Biznes Ludzie Pieniądze

Minister Fedak na emeryturę

Marcin Bojanowski
06.08.2010 , aktualizacja: 06.08.2010 20:59
A A A Drukuj
Minister pracy Jolanta Fedak ma pomysł, jak załatać dziurę budżetową. Wystarczy zawiesić na dwa lata składkę do funduszy emerytalnych. Nieważne, że kosztem przyszłych emerytów
Marcin Bojanowski
Fot. Marcin Klaban / AG
Marcin Bojanowski


Rachunek jest prosty. Co roku do otwartych funduszy emerytalnych (OFE) trafia ponad 20 mld zł z naszych emerytalnych składek. W dwa lata mamy grubo ponad 40 mld zł. Zamiast przekazywać pieniądze do OFE, zostawiamy je w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Zyska budżet, bo nie musiałby dosypywać 40 mld zł do dziurawej kasy ZUS.

Proste? Na pozór. Pożyczone dzisiaj od pracujących miliardy złotych kiedyś będzie trzeba im oddać. Wtedy na ich emerytury będą się musiały zrzucić nasze dzieci i wnuki. Minister Fedak doskonale o tym wie. Ale wtedy to już sama będzie na emeryturze i to nie będzie już jej problem.

W tym myśleniu nie jest odosobniona. Politycy w całej Europie, chcąc załatać uszczuplone kryzysem narodowe budżety, szukają pieniędzy, gdzie się da. I znajdują je głównie w kieszeniach przyszłych emerytów. Składki do funduszy emerytalnych zawiesiło lub na jakiś czas wstrzymało większość państw środkowo-wschodniej Europy.

Łotwa na dwa lata zmniejszyła składkę z 10 do 2 proc., Litwa z 5,5 do 3 proc. Rumunia zrezygnowała z planowanej podwyżki stawki i została przy 2 proc. Najdalej poszła Estonia, która początkowo chciała ściąć składkę z 6 do 2 proc., a ostatecznie zawiesiła ją całkowicie.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze rządy przeznaczyły na łatanie dziury w państwowej części systemu emerytalnego. Te państwa były jednak w znacznie trudniejszej sytuacji, niż jest teraz Polska. Kiedy decydowały się na ten krok w 2009 r., PKB Łotwy spadał o 18 proc., Litwy o 15 proc., Estonii o 14 proc., a Rumunii o 7 proc. Tymczasem polski rząd liczy na 3,5-proc. wzrost gospodarczy w przyszłym roku!

Mówimy też o innych sumach. W polskich OFE jest już ponad 200 mld zł. Tyle samo, ile we wszystkich funduszach emerytalnych działających w naszej części Europy razem wziętych. O ile więc w Polsce zawieszenie składki do OFE da budżetowi w dwa lata 40 mld zł, to w tamtych krajach chodziło raczej o setki milionów.

W propozycji minister Fedak nie ma też słowa o rekompensatach dla przyszłych emerytów, którzy dzisiaj zrzucą się na potrzeby państwa. Tak zrobił m.in. estoński rząd. Decydując się na obniżkę składki, jednocześnie obiecał, że po dwóch latach zacznie ona rosnąć. Tak, żeby wyrównać przyszłym emerytom straty.

Minister Fedak idzie inną drogą. Oprócz zawieszenia składki chce też pozwolić ludziom wychodzić z OFE i wracać do ZUS. Tak zrobili już Słowacy i Węgrzy. Słowacki premier osobiście do tego zachęcał. Powód? Składki emerytalne Słowaków, którzy się na taki krok zdecydowali, trafiały do budżetu, zmniejszając potężny deficyt budżetowy. Tak samo byłoby w Polsce. Więcej pieniędzy zostałoby w ZUS i budżet nie musiałby tyle dokładać do wypłacanych obecnie emerytur.

Na Słowacji rządowa kampania na niewiele się zdała. Jedynie 10 proc. osób należących do funduszy zdecydowało się z nich wystąpić. Ludzie okazali się mądrzejsi od polityków. I my powinniśmy wyciągnąć wnioski ze słowackiej lekcji.

Żaden system emerytalny nie jest nietykalny. Trzeba je poprawiać, ale zmiany nie mogą prowadzić do zaprzepaszczenia przeprowadzonych reform. Że można inaczej, pokazała akcja "Gazety" "Bój o wyższą emeryturę", dzięki której emerytalne opłaty spadły o połowę.

Teraz najważniejsze jest tak zmienić system emerytalny, żeby OFE zaczęły wreszcie ze sobą konkurować. Zarówno wysokością opłat, jak i wynikami inwestycyjnymi. Skoro same tego nie robią, trzeba je do tego zachęcić. Od tego zależy wysokość naszych przyszłych emerytur.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów