Biznes Ludzie Pieniądze

Grendowicz nie został gwiazdą, więc odszedł

Maciej Samcik
02.08.2010 , aktualizacja: 02.08.2010 20:26
A A A Drukuj
Kolejny wielki bank zmienia prezesa. Mariusz Grendowicz, prezes BRE, trzeciej największej grupy bankowej w Polsce, w poniedziałek został zdymisjonowany przez radę nadzorczą. To duże wydarzenie, bo Grendowicz był jedną z najważniejszych osób na rynku bankowym. Należące do BRE banki - mBank i Multibank - to w sumie ponad trzy miliony klientów! Większymi "arsenałami" klientów zarządzają tylko Zbigniew Jagiełło w PKO BP oraz Alicja Kornasiewicz w Banku Pekao.
Maciej Samcik
Maciej Samcik
Grendowicz był ostatnio jednym z najlepiej wynagradzanych prezesów banków w Polsce. W zeszłym roku zarobił 4,4 mln zł (w tym 2,4 mln zł premii za 2008 r.). Zaś większą pensję zgarnął tylko Jan Krzysztof Bielecki (dziś szef Rady Ekonomicznej przy premierze), który zarobił 8,8 mln zł, licząc razem z odprawą pobraną za pożegnanie się przed końcem kadencji z prezesurą w Pekao.

O możliwej dymisji Grendowicza mówiło się w światku bankowym już od kilku dni, kiedy okazało się, że Rada Nadzorcza BRE zwołała specjalne, nie planowane wcześniej posiedzenie. Według nieoficjalnych informacji powodem dymisji był narastający konflikt między Grendowiczem i niektórymi członkami rady nadzorczej. Nie wiadomo dlaczego w jego obronie nie stanął niemiecki akcjonariusz strategiczny BRE, niemiecka grupa Commerzbank.

Być może to właśnie Niemcy, rękami polskich członków rady nadzorczej, postanowili pozbyć się Grendowicza? Wprost tego zrobić nie mogli, bo brakło dobrego pretekstu. Bank nieźle sobie radzi i wyszedł obronną ręką z kryzysu, więc trzeba było utrącić Grendowicza w bardziej wysublimowany sposób, za pomocą konfliktu personalnego. I od razu zastąpić go Cezarym Stypułkowskim, niegdyś prezesem grupy PZU, a obecnie przedstawicielem banku inwestycyjnego JP Morgan na Europę Środkową i Wschodnią.

To spiskowa teoria, ale wcale nie taka absurdalna. Jest też prostsze wytłumaczenie: konflikt personalny między prezesem i szefem rady nadzorczej banku. Brak chemii po prostu. A kiedy prezes nie zgadza się z nadzorcą, odejść musi ten pierwszy.

Grendowicz to jeden z wychowanków legendarnego już nestora bankowców - Józefa Wancera, który razem z Wojciechem Sobierajem, obecnie prezesem Alior Banku, Grendowiczem i jeszcze kilkoma utalentowanymi menedżerami, stworzył słynny menedżerski dream-team w "starym BPH", który - jeszcze przed europejską fuzją UniCredit i HVB i wymuszonym przez nią podziałem - był najszybciej rozwijającym się bankiem w Polsce.

Grendowicz przez ponad dwa lata spędzone w BRE Banku nie potrafił wykreować się na bankowego celebrytę. Twarzą BRE Banku był raczej jego główny ekonomista Ryszard Petru, którego blask przyćmił sympatycznego, ale nie mającego siły przebicia (oraz wsparcia sprawnej ekipy PR-owców) Grendowicza. I być może dlatego musiał stracić stołek na rzecz Stypułkowskiego, który status gwiazdy ma zagwarantowany z definicji?

Więcej o ocenie pracy Grendowicza w BRE Banku czytaj w blogu Macieja Samcika

Grendowicz w BRE nie gwiazdował, ale był za to solidnym rzemieślnikiem w ramach wytyczonej przez Niemców strategii. Miał przy tym chwile słabości. W czasie kryzysu finansowego BRE wpadł w tarapaty związane ze złymi kredytami i musiał utworzyć rezerwy większe niż inne banki. Jego zyski drastycznie spadły: w całym 2009 r. stopniały z 890 do 130 mln zł. Ale Grendowicz potrafił uciec do przodu. Udało mu się przeprowadzić dużą emisję akcji i szybko poprawić rentowność. W pierwszym kwartale tego roku bank zanotował już 122 mln zł zysku.

Wątpliwe, by wymiana Grendowicza na Stypułkowskiego zmieniła coś dla klientów BRE Banku. Nowy prezes, tak samo, jak i stary, będzie realizował strategię dość dokładnie nakreśloną we Frankfurcie. Ale być może prezes Stypułkowski będzie to robił skupiając na sobie więcej uwagi publiczności.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów