"Wave nie zyskał takiego przyjęcia wśród użytkowników, na jakie liczyliśmy. Nie zamierzamy rozwijać go jako osobnego produktu" - napisał w
blogu Urs Hölzle, jeden z wiceprezesów
Google'a.
Żywot Wave nie był długi - koncern oficjalnie zaprezentował usługę w maju 2009 r. Zapowiadano go jako największą rewolucję od czasów e-maila. - E-mail to dziś najpopularniejszy środek komunikacji w internecie, co jest o tyle zaskakujące, że został wymyślony ponad 40 lat temu - mówił wówczas Lars Rasmussen, inżynier Google'a. - Patrząc na rozwój komunikatorów,
blogów, stron takich jak Wikipedia czy serwisów społecznościowych, zadaliśmy sobie pytanie: jak wyglądałby e-mail, gdyby wynaleziono go dziś?
Google Wave było próbą skrzyżowania internetowego komunikatora, e-maila i narzędzi do współpracy na dokumentach. Wave miał w jednej aplikacji skupiać wszelkie dane: zarówno zwykłą wymianę zdań na czacie, jak i w e-mailu, zdjęcia, klipy
wideo, mapy czy dokumenty. To skupisko Google opisywał jako falę - każdy, kogo właściciel fali do niej zaprosił, mógł edytować zgromadzone w niej treści.
Pod względem technologicznym to była ambitna próba - wbudowano np. funkcję playback, która pozwalała obejrzeć, jak dodawano kolejno dokumenty, zdjęcia, informacje o tym, kto, co i kiedy zmieniał. Uproszczono dzielenie się zdjęciami czy wklejanie wideo (w Wave działało to na zasadzie funkcji przeciągnij - upuść). A przy rozmowie internauci na bieżąco widzieli litery wstukiwane z klawiatury przez innych użytkowników (zwykle widzi się tylko informację, że dana osoba coś pisze).
W opinii wielu analityków projekt był zbyt ambitny i zbyt skomplikowany. A internauci nie widzieli potrzeby, by zrezygnować ze sprawdzonego e-maila na rzecz nowinki Google'a.
Jak twierdzi Hölzle, niektóre elementy Wave - w tym np. "pisanie na żywo" - będą wykorzystane w innych usługach Google'a.
Zamknięcie Wave po roku oznacza, że lista nieudanych projektów Google'a się wydłuża - dwa lata temu, zaledwie po kilku miesiącach od premiery, koncern zrezygnował m.in. z wirtualnego świata Lively, który miał być odpowiedzią na popularny Second Life.