Szczegóły nowego planu prywatyzacyjnego nie są jeszcze znane. Pewne jest jedno: do końca 2013 roku sprzedaż spółek skarbu państwa ma przynieść 50 miliardów złotych. Część tej sumy będzie pochodziła ze sprzedaży udziałów państwa w dwóch spółkach - ubezpieczycielu PZU i
banku PKO BP. Obecnie państwo kontroluje - odpowiednio - 45,1 i 51 proc. udziałów tych spółek. Dziś oba pakiety warte są ponad 40 mld zł.
Premier Pawlak podkreślał jednak wczoraj, że przychody prywatyzacyjne mogą być osiągane inaczej. Jak? Przedstawiciele Ministerstwa Skarbu nie chcieli wypowiadać się oficjalnie, bo ich zdaniem jest na to za wcześnie. Nie wiadomo np., w jaki sposób będą sprzedawane udziały w PZU i PKO BP.
Wiadomo tylko, że rząd będzie musiał zmienić własny "czteroletni plan prywatyzacji" przyjęty przez Radę Ministrów jeszcze w 2008 r.
Pierwotnie plan przewidywał, że w 2011 r. przychody z
prywatyzacji wyniosą zaledwie siedem miliardów złotych - ze sprzedaży takich spółek jak BGŻ, uzdrowiska państwowe i Targi Poznańskie.
- Teraz wiemy, że trzeba pójść dalej. Te spółki, które chcieliśmy sprzedać, i tak będziemy prywatyzować. Musimy się zastanowić, co sprzedać jeszcze. I w jakim trybie - mówi nasz rozmówca proszący o anonimowość.
Premier Donald Tusk już w ubiegłym tygodniu podkreślał, że państwo zachowa udziały w PKO BP i PZU - co najmniej 25 proc. - co oznacza, że utrzyma nad nimi kontrolę.
W kwocie prognozowanych przychodów z prywatyzacji, zapisanej w planie naprawy finansów, mieszczą się tegoroczne wpływy z prywatyzacji. A tak się składa, że w tym roku będą one rekordowo wysokie: Ministerstwo Skarbu jest na najlepszej drodze do tego, by zrealizować cel, czyli 25 mld zł.
Do początku sierpnia wykonało go w połowie (12,28 mld zł), a na drugą połowę roku zaplanowano duże prywatyzacje: sprzedaż koncernu energetycznego Enea, spółki energetycznej Energa, reszty udziałów państwa w puławskich Zakładach Azotowych, Zakładach Chemicznych Police, wreszcie sprzedaż
Giełdy Papierów Wartościowych (jest czterech chętnych na Puławy, dwóch - na Police, a termin składania ofert na Eneę przedłużono).
Plan przyspieszenia prywatyzacji podoba się ekonomistom. - Co do zasady
prywatyzacja to rzecz dobra. Teraz pojawia się dodatkowy powód, żeby ją przeprowadzić - mówi prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers. Tak samo uważa Ryszard Petru, główny ekonomista
BRE Banku. - Jestem jak najbardziej za przyspieszeniem prywatyzacji. Na tle innych krajów Europy Środkowej sprzedaż spółek państwa w Polsce mocno zwolniła. A ja nie widzę powodów, by państwo miało tak duże udziały w przedsiębiorstwach - mówi Petru. Doradza rządowi, by PKO BP i PZU sprzedawał poprzez giełdę ("to jest najbardziej przejrzysty sposób"), i chwali pomysł wicepremiera Waldemara Pawlaka, by przyspieszyć sprzedaż ziemi. - W Polsce obrót na rynku wtórnym ziemi powinien być jak największy - dodaje.
Zarówno Orłowski, jak i Petru podkreślają, że rząd powinien pamiętać o jednym: prywatyzacja to działanie jednorazowe. Pieniądze w ten sposób można uzyskać tylko raz. Warto mieć plan na potem.