Biznes Ludzie Pieniądze

OFE trzeba zreperować

Marcin Bojanowski
01.08.2010 , aktualizacja: 02.08.2010 10:04
A A A Drukuj
Zlikwidować czy zostawić w spokoju - dyskusja o funduszach emerytalnych toczy się od ściany do ściany. Żadnego realnego problemu w ten sposób nie rozwiążemy. Tracimy tylko czas, który moglibyśmy wykorzystać na prawdziwą reformę systemu emerytalnego
Marcin Bojanowski
Fot. Marcin Klaban / AG
Marcin Bojanowski
Rządowe kłótnie o emerytury trwają już drugi rok. Licytację jeszcze w czasie kryzysu finansowego rozpoczęli minister finansów Jacek Rostowski i szefowa resortu pracy Jolanta Fedak. Zaproponowali obniżkę składki do funduszy emerytalnych z 7,3 do 3 proc. naszego wynagrodzenia. Reszta miałaby trafiać do ZUS. Dzięki temu zmniejszyłyby się dług publiczny i deficyt budżetowy - przekonywali.

To, co dobre dla budżetu, uderzyłoby jednak po kieszeni emerytów. W przyszłości dostaliby jeszcze niższe emerytury, bo OFE mniej ich pieniędzy pomnażałyby na giełdzie. Minister finansów zyska trochę grosza w budżecie, ale te pieniądze kiedyś i tak trzeba oddać emerytom. Zapłacą za to kolejne pokolenia.

"Gazeta" już wtedy ostrzegała: obniżka składki do OFE tworzy niebezpieczny precedens. Dzisiaj zmniejszymy ją do 3 proc., jutro do 1 proc., a za jakiś czas w ogóle pozwolimy ludziom występować z OFE.

Nie minął rok i minister Fedak zaproponowała, żeby osoby, które wybrały swój fundusz dobrowolnie, mogły z niego wystąpić i wrócić do ZUS. Także ci, którzy dopiero zaczynają pierwszą pracę i muszą wybrać OFE, mogliby zostać w ZUS. Kto w funduszu zostanie, po przejściu na emeryturę mógłby wypłacić wszystkie odłożone pieniądze i wydać, na co zechce. Choćby na wycieczkę dookoła świata.

To już nie są luźne pomysły pani minister zgłaszane na konferencjach prasowych. W zeszłym tygodniu trafiły one na Komitet Stały Rady Ministrów. Wkrótce ma się nimi zająć rząd.

Szanse na to, że przejdą, są nikłe. Za jest partyjny kolega Fedak, wicepremier Waldemar Pawlak i minister finansów Jacek Rostowski, który liczy, że pieniądze z OFE pomogą uratować finanse publiczne. Lista przeciwników jest znacznie dłuższa - zaczynając od ministra skarbu Aleksandra Grada i szefa MSZ Radosława Sikorskiego, a na ministrze Michale Bonim i szefie rady ds. gospodarczych przy premierze Janie Krzysztofie Bieleckim kończąc. Dwaj ostatni wspólnie pracują nad konkurencyjnym projektem zmian, ale konkretów nie ma.

Czas ucieka. System emerytalny potrzebuje zmian. Można się z minister Fedak nie zgadzać, ale nie można jej odmówić jednego. Jest jedynym politykiem, który przedstawił konkretną wizję zmian w systemie emerytalnym. Problem w tym, że nie rozwiązuje ona jego głównych bolączek. Co trzeba zrobić?

•  Musimy zdecydować, kto wypłaci nam emerytury z nowego systemu. Mimo że od reformy emerytalnej minęło 11 lat, żaden z kolejnych rządów nie przygotował odpowiednich przepisów. Możliwości są dwie: albo będzie to państwowy zakład emerytalny, albo kilka konkurujących ze sobą prywatnych towarzystw. Rząd musi tylko podjąć decyzję.

•  Trzeba utworzyć bezpieczne fundusze, które będą chronić oszczędności osób, którym niewiele czasu pozostało do przejścia na emeryturę. Jak bardzo są potrzebne, pokazał miniony kryzys finansowy, przez który z OFE wyparowało ponad 20 mld zł. Gdyby politycy wprowadzili bezpieczne fundusze na czas - jak tego chcieli twórcy reformy emerytalnej - nowi emeryci nie dostaliby tak mocno po kieszeni.

•  OFE trzeba stworzyć warunki, żeby mogły lepiej i taniej pomnażać nasze pieniądze. Dzisiaj OFE duszą się w Polsce: powierzone im miliardy złotych inwestują głównie w polskie obligacje i akcje spółek na warszawskiej giełdzie. Za granicą mogą inwestować jedynie 5 proc. swoich środków. Rozwiązaniem byłoby stopniowe podnoszenie tego limitu - np. aby w ciągu kilku lat wzrósł on do 20 proc. Potrzeba tylko decyzji.

•  Konieczna jest zmiana sposobu oceniania wyników inwestycyjnych funduszy emerytalnych. Obowiązująca dzisiaj tzw. minimalna stopa zwrotu nie zdała egzaminu. OFE zamiast rywalizować między sobą, inwestują podobnie, żeby uniknąć kary finansowej. Ale wystarczy wprowadzić inną miarę - jeden z giełdowych indeksów, wysokość inflacji czy oprocentowania obligacji - żeby reguły gry stały się przejrzyste. Kto nie osiągnie wyznaczonego celu, będzie musiał dopłacić klientom z własnej kieszeni.

•  Musimy skończyć z samowolą akwizytorów OFE, którzy mieli wyjaśniać nam zawiłości reformy. Wielu z nich szybko zrozumiało, że to nasza niewiedza jest dla nich żyłą złota. I chętnie inkasują kilkusetzłotowe prowizje za przepisywanie zdezorientowanych ludzi z jednego funduszu do drugiego.

Gotowe rozwiązanie problemu ma KNF. Chce zakazać akwizycji do OFE. W zamian moglibyśmy zapisywać się do funduszu tylko telefonicznie, listownie, przez internet lub w jego siedzibie. Akwizytorom, którzy zakaz by złamali, groziłyby wysokie kary finansowe - nawet do 2 mln zł. Wystarczy po projekt nadzoru sięgnąć.

Wszystkie te propozycje nie sprawią, że na emeryturze będziemy wypoczywać pod palmami. Na to musimy zapracować sami, nie kończąc życia zawodowego zbyt wcześnie i odkładając dodatkowo na starość. Ale jeśli dzięki tym zmianom nasze przyszłe świadczenia będą choć trochę wyższe, to nie warto tego odkładać na potem.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów