Mimo że recesję Europa ma już za sobą, Europejczycy ciągle niezbyt chętnie zwiększają swoje wydatki konsumpcyjne. W całej Unii Europejskiej w czerwcu będąca składową konsumpcji
sprzedaż detaliczna wzrosła tylko o 0,5 proc. w stosunku do czerwca 2009 r. i o 0,1 proc., porównując z majem tego roku. Słaba sprzedaż była w dużej mierze wynikiem mniejszej wartości sprzedaży żywności napojów i tytoniu. Pocieszeniem może być to, że Eurostat jednocześnie nieco podniósł swoje wcześniejsze szacunki wzrostu sprzedaży w maju.
Od tego, czy Europejczycy będą w kolejnych miesiącach więcej kupowali, zależy utrzymanie dynamiki wzrostu gospodarczego na Starym Kontynencie. Do tej pory ożywienie gospodarcze w dużej mierze opierało się na wzroście produkcji przemysłowej i eksporcie. Ekonomiści jednak ostrzegają, że ten może w kolejnych miesiącach słabnąć razem z wolniejszym tempem wzrostu gospodarek
USA czy Chin.
Ale mieszkańcy Europy nie mają specjalnych powodów do zwiększania swoich wydatków konsumpcyjnych. W wielu krajach rządy wprowadziły bowiem drastyczne programy oszczędnościowe. Pracownicy sektora publicznego często mają zamrożone pensje, nierzadko są one nawet obniżane, jak np. w Grecji.
Utrzymuje się też trudna sytuacja na rynku pracy. Stopa bezrobocia w strefie euro utrzymuje się od czterech miesięcy na poziomie 10 proc., w całej UE sięga 9,6 proc., a bez pracy jest 23 mln Europejczyków. Zimą może być więcej, bo wtedy kończą się prace sezonowe np. w budownictwie czy rolnictwie.
Wśród krajów UE, porównując z ubiegłym rokiem, stosunkowo najchętniej swoje zakupy zwiększają Rumuni (wzrost czerwcowej sprzedaży o 4,3 proc.), Belgowie (4,1 proc.) oraz Finowie (wzrost o 3 proc.). Największe spadki sprzedaży notują
Litwa (-8,7 proc.),
Bułgaria (-6,8 proc.) oraz
Estonia (-4,1 proc.). W przypadku Polski sprzedaż zgodnie z wyliczeniami Eurostatu urosła w skali roku o 2,4 proc.