W Instytucie Kardiologii w podwarszawskim Aninie od lat działa całodobowy serwis monitorujący chorych na serce. Pacjentów, choć są z całej Polski, w instytucie nie ma. Każdy ma za to niewielkie urządzenie z elektrodami, którym może sam przeprowadzać badanie serca w domowych warunkach.
Takie przenośne EKG można połączyć z telefonem komórkowym i wysłać dane do systemu komputerowego w Instytucie (komórka służy tu jako modem). Tam dane zostaną zapisane w postaci elektronicznej, a dyżurny lekarz może od razu ocenić stan zdrowia chorego.
To, co u nas jest rzadkością, w krajach starej Unii powszednieje - we Francji (ok. 55 tys. łóżek szpitalnych) jest już 10 tys. chorych leczącymi się pod kontrolą lekarza, ale u siebie. Telemedycyna pochłania tam ponad 2 proc. wszystkich wydatków na zdrowie. Do 2015 r. ma to być już nawet 5 proc.
Na telemedycynie skorzystają wszyscy. • Pacjenci - każdy woli być w domu niż w szpitalu. Skrócą się kolejki na zabiegi i operacje, bo internetową listą kolejkową łatwiej zarządzać. Chorzy nie mogą się wpisać na nią kilkakrotnie, co jest zmorą obecnego systemu. • Skorzysta też służba zdrowia, bo dużo zaoszczędzi. Szpitale lepiej skontrolują koszty. Zmniejszy się liczba zbędnych badań, konsultacji i hospitalizacji. Poprawia się też kontrola świadczeń. A to minimalizuje nadużycia występujące podczas rozliczeń z NFZ.
Z raportu przygotowanego przez Pracodawców RP wynika, że rozwiązanie tych problemów mogłoby przynieść oszczędności na poziomie nawet 40 proc. kosztów szpitali. Jeden dzień leczenia jest bowiem trzy razy droższy niż doba w domu. Natomiast inwestycja w telemedycynę zwraca się już w ciągu dwóch do sześciu lat.
Służba zdrowia bardzo potrzebuje tych oszczędności. Europa się starzeje: z danych OECD wynika, że za 20 lat 40 proc. społeczeństwa będą stanowić osoby mające więcej niż 65 lat. To pociągnie za sobą większe wydatki na służbę zdrowia, bo osoby starsze wymagają czterokrotnie więcej badań i konsultacji lekarskich niż osoby młode. Już dziś w Europie Zachodniej wydatki na służbę zdrowia wynoszą 10-15 proc.
PKB i rosną w tempie 7 proc. rocznie.
Tymczasem polska służba zdrowia ciągnie się w ogonie Europy. W rankingu "Europejski konsumencki indeks zdrowia" zajmujemy dopiero 26. miejsce wśród 33 badanych krajów. Przed nami jest nawet
Macedonia.
- Kłopot w tym, że NFZ nie ma w katalogu usług telemedycznych - mówi dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia. Zwraca jednak uwagę, że nie ma tam też radiologii, a mimo to robi się zdjęcia rentgenowskie. Tyle że w ramach innych usług zamówionych przez Fundusz. - Już nawet nieduże kwoty wypłacane za usługi telemedyczne mogłyby zachęcić placówki do korzystania z nich - przekonuje.
Niechętni telemedycynie są też często sami lekarze. - W środowiskach medycznych telemedycyna traktowana jest wciąż jako ciekawy eksperyment, a nie szansa na trwałą zmianę sposobu działania placówki i nowy standard świadczenia usług medycznych - mówi dr Kozierkiewicz.
Lekarze twierdzą, że nowe procedury zabierają im czas i odciągają od pacjentów. - Na początku zawsze jest opór - mówi dr Kozierkiewicz. Z biegiem czasu jest już łatwiej. - Zwłaszcza młodsi lekarze szybko się przystosowują do takich nowinek - dodaje.
W Polsce od dwóch lat do usług e-zdrowia przymierza się grupa TP, której właścicielem jest France Telecom. We francuskiej wersji (polska ma być bardziej zaawansowana) pacjent może przez internet znaleźć wolny termin u lekarza i zapisać się na wizytę w elektronicznym kalendarzu swojej przychodni.
Plany ma też PTC, operator sieci Era. - Od wielu lat jesteśmy technicznie przygotowani do wdrażania usług telemedycyny. Jeśli znajdzie się partner, który zechce podjąć z nami współpracę, z pewnością nie odmówimy - zapewnia Andrzej Pomarański, przedstawiciel PTC.
Telemedycyna to duży biznes. Analitycy Parks Associates i Data Monitor szacują, że światowy rynek telemedyczny był wart w minionym roku 3 mld dol. Za dwa lata ma on wzrosnąć ponaddwukrotnie - do 7,7 mld dol.
W telemedycynę sporo inwestują wielkie koncerny, jak: General Electric,
Intel czy Philips. Np. opracowany przez holenderski koncern system Motiva działa tak: pacjent do domu dostaje specjalną przystawkę do telewizora oraz bezprzewodowe urządzenia mierzące tętno czy wagę. Poprzez łącze szerokopasmowe dane trafiają na serwer ośrodka medycznego, pacjenci zaś swoje wyniki mogą oglądać na ekranie telewizora, tam też mogą zobaczyć informacje wysyłane im przez pielęgniarki (np. przypomnienie o wzięciu leku czy zalecenia dietetyczne).
O swój kawałek tortu walczy też Intel i GE. Oba koncerny w ub.r. podpisały umowę o współpracy - Intel rozwija swój system Health Guide, czyli urządzenie przypominające laptop z ekranem dotykowym, które bezprzewodowo zbiera różne informacje na temat pacjenta, np. tętno i ciśnienie ze specjalnych bransoletek noszonych przez pacjenta.
GE dorzuca do tego sieć różnych czujników rozmieszczonych po domu (na razie działa w domach opieki) - sprawdzają one, jak długo pacjent śpi, jak często otwiera lodówkę, jak często chodzi do toalety itp.