Premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski przekonują, że rząd musi się chwytać podwyżki VAT, bo poprzedni rząd PiS obniżył podatki, nie dokonując żadnych cięć w wydatkach. Szacuje się, że dla
budżetu to uszczerbek około 40 mld zł rocznie. Jednak minister finansów rządu PiS Zyta Gilowska, obecnie w Radzie Polityki Pieniężnej, odpiera te zarzuty.
- Rząd wpadł w pułapkę własnych iluzji, co w środowisku zawodowych magików raczej się nie zdarza - stwierdziła w wywiadzie dla portalu Obserwatorfinansowy.pl. - Premier sugerował, że poprzednicy perfidnie obniżyli podatki i oddali władzę, żeby następców wprowadzić na minę. Rozumowanie to jest kuriozalne. Przejmując władzę, obecny rząd odziedziczył sektor finansów publicznych zmierzający do równowagi. Nie było wówczas potrzeby gwałtownego obniżania wydatków - twierdzi była minister.
Gilowska wylicza, że w 2007 r. deficyt całego sektora finansów publicznych wynosił jedynie 22 mld zł. W tym ma wynieść około 80 mld zł. Zdaniem byłej minister rząd PO "pozwolił sobie" na rozmaite dodatkowe wydatki, które pochłonęły dodatkowe środki z podatków. Bo wpływy do budżetu w poprzednich latach były wyższe niż za rządów PiS. - W latach 2008-09 minister Rostowski otrzymał do budżetu z podatków prawie 74 mld zł więcej, niż ja miałam w 2007 r. W 2008 r. wpływy z VAT, PIT i CIT były nominalnie prawie o 30 mld zł większe niż w 2007 r., a w 2009 r. prawie o 44 mld zł wyższe niż w 2007 r. Wszystkie te pieniądze hojnie wydano i system utracił równowagę - powiedziała w wywiadzie Gilowska.
Wytyka, że tegoroczne wydatki budżetu są o 22 mld zł wyższe niż w 2009 r. - Rząd po prostu od trzech lat mówi o oszczędnościach, a równocześnie wydaje za dużo, chaotycznie i marnotrawnie. Zmiany przeforsowane przez poprzednią ekipę dały dwa lata na przygotowanie kompleksowej reakcji na kryzys, który na rynkach
nieruchomości zaczął się wiosną 2007 r. Obecny rząd wpadł w pułapkę spokoju. Przejął władzę i przez dwa lata siedział na jedwabnej poduszce. W trzecim roku się zdziwił, bo poduszka się podarła, jako że jedwab jest materiałem delikatnym.
Gilowska krytykuje podwyżkę VAT, która jest jej zdaniem "bronią masowego rażenia", bo osłabi popyt konsumpcyjny. Trzeba więc liczyć się ze wzrostem inflacji i - w jego konsekwencji - z podwyżkami stóp. Rada będzie jednak w bardzo trudnej sytuacji, gdyż na całym świecie prowadzi się mało restrykcyjną
politykę pieniężną.
Zdaniem Gilowskiej rząd powinien zająć się reformami "instytucjonalnymi" - wprowadzeniem zasad budżetu zadaniowego, zlikwidowaniem zbędnych dyrekcji, agencji, funduszy oraz "zmianą reguł funkcjonowania państwa".