Czego nie wypaliły słońce i 40-stopniowe upały, teraz trawią pożary. - Noc przed rozpoczęciem żniw pożar zniszczył wszystko. Owoce całego roku
pracy poszły z dymem. To strasznie boli - mówił w rosyjskiej telewizji Paweł Grudinin, dyrektor podmoskiewskiego gospodarstwa imienia Lenina.
Zniszczonych jest już 10 mln hektarów - jedna piąta wszystkich upraw w Rosji. - W tym roku zbierzemy 70, może 75 mln ton zbóż - ostrzegł rosyjski wiceminister rolnictwa Aleksandr Beliajew. To dramatyczny spadek w porównaniu z 2009 r., gdy zbiory w Rosji przyniosły aż 97 mln ton.
Najbardziej ucierpiały uprawy pszenicy, zboża cennego i, niestety, najbardziej wrażliwego na złe warunki. W poprzednim sezonie
Rosja wyeksportowała ponad 18 mln ton pszenicy, w tym roku nie wyeksportuje być może nic, bo premier Władimir Putin w czwartek wydał tymczasowy zakaz eksportu zbóż, by ratować rynek krajowy.
Równie złe informacje napływają z Ukrainy, Kazachstanu i Kanady - także znaczących eksporterów pszenicy. Mniejsze zbiory są możliwe także we Francji, u największego w Unii producenta zbóż.
Światowy rynek już się na to przygotowuje. W połowie ubiegłego tygodnia cena tony pszenicy (z dostawą w listopadzie) na giełdzie w Paryżu podskoczyła do 187,7 euro. To najwięcej od dwóch lat i 30 proc. więcej niż pod koniec lipca. Jeszcze większy, nawet aż 42-proc. skok odnotowano na giełdzie towarowej w
Chicago.
Paradoksalnie, to właśnie z powodu galopujących cen dramat jednych rolników staje się radością drugich.
Farmerzy w
USA już zacierają ręce i kalkulują wielkie zyski. U nich zbiory będą rekordowo dobre. A poza tym w elewatorach czekają olbrzymie zapasy jeszcze z poprzedniego - równie udanego - roku. I dlatego z zachwytem mogli się wpatrywać w skokowo rosnące ceny zboża na giełdach. - Wygląda na to, że na rynku zapanowała paniczna reakcja w miejsce stabilnego wzrostu cen - komentował Claus Keller, analityk niemieckiej firmy analitycznej F.O. Licht.
W Polsce też nie za dobrze Także dla polskich producentów zbóż to nie będzie najlepszy rok. Ale u nas - inaczej niż w Rosji - uprawom zaszkodziły deszcze, powodzie i niskie temperatury. A dopiero teraz - w mniejszym stopniu - susza. Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego podczas żniw rolnicy zbiorą 25,1-26,1 mln ton zbóż, 7-10 proc. mniej niż w ubiegłym roku.
Jeszcze większym pesymistą jest Wiesław Łopaciuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Spodziewa się, że zostanie zebranych 25 mln ton zbóż. Ale zaznacza: - To cały czas dobry zbiór. Jest w granicach średniej wieloletniej.
Tak jak na całym świecie, ceny na polskim rynku też pną się do góry. W ubiegłym roku - gdy zbiory były dobre - w niektórych regionach rolnicy dostawali za tonę pszenicy do celów spożywczych tylko 380 zł. Obecnie - jak podaje resort rolnictwa - za tonę pszenicy konsumpcyjnej i paszowej rolnik otrzymuje przeciętnie 555 zł. A młyny wywieszają ceny nawet przekraczające 600 zł.
Czy ceny utrzymają się na tym poziomie? - Nie przyjechało do nas jeszcze zboże z południa Europy czy Ukrainy - podkreśla Izabela Dąbrowska-Kasiewicz z Banku
BGŻ.
Jednak wśród rolników już krążą informacje, że za pszenicę będzie można dostać nawet 800 zł za tonę. A tego by nie chcieli. - Bo jeśli ceny pójdą do góry, rynek będzie bardzo rozchwiany, to nastąpi kolejna lawina wzrostu cen środków do produkcji rolnej. I to nawet o 20-30 proc. Ten scenariusz przerabialiśmy już dwa lata temu - wzdycha Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż, który sam ma 70-hektarowe gospodarstwo na Pomorzu. - To, co się dzieje teraz na rynkach, nie jest naturalne. To są spekulacje gigantów finansowych - ocenia Mładanowicz i dodaje: - Pojawiła się psychoza, że zabraknie nam zboża. Nie można panikować. Nie ma widma głodu.
Na razie jedną z konsekwencji wysokich cen na światowych rynkach jest wysoki eksport. - Jest niemal najwyższy w historii. Wynosi ponad 2 mln ton, a mamy jeszcze zakontraktowane olbrzymie ilości zbóż i rzepaku, które z pewnością opuszczą nasz kraj - mówi szef KFPZ.
Droższe zboże, droższy chleb? Błyskawicznie rosnące ceny pszenicy będą miały wpływ na ceny żywności - ostrzegają eksperci. Pytanie tylko, jak duży.
Jak przypomina Łopaciuk, w cenie chleba w Polsce tylko 10-15 proc. to cena zboża. A przykładowo we Francji jeszcze mniej - według francuskiego stowarzyszenia producentów pszenicy koszt zboża to tylko pięć procent ceny klasycznej francuskiej bagietki.
Dlatego wahania cen surowca są zawsze wyższe niż wahania cen pieczywa w sklepach. Dużo większy wpływ na wzrost cen może mieć np. rosnący VAT na paliwa. - Pozostałe koszty produkcji nie idą w dół, więc na pewno nie unikniemy podwyżki. Może ona wynieść nawet kilka procent - potwierdza Mładanowicz.