Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd przyjął plan finansowy i gasi pożar VAT-em

Patrycja Maciejewicz, lez
03.08.2010 , aktualizacja: 03.08.2010 21:47
A A A Drukuj
Choć jak przekonuje rząd, żywność ma nie zdrożeć, to i tak przyjdzie nam więcej płacić w sklepach
Supermarket w Warszawie
Fot. Tomasz Wawer / AG
Supermarket w Warszawie
Co zdrożeje, a co stanieje po wprowadzeniu planu w życie
Co zdrożeje, a co stanieje po wprowadzeniu planu w życie
RAPORTY


Plan finansowy przyjęty wczoraj przez rząd to recepta na uniknięcie wzrostu długu publicznego ponad 55 proc. PKB. Wówczas trzeba by na gwałt wdrażać reformy i ciąć wydatki. A w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne. Dlatego, co przyznał sam premier, rząd nie koncentruje się na ambitnym obniżaniu deficytu budżetowego. - W 2011 roku nie spodziewałbym się znaczącego zmniejszenia deficytu - stwierdził po spotkaniu z szefami klubów parlamentarnych.

- Propozycje rządu są tylko odłożeniem w czasie groźby zapaści finansów publicznych - ostro podsumowała szefowa PKPP Lewiatan Henryka Bochniarz.

Szacuje się, że z wyższych stawek VAT skapnie do budżetu około 5 mld zł. Rząd zaplanował, że podwyżka obowiązywać będzie trzy lata. Gdyby jednak sytuacja finansów publicznych nie poprawiła się i groźba przekroczenia progu 55 proc. nie została zażegnana, czekają nas kolejne podwyżki. - Ale to czarny scenariusz, który wykluczam - zastrzegł premier Tusk.

Co innego sądzą ekonomiści. - Przy takich kosmetycznych zmianach, jak rząd zaproponował, prawdopodobnie za rok czy dwa znów trzeba będzie podnieść VAT, a i to może nie wystarczyć - powiedział PAP były wiceminister finansów Jarosław Neneman.

"To będą groszowe różnice"

Zmiana VAT nie ograniczy się jedynie do podwyżki stawki podstawowej z 22 do 23 proc. Stawka 7-proc. obejmująca do tej pory leki czy mieszkania też wzrośnie o 1 pkt proc. I choć nie było o tym mowy kilka dni temu, gdy anonsowano podwyżki VAT-u, rząd zmienia też stawki na żywność. Po części to skutek regulacji unijnych - nie możemy już stosować 3-proc. stawki na żywność nieprzetworzoną. Zamiast tego będzie 5 proc. Taki sam los spotka żywność przetworzoną, choć tu oznacza to spadek z dotychczasowych 7 proc.

Nie chcąc, by owe zmiany okazały się zbyt bolesne dla Kowalskiego, rząd zaordynował niewielką korektę stawek i obniżkę podatku na żywność przetworzoną. Donald Tusk zapewnił wczoraj, że w skali całej rodziny przełoży się to na wydatki wyższe nie więcej, niż o kilkanaście groszy dziennie. To, że jedzenie nie zdrożeje, było zresztą warunkiem stawianym przez koalicyjny PSL.

- Mówienie, że żywność najbardziej obciąża najbiedniejsze gospodarstwa, jest nieprawdą. Więcej wydają one na utrzymanie mieszkania i media - wytyka Neneman.

Przeciętnie żywność pochłania jedną czwartą pieniędzy z naszych wydatków. Opłaty za mieszkanie, prąd, gaz czy wodę - jedną piątą.

