Wydawałoby się, że w podobnej sytuacji są miasta trzeciej gospodarki Azji. Nic bardziej mylnego. Do miana finansowego centrum Indii pretenduje Mumbaj, w którym pomiędzy biurowcami a slumsami tłoczy się na co dzień 18 mln mieszkańców. Jednak pod bramami miasta nie widać dobijających się o każdy metr biurowy inwestorów. Dlaczego?
Podstawowym czynnikiem jest brak odpowiedniej infrastruktury zarówno w miastach indyjskich, jak i na prowincji. Podczas pory monsunowej drogi robią się błotniste i szybko stają nieprzejezdne, co nie zachęca zagranicznych inwestorów. Jak podaje raport McKinsey Global Institute (MGI) - oddziału badawczego McKinseya,
Indie potrzebują 1,2 bln dol. na wydatki kapitałowe, z czego większość na inwestycje w infrastrukturę. Obecne wydatki to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Poziom inwestycji w infrastrukturę na mieszkańca wynosi 17 dol., ponad sześciokrotnie mniej niż w sąsiednich Chinach.
Rewolucja urbanistyczna zostanie wymuszona przez sytuację demograficzną. I choć Indie potrzebowały tylko 40 lat, aby liczba mieszkańców wzrosła o 230 mln, to ocenia się, że w perspektywie dwóch dekad liczba ta wzrośnie o 250 mln. Przed 2030 r. w indyjskich miastach będzie mieszkać 590 mln mieszkańców, czyli prawie dwukrotność obecnej liczby obywateli
USA. Według MGI w aglomeracjach indyjskich powstanie 40 proc. nowych mieszkań i 70 proc. miejsc pracy. Niewystarczająca podaż mieszkań w przystępnej cenie już teraz powoduje powiększanie się slumsów. W rezultacie sytuacja wymusza transformacje urbanistyczne o wiele większe od tych obserwowanych w Chinach w ostatnich latach.
Dotychczasowa polityka gospodarcza Indii była skierowana na rozwój wsi. Urbanizacja jest tylko efektem ekspansji demograficznej i ekonomicznej już istniejących miast - tłumaczy Ashish Sharma, dyrektor z firmy konsultingowej Booz & Co. Kierunek tych działań spowodował wzrost nierówności dochodowych. W Indiach jest zarejestrowanych aż 500 mln abonentów sieci komórkowych, co według ONZ oznacza, że dostęp do telefonii komórkowej jest łatwiejszy niż do toalet. Większość wskaźników dotyczących poziomu życia jest znacznie poniżej norm wyznaczających zaspokojenie podstawowych potrzeb. Z powodu niskich standardów i długości życia w miastach rosną koszty zatrudnienia pracowników i dlatego inwestorzy wchodzący na rynek indyjski lokalizują swoją działalność z dala od największych aglomeracji - wyjaśnia Sharma.
Kondycja obszarów miejskich ma też wpływ na długoterminową koniunkturę całego kraju. Nie może być wysokiego wzrostu gospodarczego bez wysokiego wskaźnika urbanizacji - mówi Sharma. Już teraz szacuje się, że brak wystarczającej infrastruktury spowalnia
wzrost gospodarczy Indii o około 2 pkt. proc.
Problem został zauważony przez rząd indyjski. W 2005 r. został wprowadzony program rewitalizacji aglomeracji, zakładający zwiększenie udziału miast w
PKB do 65 proc. dzięki wsparciu sektora usługowego. Celami planu wartego 212 mld dol. są m.in.: budowa i modernizacja infrastruktury, ożywienie zastałych obszarów oraz nadanie autonomii 63 miastom. Efekty jednak nie są widoczne. Mamy ogromne plany na papierze, ale jak dochodzi do ich realizacji, to zapał słabnie co jest też spowodowane dotychczasowym rozwojem urbanistycznym - tłumaczy Abhishek Kiran Gupta, szef badań w firmie doradczej funkcjonującej na rynku
nieruchomości Jones Lang LaSalle Meghraj.