Biznes Ludzie Pieniądze

Pięć wynalazków, które wstrząsnęły światem

Piotr Cieśliński
02.08.2010 , aktualizacja: 01.08.2010 21:03
A A A Drukuj
Oto ranking pięciu największych wynalazków ostatniego półwiecza, które zmieniły nasze życie i światową gospodarkę.
Komputer osobisty to jeden z wynalazków, które zmieniły nasze życie prywatne i globalną gospodarkę.
Fot. Eraldo Peres AP
Komputer osobisty to jeden z wynalazków, które zmieniły nasze życie prywatne i globalną gospodarkę.
1. Laser

Pierwszy zaświecił dokładnie 50 lat temu - w laboratorium 32-letniego inżyniera Theodore'a Maimana pracującego dla producenta myśliwców Hughes Aircraft Company. Wbrew militarnym skojarzeniom lasery zrobiły przede wszystkim cywilną karierę. I to wprost oszałamiającą. Nie każdy wie, że każdego roku sprzedaje się ich blisko... miliard sztuk na całym świecie. Są dosłownie wszędzie - laserowe diody odczytują płyty w odtwarzaczach CD i DVD, świecą w latarkach, samochodowych wyświetlaczach, galeriach sztuki i na dyskotekach. Znajdują się w dalmierzach i czytnikach kodów kreskowych w kasach sklepowych. Tną blachę i spawają w fabrykach samochodów, korygują wzrok, wypalają znamiona i zmiany nowotworowe. Można się założyć, że w przeciętnym domu jest więcej laserów niż tradycyjnych młotków i kluczy francuskich. Można więc laser śmiało nazwać podstawowym narzędziem dzisiejszej cywilizacji.

Dzięki nim ujarzmiliśmy światło, najdoskonalszy znany nośnik informacji. Lasery - i to może jest najważniejszy powód, dla którego znalazły się w tym rankingu - pompują pakiety danych do światłowodów. Jeśli więc te ostatnie nazywane są krwiobiegiem współczesnej telekomunikacji, to laser jest jej sercem.

2. Układ scalony i mikroprocesor

To dwa inne kluczowe narzędzia obok lasera, bez których dziś trudno sobie wyobrazić cywilizację, choć wielu z nas rodziło się w czasach, kiedy nikt o nich nie tylko jeszcze nie słyszał, ale nawet nie marzył. Zaczęło się od tranzystora, którego wynalezienie w 1948 r. było po trosze przypadkiem, ale spełniło marzenia elektroników o małym wzmacniaczu, który mógłby zastąpić duże, szklane, powszechnie wówczas używane i pożerające masę energii wzmacniacze lampowe (pamiętacie lampowe radia i telewizory, które włączały się ze sporym opóźnieniem, ponieważ musiały się rozgrzać?).

Do końca lat 50. wiele firm opanowało produkcję tranzystorów, które zaczęły służyć - jak klocki lego - do budowania skomplikowanych obwodów elektronicznych. W tym czasie elektronicy byli już świadomi siły, jaka tkwi w półprzewodnikach, ale nie mogli uporać się z ogromnym ograniczeniem, które w elektronicznym slangu nazywano "tyranią liczb". W skład obwodów wchodziło coraz więcej tranzystorów, oporników i kondensatorów, ale fizycznie brakowało już dla nich przestrzeni i możliwości bezkonfliktowego łączenia ich ze sobą. W 1959 r. Jack Kilby z firmy Texas Instruments zgłosił patent opisujący, jak prosty obwód - złożony z dwóch tranzystorów - wykonać w jednym kawałku germanu. Tak powstał układ scalony, zwany popularnie chipem.

Ostatecznie wygrała konkurencyjna technologia, która lepiej nadawała się do tworzenia układów scalonych na płytkach z krzemu niż z germanu. Jej autorem był Robert Noyce, jeden z założycieli Intela. I to w tej firmie narodził się pomysł stworzenia uniwersalnego chipa, mikroprocesora, który byłby w stanie spełniać najrozmaitsze funkcje w zależności od tego, jak go zaprogramujemy. Pierwszy mikroprocesor, oznaczony "4004", pojawił się na rynku w 1971 r.

Dziś mikroprocesory znajdują się w komputerach, telefonach komórkowych, kartach kredytowych, aparatach fotograficznych, konsolach wideo, telewizorach, samochodach, klimatyzacjach... No, można by tak długo wymieniać, bo zadomowiły się już praktycznie wszędzie.

3. Komputer osobisty

Pamiętam, że kiedy w połowie lat 80. ubiegłego wieku zaczynałem studia na Wydziale Fizyki UW, korzystaliśmy z wielkiego amerykańskiego komputera Cyber zainstalowanego w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku pod Warszawą. Wyglądało to tak, że trzeba było za pomocą specjalnej maszynki przygotować zestaw kart perforowanych z poleceniami dla komputera i zostawić go operatorowi. Ten znikał z nimi gdzieś za tajemniczymi drzwiami, a po kilku dniach dostawaliśmy wydruk z wynikiem - zazwyczaj długim ciągiem liczb, który trzeba było dopiero rozszyfrować.

Tak wtedy wyglądała komputeryzacja - jeden centralny mózg i sfora użytkowników, którzy się do niego ustawiają w kolejce, dzieląc się jego pamięcią i mocą obliczeniową.

Ale za progiem była już rewolucyjna zmiana. Popularność zaczęły zdobywać małe, osobiste komputery - to był akurat czas ZX Spectrum, Atari i Commodore. Potem dołączyły do nich spopularyzowane przez IBM pecety. Bardzo szybko się okazało, że w świecie scentralizowany model - jeden mózg i wiele końcówek - jest dużo mniej efektywny od systemu po trosze przypominającego społeczność owadów, w której nie ma jednej centrali, każdy organizm z osobna jest sam sobie sterem i okrętem, ale jako całość mogą działać zadziwiająco sprawnie. Oczywiście, superkomputery wciąż są w cenie, wciąż używa się ich do bardziej złożonych i skomplikowanych obliczeń, symulacji pogody, wybuchów jądrowych etc. Ale na co dzień każdy używa elektronowych mózgów poręczniejszych i mniejszych. Co więcej, okazuje się, że w wielu zadaniach potrafią one wyręczyć swych potężnych krewniaków. Sieci tysięcy czy milionów komputerów osobistych połączonych internetem poszukują dzisiaj sygnałów od pozaziemskich cywilizacji, dużych liczb pierwszych czy białek mających lecznicze własności.

4. Internet

Rozwój naszej cywilizacji przyspieszył z chwilą, kiedy jakieś 10 tys. lat temu pojawili się pierwsi rolnicy, dzięki którym ten sam obszar mógł wykarmić znacznie więcej ludzi niż w grupie zbieracko-łowieckiej. Pojawiły się więc duże ludzkie skupiska, miasta, które były wylęgarnią usprawnień i wynalazków, bo wiadomo, co dwie głowy, to nie jedna. Jeśli ta teza jest prawdziwa, to teraz ten dobroczynny efekt burzy mózgów powinien zostać zwielokrotniony dzięki internetowi. Wszak ten ostatni wynalazek uczynił z kuli ziemskiej jedną globalną wioskę. Swobodny przepływ i wymiana idei, indywidualna twórczość i kreatywność osiągnęły niespotykaną wcześniej skalę.

Prahistoria internetu sięga końca lat 60. ubiegłego wieku, kiedy naukowcy z amerykańskiej wojskowej agencji badawczej DARPA dostali zlecenie opracowania systemu łączności, który przetrwałby trzecią wojnę światową. Jak mityczna hydra, której nie można było pokonać przez odcięcie głowy, internet miał być odporny na zniszczenie kluczowych węzłów i centrów łączności. Pierwsza sieć połączyła kilka uniwersyteckich ośrodków, potem przez długi czas internet był domeną akademickiego świata, aż pod koniec XX w. - głównie dzięki stworzonej w ośrodku jądrowym CERN pod Genewą genialnej przeglądarce WWW - trafił pod strzechy.

I szczerze mówiąc, bez telewizji daje się żyć, ale bez internetu już trudno sobie wyobrazić życie.

5. Telefon komórkowy

To przykład tego, jak można tchnąć nowego ducha w stary, dobry wynalazek, a jednocześnie, jak trudno prorokować, jaka technologia podbije świat. Przecież naturalnym rozwinięciem wynalazku Grahama Bella wydawały się wideofony - a więc urządzenia, które nie tylko będą przekazywały głos, ale również obraz rozmówcy. Tymczasem figa z makiem - wideofony nigdy nie zdobyły popularności. Okazało się zaś, że ludzie zupełnie oszaleli na punkcie telefonów przenośnych, które - nikt tego nie podejrzewał jeszcze dwie dekady temu - całkowicie zawojowały świat i zapewne wkrótce pogrzebią tradycyjną, stacjonarną telefonię. Już dziś wielu z nas nie ma w domu tradycyjnego telefonu, ale za to nosi kilka komórek.

Pierwszą rozmowę przez przenośny telefon, który można było od biedy utrzymać w ręku (ważył przeszło 1,5 kg), przeprowadzono w 1973 roku w Stanach Zjednoczonych. Martin Cooper z koncernu Motorola zadzwonił do swojego konkurenta Joela Engela z Bell Labs. Pierwsze sieci komórkowe powstały na przełomie lat 70. i 80. Dziś granice cywilizacji wyznacza zasięg i moc odbieranego sygnału.

Wydaje się, że przyszłość dla tej technologii wytyczył iPhone firmy Apple - pierwszy inteligentny telefon komórkowy, czyli smartfon. Służy on zarówno do rozmawiania, jak i do słuchania muzyki, wyświetlania zdjęć i oglądania wideo. Jest sam w sobie małym komputerem, który może obsługiwać mnóstwo użytecznych programów umożliwiających m.in. surfowanie po internecie, prowadzenie kalendarza, orientowanie się w terenie za pomocą wirtualnych map i GPS. Ba, odpowiednie oprogramowanie potrafi zamienić komórkę w okarynę, planetarium, poziomicę czy też kluczyk otwierający samochód.

Mam wrażenie, że na naszych oczach smartfon szybko staje się kombajnem łączącym wiele tradycyjnych mediów. Tak jak mikroprocesor scalił w jednym chipie wiele różnych elektronicznych elementów, tak teraz komórka łączy w jedno urządzenia o różnych funkcjach.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    76 głosów