Biznes Ludzie Pieniądze

Skąd mamy mieć pewność, że dzwonią do nas z banku

Maciej Samcik
01.08.2010 , aktualizacja: 01.08.2010 21:04
A A A Drukuj
Jeśli korzystacie z usług bankowych nie tylko w oddziale, ale i zdalnie, to pewnie nieraz zastanawialiście się nad tym, czy dane i informacje przekazywane przez internet i telefon są bezpieczne.

Z internetem sprawa jest prosta: połączenie jest szyfrowane, a żeby w ogóle zobaczyć stan swojego konta (nie mówiąc już o zleceniu jakiegoś przelewu), trzeba najpierw "podpisać się" loginem i hasłem. Gorzej z połączeniem przez telefon. Teoretycznie każdy może podsłuchać to, co mówimy.

Nie wiem jak wy, ale ja najbardziej nieswojo czuję się nie wtedy, kiedy sam dzwonię do banku (wtedy mam przynajmniej pewność, że rzeczywiście rozmawiam z pracownikiem banku), lecz wtedy, kiedy otrzymuję telefon z bankowego centrum telefonicznego, bo np. bank chce mi zaproponować kredyt albo poinformować, że nie spłaciłem na czas długu w karcie kredytowej.

Nie tylko ja mam ten problem. Napisał do mnie pan Tomasz, czytelnik "Gazety" i gazetowego blogu "Subiektywnie o finansach". "Piszę do Pana zbulwersowany lekkomyślnością pracowników Santander Banku. Jakiś czas temu dostałem ofertę pożyczki gotówkowej. Skontaktowała się ze mną telefonicznie pracownica banku. Spytała, czy rozmawia z panem (tu padło moje imię i nazwisko). Potwierdziłem, że to ja. Pani oświadczyła, że prosi o podanie mojego adresu do korespondencji w celu weryfikacji. I tu mnie zamurowało. Dzwoni do mnie pracownik banku z zastrzeżonego numeru (więc nie mogę oddzwonić i potwierdzić, że to rzeczywiście telefon z banku) i pyta mnie o mój adres!" - pisze czytelnik.

"Odpowiedziałem pani, że nie podam jej adresu przez telefon, bo jaką niby mam pewność, że rozmawiam z pracownikiem banku? Jaką mam pewność, że po drugiej stronie nie siedzi człowiek, który być może wykradnie moją korespondencję ze skrzynki pocztowej albo po prostu mnie szuka?" - pyta pan Tomasz.

Podobne wątpliwości ma pan Marcin, klient Citi Handlowego. "Codziennie, czasami nawet dwa razy dziennie dzwonią do mnie sprzedawcy Citi. Nie wiem, w jakiej sprawie i co mi chcą sprzedać. Dlaczego? Uparłem się, że nie będę pozwalał się identyfikować nieznajomym młodzieńcom i dziewczętom, odpowiadając na pytania dotyczące mojego adresu, nazwiska panieńskiego matki itp. A oni koniecznie chcą zadawać mi te pytania. Niezmiennie odpowiadam: ja pana/pani nie znam. Pan/pani chcą mnie zidentyfikować, a jaką ja mam szansę zidentyfikować was? Odpowiedź zawsze brzmi: nazywam się tak i tak i może pan zadzwonić do banku i to sprawdzić" - pisze pan Marcin.

Czy klienci są przewrażliwieni? Być może, ale... W statystykach policyjnych, na liście przestępstw, jest pozycja pt. "vishing", czyli właśnie wyłudzanie danych przez telefon. Bankowcy chyba jej na razie nie doceniają, bo beztroskie wypytywanie przez pracowników infolinii o nasze dane osobowe jest procederem powszechnym. A przecież jest na to proste antidotum! Wystarczy, że klient ustali dodatkowe hasło w kontaktach z bankiem. Takie, o które będzie mógł zapytać konsultanta, kiedy ten zadzwoni i będzie chciał zaproponować nowy debet albo kartę kredytową. Wtedy weryfikacja telefoniczna jest de facto dwustronna. Klient weryfikuje pracownika banku, a pracownik - klienta. Czy to naprawdę takie trudne?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów