Jest na co patrzeć: w samym tylko programie operacyjnym "Infrastruktura i środowisko" (PO IiŚ) mamy do wydania ponad 37 mld euro, czyli - licząc po dzisiejszym kursie - 148 mld zł. Z czego 27,9 mld euro (111,6 mld zł) pochodzi bezpośrednio z budżetu unijnego. To największy program pomocowy w historii Unii Europejskiej. PO IiŚ ma więcej pieniędzy niż cała kwota pomocy, jaką Unia dała np. Bułgarii!
Nikt nigdy wcześniej nie dał Polsce tak dużej bezzwrotnej pomocy na rozbudowę podstawowej infrastruktury. Nigdy wcześniej w historii nie mieliśmy do dyspozycji prawie 80 mld zł na rozbudowę dróg i tras kolejowych, prawie 20 mld zł na inwestycje w ochronę środowiska, ponad 4 mld zł na inwestycje energetyczne (np. budowę podziemnych zbiorników gazu). Nigdy wcześniej szkoły wyższe nie dostały 2 mld zł na rozbudowę swoich kampusów.
Kiedy w 2015 r. program operacyjny "Infrastruktura i Środowisko" będzie zamykany, Polska będzie innym krajem. Ponad 800 tys. osób wreszcie uzyska podłączenie do sieci kanalizacyjnej. Powstanie 318 nowych oczyszczalni ścieków i 20 dużych, regionalnych zakładów utylizacji odpadów, dzięki którym o 50 proc. zmniejszy się liczba śmieci trafiających na wysypiska. Będziemy jeździć po 477 km nowych autostrad, 1400 km dróg ekspresowych i 1250 km nowych torów. Miasta będą miały o 410 km więcej torowisk tramwajowych i linii trolejbusowych. Sieć gazociągów powiększy się o 5900 km, a sieć energetyczna - o 600 km linii wysokiego napięcia. Będziemy też wytwarzać o 5 proc. więcej energii z odnawialnych źródeł. 14 najcenniejszych zabytków Polski będzie odrestaurowanych. 100 szpitali i przychodni będzie doposażonych w sprzęt, po pacjentów będzie jeździć 600 nowych ambulansów. I na koniec: powstanie 6 tys. nowych miejsc pracy.
Te inwestycje już powstają, praktycznie w każdej części Polski.
Opisujemy w "Gazecie" kilka projektów, które poprawią jakość życia tysięcy Polaków. Ale to tylko kilka przykładów z tysięcy innych. Nie da się ukryć - ładnie nas Unia pobudowała.
CZYTAJ TAKŻE: Konrad Niklewicz na blogu:
Czy możemy lepiej wydawać unijne pieniądze? Unijne autobusy Ustawione jeden za drugim, w dwóch rzędach, wypełniły niemały białostocki rynek. Dzięki unijnym pieniądzom stolica Podlasia kupiła w tym roku aż 48 nowych autobusów.
Tłumy białostoczan przyszły na zorganizowaną ostatniego dnia lutego (w 115. urodziny białostockiej komunikacji miejskiej) uroczystość przekazania autobusów. Pojazdy poświęcili pastor, pop i katolicki ksiądz. Były przemówienia oficjeli oraz filmy przypominające historię przewozów pasażerskich w
Białymstoku. Na koniec w niebo poleciały setki kolorowych baloników.
Było co świętować. Nowoczesne, niskopodłogowe solarisy to dla białostockiej komunikacji wsparcie, które pozwoliło spółkom komunikacyjnym wysłać na emeryturę wysłużone ikarusy. W stolicy woj. podlaskiego 34 linie dzienne i trzy nocne obsługuje na co dzień ćwierć tysiąca pojazdów, które rocznie przewożą około stu milionów pasażerów.
- Z ikarusami czy jelczami nie ma porównania. Cieszą udogodnienia: to, że w środku jest cicho, a na tablicy kierowca wyświetla trasę i nazwę najbliższych przystanków. Do tego w takim autobusie człowiek czuje się bezpieczniej, bo pilnuje go kilka kamer - mówi Józef Konopacki, który z usług komunikacji publicznej w Białymstoku korzysta już od ponad 50 lat.
Autobusy kupiono w ramach dofinansowania z Programu Operacyjnego "Rozwój Polski Wschodniej". Zakup solarisów to tylko część projektu o nazwie "Poprawa jakości funkcjonowania systemu transportu publicznego Białegostoku". Cały projekt wart jest ponad 160 mln zł, z czego 120 mln pochodzi z unijnej kasy.
Obcinanie godzin Z perspektywy mieszkańców Pomorza linia kolejowa do Warszawy to najważniejsza trasa w Polsce. Niestety, przez lata była ona zapomniana przez kolejarzy. Ostatni większy remont zakończył się... w latach 80. PKP wolała inwestować w tory do Krakowa, Katowic albo Poznania. Pomorzanie mieli nawet wrażenie, że to na tych innych trasach jeździły lepsze pociągi.
Od początku lat 90. temat modernizacji trasy Gdańsk -
Warszawa co jakiś czas powracał, ale kończyło się na remontach krótkich odcinków. Powód był zawsze ten sam - brak środków.
Dopiero teraz fundusze europejskie mają to wieloletnie zaniedbanie naprawić. Ciąg komunikacyjny obejmujący autostradę A1 i linię kolejową E 65 (Gdynia - Warszawa -
Katowice - Zebrzydowice) uznano za kluczowy dla rozwoju tej części Europy. Unia zdecydowała się pokryć dużą część kosztów modernizacji. W sumie z wartej ponad 8 mld zł inwestycji blisko 6 mld zł pochodzić będzie ze środków europejskich.
Prace już trwają. Niestety, na razie pasażerowie muszą zaciskać zęby. Przed remontem pokonanie pociągiem trasy z Gdańska do Warszawy zabierało około czterech godzin. Teraz - w jego trakcie - podróż trwa jeszcze dłużej.
- Przejazd do stolicy pociągiem to ostateczność, z której, odkąd pracuję, chyba jeszcze nigdy nie skorzystałem. A przecież w normalnym kraju kolej byłaby podstawowym środkiem komunikacji na takiej trasie. Osoby odwiedzające nas z zagranicy łapią się za głowę, gdy mówimy, ile trwa przejazd do Warszawy czy Krakowa - opowiada Bartosz Konopko, mieszkaniec Gdyni, który często podróżuje służbowo do stolicy.
Ale kiedy gigantyczny remont wreszcie się skończy - w 2014 r. - czas przejazdu ma się skrócić do około 2,5 godz., a pociągi będą mogły jeździć nawet z prędkością 200 km/godz..