karta, bez której w ogóle nie mogą jeździć po polskich drogach krajowych, nie tylko autostradach.
Za rok czeka nas rewolucja. Dla ciężarówek i autobusów skończy się era winiet, a zacznie się era opłat elektronicznych naliczanych za liczbę przejechanych kilometrów. Polska może stać się też pierwszym państwem, w którym będzie działał elektroniczny pobór opłat dla samochodów osobowych - system ma być bowiem zbudowany tak, by kilka miesięcy po uruchomieniu mógł też obsługiwać auta osobowe. Oczywiście w tym przypadku opłaty pobierane byłyby tylko na autostradach, a kierowcy będą mogli przystąpić do niego dobrowolnie, ale zachętą powinno być to, że nie będą musieli się zatrzymywać na punktach poboru opłat. A rachunek za przejechane kilometry dostaną co miesiąc pocztą, jak rachunek za komórkę.
Dla części naszych kierowców elektroniczny system to nie nowina - po niemieckich drogach jeździ już 60 tys. polskich ciężarówek wyposażonych w odbiorniki satelitarne, które śledzą przejechane kilometry. System w Niemczech działa od 2005 r. i do 2009 r. pobrano w nim 17,2 mld euro. W Czechach w latach 2007-08 zebrano elektronicznie 449 mln euro. Efektywność systemu przekracza 99 proc., praktycznie nie da się więc przejechać autostradą bez naliczenia opłaty.
Gdzie trzeba będzie płacić? Kierowcy samochodów osobowych dziś płacą jedynie za przejazd trzema odcinkami autostrad A1, A2 i A4. Od lipca 2011 r. mają płacić na kolejnych odcinkach A2 (Konin-Łódź) oraz A4 (
Wrocław-
Katowice). Zalecany przez Komisję Europejską system elektronicznego poboru opłat według założeń Ministerstwa Infrastruktury ma działać także od 1 lipca 2011 r. i obejmować • ok. 650 km państwowych autostrad: A1 (Tuszyn-Bełchatów, Sośnica-Świerklany), A2 (Konin-Łódź), A4 (Zgorzelec-Wrocław-Katowice oraz Kraków-Szarów), A6 (obwodnica Szczecina), A8 (obwodnica Wrocławia) i A18 (od granicy w Olszynie do węzła Krzyżowa), • 600 km dróg ekspresowych (m.in. S3 ze Szczecina do Gorzowa Wielkopolskiego, S7
Warszawa-
Radom oraz zakopianka) • oraz 350 km dróg krajowych. Wśród tych ostatnich są też tzw. drogi alternatywne, czyli objazdy autostrad i ekspresówek. Gdyby pozostały bezpłatne, szybko rozjechałyby je tiry.
W styczniu 2013 r. planowana jest pierwsza rozbudowa systemu o budowane właśnie drogi szybkiego ruchu. Kolejna, o następne trasy, po jeszcze 12 miesiącach. W 2014 r. system obejmować ma ok. 4400 km dróg (bez autostrad koncesyjnych), a później nawet 9 tys. km. To oznacza, że za kilka lat Polska może mieć drugi co do wielkości, po Niemczech, system elektronicznego poboru opłat w Europie.
Do przetargu ogłoszonego przez GDDKiA stanęło dziesięć firm, ale tylko sześć przeszło wstępną kwalifikację. Do przyszłego poniedziałku mogą złożyć oferty. I pewnie wszystkie to zrobią, bo w grę wchodzi kontrakt wart setki milionów złotych. Zwycięzca przetargu, który ma być wyłoniony w połowie sierpnia, zaprojektuje i wybuduje system oraz przez osiem lat będzie go eksploatował (w Niemczech operator systemu zgarnia 10 proc. pobieranych opłat).
W rządowym projekcie rozporządzenia w sprawie obliczania stawki opłaty elektronicznej przyjęto, że przejazd 1 km drogi w sieci płatnych tras nie może kosztować więcej niż 2 zł. Stawki będą zróżnicowane w zależności od kategorii pojazdów (powyżej 3,5 t, powyżej 12 t i autobusy) oraz jakości dróg (za przejazd autostradą opłaty będą najwyższe). Nie bez znaczenia będzie to, jak bardzo zanieczyszcza powietrze dany pojazd. Na razie rząd twierdzi, że średnia stawka za 1 km nie powinna przekroczyć 46 gr dla ciężarówek o masie powyżej 12 t. Z pewnością niższa będzie na autostradach, które dofinansowała UE, czyli na A2 z Konina do Strykowa oraz z Wrocławia do Krzyżowej. Opłaty za przejazdy takimi drogami mogą tylko pokryć koszty ich utrzymania.
Satelita czy bramka Jak to się będzie odbywało? GDDKiA nie narzuca żadnej technologii, ale wiadomo, że w grę wchodzą dwie: mikrofalowa i satelitarna, ewentualnie połączenie obu. Większość krajów, które wdrożyły elektroniczne myto, wybrało technologię mikrofalową. Sprawdza się ona w Austrii i Czechach, choć akurat Czesi, którzy poszerzają sieć płatnych dróg, testują także technologię satelitarną.
Zwolennicy technologii mikrofalowej podkreślają, że jej podstawową zaletą jest solidna infrastruktura i tańsze urządzenia montowane w samochodach (ok. 30 euro za sztukę). Minusy? Przede wszystkim trzeba wybudować infrastrukturę. A w Polsce może to być spory koszt. Na autostradach węzły są co kilkanaście kilometrów, ale na drogach ekspresowych i drogach krajowych możliwości wjazdu i zjazdu z trasy jest bardzo dużo. I wszędzie należałoby ustawić bramki.
W technologii satelitarnej trzeba natomiast wyposażyć pojazdy w droższe urządzenia pokładowe (ponad 100 euro), ale mniej kosztuje infrastruktura. Bo ruch pojazdu śledzą satelity systemu GPS. System satelitarny, na który zdecydowali się Niemcy, jest też bardzo elastyczny. Łatwo powiększyć sieć dróg objętych elektronicznym poborem opłat - wystarczy zaktualizować oprogramowanie i mapy.
W przetargu na elektroniczny pobór opłat w Polsce przy ocenie ofert liczyć się będą jednakowo po 50 proc. cena i warunki techniczno-użytkowe. Faworyta trudno wskazać, bo firmy walczące o zamówienie mają doświadczenie w budowie takich systemów. Firmy z konsorcjum MyToll brały udział w budowie systemów w Niemczech i Austrii. Z kolei konsorcjum z Kapsch TrafficCom AG na czele wdrażało elektroniczne myto w Czechach.
Wciąż też nie wiadomo, jak rozwiązana zostanie kwestia dostawy i dystrybucji urządzeń pokładowych. W Niemczech płaci za nie ministerstwo infrastruktury i nieodpłatnie wypożycza przewoźnikom. W Czechach płaci się natomiast kaucję w wysokości kilkudziesięciu euro. A kto zapłaci za nie w Polsce? - To wszystko będziemy wiedzieli po rozstrzygnięciu przetargu i wyborze wykonawcy - mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.
Państwo wreszcie zarobi, przewoźnicy ucierpią? Co da państwu elektroniczne myto? Po pierwsze, na pewno większe zyski niż z winiet. Dziś aż 90 proc. wpływów z kart opłaty drogowej trafia do zarządców prywatnych autostrad. Zgodnie z unijnym prawem nie można pobierać podwójnej opłaty za przejazdy autostradą, więc kierowca ciężarówki z winietą nie musi już płacić dodatkowo na bramce. Tyle że prywatnej spółce, która zbudowała drogę, trzeba wypłacić odszkodowanie. Tylko w 2008 r. zarządzająca 150 km autostrady A2 spółka Jana Kulczyka Autostrada Wielkopolska otrzymała z tego tytułu aż 527 mln zł z Krajowego Funduszu Drogowego.
Od lipca 2011 r. koncesjonariusze, zamiast rekompensat, będą po prostu pobierali na bramkach opłaty za przejazd ciężarówek, tak jak to robią w przypadku samochodów osobowych. Z czasem i oni dostosują zresztą swój system poboru opłat do planowanego przez państwo - elektronicznego. - Najpierw musimy jednak poznać jego szczegóły - mówi Zofia Kwiatkowska, rzeczniczka Autostrady Wielkopolskiej SA.
Ile państwo zarobi na ciężarówkach i autobusach? - Jeszcze nie zostało to policzone - mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.
Elektroniczne myto budzi jednak obawy przewoźników. Jak wyliczali na tegorocznym Kongresie Drogowym specjaliści z Instytutu Transportu Samochodowego, wysokie stawki opłat mogą drastycznie zwiększyć koszty transportu w Polsce. Przy opłacie na poziomie 1 zł za 1 km jedna ciężarówka, która w ciągu roku przejedzie 50 tys. km, zapłaci 50 tys. zł. A najdroższe winiety kosztowały dotąd maksymalnie ok. 3 tys. zł rocznie. Według specjalistów z ITS może się to przełożyć na wzrost cen towarów i usług oraz spadek wpływów z podatków.
ITS radzi więc: doraźnie obniżyć podatek akcyzowy od paliw, nie nakładać dodatkowych podatków na samochodowy transport ciężarowy, a w dalszej perspektywie czasowej wprowadzić przepisy chroniące polski rynek, np. minimalne ceny jednostkowe za usługi przewozowe w transporcie ciężarowym.