Nie tylko kraje PIIGS niepokoją inwestorów -
donosi Business Insider. Jeśli dojdzie do rozpadu Belgii na bogatszą Flandrię i biedniejszą Walonię, ta druga może paść pod ciężarem długów. Na razie jest subsydiowana.
Belgia to oczywiście nie
Grecja. Zadłużenie sektora publicznego to około 100 proc.
PKB, w przypadku Grecji to 120 proc. Spór między francuskojęzyczną Walonią a niderlandzką Flandrią trwa od lat i nie wydaje się gasnąć. Ewentualne kłopoty Belgii mogłyby wprowadzić na rynkach niezłe zamieszanie.
Wydaje się, że Belgowie świetnie zdają sobie sprawę z sytuacji. O pomyśle opodatkowania belgijskich fortun, by znaleźć dodatkowe środki na finansowanie emerytur, pisze we wtorek
dziennik "Le Soir". Pomysł pojawiał się już w przeszłości, ale nigdy nie zyskał wystarczającego poparcia politycznego. Dziś popierają go socjaliści z PS (zwycięzcy czerwcowych
wyborów parlamentarnych w Walonii), którzy w swym programie wyborczym zaproponowali, by opodatkować fortuny powyżej 1,25 mln euro (wyłączając zamieszkiwaną nieruchomość) i Zieloni (Ecolo). Bardziej sceptyczne wobec pomysłu są partie flamandzkie, w tym zwycięska nacjonalistyczna N-VA.
Jak zauważa "Le Soir", taki podatek będzie trudno wprowadzić z powodu wciąż obowiązującej w Belgii tajemnicy bankowej. W Belgii fiskus nie ma prawa wymagać od banków szczegółów rachunków klientów. Ale między innymi z powodu presji Unii Europejskiej belgijska legislacja w tej sprawie też powoli się zmienia.
Na wprowadzeniu podatku od fortun straciliby bogacze z Francji, którzy przed tamtejszym fiskusem uciekli do Belgii. Specjalny podatek płacą we Francji wszyscy, których fortuny przekraczają 790 tys. euro. Szacuje się, że w tym roku zapłaci go aż 562 tys. Francuzów, o 23 tys. więcej niż w roku 2009.
Bogaci Francuzi osiedlają się w najbardziej prestiżowych dzielnicach Brukseli, jak Uccle i Ixelles. W samej dzielnicy Ixelles mieszka 8,5 tys. Francuzów, czyli 10 proc. wszystkich mieszkańców.