Ekonomiści nie są pewni, czy po obniżeniu stawki na żywność przetworzoną i podwyższeniu na nieprzetworzoną wydatki będą większe, czy mniejsze. - Mamy konkurencyjny rynek i przedsiębiorcy raczej będą się starali utrzymać w miarę stabilne ceny. Wzrost stawki VAT na żywność nieprzetworzoną z 3 do 5 proc. dotyczy głównie produktów, które często nabywamy i które mają niską cenę jednostkową. Sprzedawcy trudniej jest podwyższyć cenę, gdy klient dokładnie ją zna, bo codziennie kupuje dany produkt - mówi "Gazecie" Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Wielu innych nie ma złudzeń - obawiają się, że żywność zdrożeje. - Nie powstaje w próżni. Wymaga dostaw towarów i usług, które będą podlegać wyższej stawce podatku VAT - ostrzega Piotr Rogowiecki, ekspert Pracodawców RP. Chodzi m.in. o wzrost kosztów benzyny czy prądu.

Czy możemy oczekiwać wzrostu inflacji? Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, uważa, że z powodu wzrostu VAT przyspieszy ona o 0,3 pkt proc.

A czy sprzedawcy potraktują podwyżkę podatków jako pretekst dla zwiększania cen? Jakub Borowski dostrzega takie ryzyko. - Łatwiej podnosić ceny, gdy gospodarka się rozkręca, niż gdy tkwi w dołku - mówi.

Więcej wrzawy niż korzyści

Ekonomiści krytykują rząd za ściąganie pieniędzy do budżetu z tytułu wyższego VAT. - Mnożenie niższych stawek to fatalny pomysł, który wywoła sporo zamieszania i spekulacji. Jest w tym więcej demagogii, niż będzie pieniędzy dla budżetu - ocenia Jarosław Neneman. - Rząd powinien więc zdecydować się na podwyżkę PIT na dwa-trzy lata - stawki 18 proc. na choćby 19 proc., a stawki 32 proc. na np. 35 proc. Druga niezbędna zmiana to likwidacja rozmaitych preferencji fiskalnych, jak np. becikowego - wymienia były wiceminister.

- To polityka przesądziła o takim kształcie planu finansów - stwierdza Janusz Jankowiak. - W parlamencie nie udałoby się uzyskać większości dla wielomiliardowych oszczędności czy wprowadzenia jednej stawki VAT. Jego zdaniem 20-proc. podatek VAT dałby dodatkowo 18 mld zł do kasy państwa. - Część trzeba byłoby zwrócić najbiedniejszym w ramach działań osłonowych - przyznaje.

Henryka Bochniarz stawia na oszczędności: likwidację przywilejów emerytalnych dla służb mundurowych, sędziów i prokuratorów, zmniejszenie dopłat do emerytur górników czy zaostrzenie warunków przyznawania rent.

Premier szukał wczoraj poparcia dla rządowych planów. W tym celu spotkał się z marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną i szefami klubów parlamentarnych. Jak zapewnił, nie oczekuje od opozycji poparcia, bo "ona jest od tego, by grymasić i krytykować". Oczekuje jednak współpracy i szukania porozumienia. Jak zapewnił Tusk - taką postawę reprezentuje szef SLD Grzegorz Napieralski. Inaczej PiS, który na spotkaniu z premierem się nie pojawił.



Dla "Gazety" prof. Witold Orłowski

jeden z doradców ekonomicznych premiera

Na dziś to, co zostało zaproponowane, pewnie wystarczy, by -uspokoić rynki i nie dopuścić do katastrofy. Ale to nie zwalnia z obowiązku myślenia, co robić dalej. Jeśli wzrost gospodarczy nie przyspieszy - a jest takie ryzyko - to będzie trzeba w ciągu najbliższych lat wprowadzać dalsze ruchy oszczędnościowe, przede wszystkim dotyczące -hamowania wydatków. Już nie podnoszenia podatków. To się polskim finansom należy od zawsze. Można też liczyć na to, że pewne wydatki związane z Unią [budżet UE pokrywa inwestycje np. w drogi w 85 proc., resztę trzeba współfinansować ] osiągają swój szczyt obecnie, więc za kilka lat presja trochę się zmniejszy. not. nik

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów