Banki to nie instytucje dobroczynne, istnieją po to, żeby zarabiać pieniądze. Niektóre robią to w sposób nieciekawy i przewidywalny. Tu 5 zł prowizji za prowadzenie konta, tam 3 zł za kartę albo 50 gr za przelew. Zero maestrii. Z nudów można umrzeć. Na szczęście od czasu do czasu trafi się bankowy wizjoner, który wymyśli taką prowizję... że konkurenci aż jęczą z zachwytu! A klienci - z rozpaczy. Taką, na której wprowadzenie żaden "normalny" bankowiec, ten sztywny garniturowiec bez grama ułańskiej fantazji w głowie, by najzwyczajniej w świecie nie wpadł.
Dziś w magazynie "Biznes Ludzie Pieniądze" subiektywny przegląd najdziwniejszych, najgłupszych lub najbardziej pomysłowych prowizji, które zaobserwowaliśmy w bankach w ostatnich miesiącach. Jeśli właśnie siedzisz w jacuzzi albo leżysz na plaży, słuchając szumu morza, to ostrzegamy - albo się uśmiejesz, albo zdenerwujesz.
Kwitek dla skarbówki? Za 200 złPan Adam kupił na kredyt w Polbanku działkę budowlaną. Kredyt bez problemu spłacił w kilka lat, działkę sprzedał z zyskiem. Życie stało się piękne, dopóki do jego drzwi nie zapukał... urząd skarbowy. Nie dlatego, że pan Adam miał coś na sumieniu. Był czysty jak łza. Niestety, skarbówka zażądała potwierdzenia, że pieniądze, za które kupił działkę, pochodziły z legalnego źródła.
Pan Adam grzecznie podreptał do Polbanku i poprosił o zaświadczenie, że to z jego skarbców pochodziła gotówka. Polbank, i owszem, zaświadczenie wystawił, ale zażyczył sobie za to... 200 zł prowizji. Pan Adam próbował udowadniać, że nie ma takiego świstka, którego wyprodukowanie mogłoby kosztować aż tyle. Ale nic nie wskórał. Widocznie używają tam wyjątkowo drogiego tuszu do drukarek...
Karty nie dostałeś, ale płacić trzebaPan Jacek, klient Alior Banku, zapragnął karty kredytowej. Poszedł do banku, podpisał umowę. Bank miał wysłać mu kartę pocztą. Wysłał ją 31 maja, ale do pana Jacka dotarła dopiero 10 czerwca. Zwłoka nie wynikała z winy banku, ale z opieszałości poczty. Zresztą nie w tym problem, bo dziwne rzeczy zaczęły się dziać później.
W umowie o kartę bank napisał, że zrezygnuje z miesięcznej opłaty za kartę w przypadku wykonania tą kartą czterech operacji płatniczych. Jakie było zdziwienie pana Jacka, gdy zobaczył, że bank ściągnął mu z konta 5 zł. Bo w maju nie użył karty. I nie mógł - wszak nawet nie miał jej w ręku.
Po interwencji "Gazety" w Alior Banku obiecali, że uszczelnią system informatyczny, by nie pobierał z automatu prowizji karcianej za pierwszy cykl rozliczeniowy tym klientom, do których w tym czasie karta nie zdążyła dotrzeć.
Nie kijem go, to pałką, czyli prowizja za kontoPan Marek, stały czytelnik gazetowego blogu "Subiektywnie o finansach" i klient Banku Millennium, czuje, że bank traktuje go według zasady "nie kijem go, to pałką". W połowie 2009 r. Millennium zmieniło taryfę opłat i prowizji, wprowadzając do niej zapis mówiący o pobieraniu 7 zł abonamentu za konto, jeśli średnie miesięczne saldo na rachunku jest niższe od 5000 zł.
Pan Marek nie ma aż tak wysokiego salda, bo stara się rozsądnie zarządzać nadwyżkami finansowymi i od razu wrzuca je na lokaty. Do ich zakładania Bank Millennium zachęca klientów licznymi promocjami i wyższym oprocentowaniem.
Wychodzi więc na to, że bank, zachęcając klientów do oszczędzania na lokatach, przygotowuje grunt pod to, żeby następnie tych klientów ukarać za zbyt niskie saldo na koncie. Genialne w swej prostocie, ale czy fair? Wojciech Kaczorowski, rzecznik Millennium, uważa, że wszystko jest OK. "Nie sądzę, żeby relacja depozyt - opłata za konto (bank prowadzi je przecież w celu realizowania zleceń klienta) miała związek z chęcią do oszczędzania. Jak pokazują badania, nadal zasadniczym czynnikiem wyboru lokaty pozostaje wysokość oferowanego oprocentowania".
Z karty pod rynnę Pani Ania jest klientką Multibanku. Od kilkunastu miesięcy płaci po 2 zł miesięcznie za kartę debetową tylko dlatego, że nieopatrznie dała się namówić na drugą kartę w tym banku - kredytową. Bank dość długo zabiegał, by jej tę kartę wcisnąć - zrezygnował z prowizji za pierwszy rok używania, dwukrotnie podwyższył oferowany limit. W końcu pani Ania dała się skusić.
I znalazła się w pułapce. Bank wprowadził bowiem z jednej strony opłatę za brak transakcji kartą debetową, a z drugiej - identyczną opłatę za brak transakcji kartą kredytową. "Czyli im częściej będę używała karty kredytowej (co jest, zdaje się, bardzo pożądane przez bank), tym bardziej narażam się na prowizję za niewystarczająco częste używanie karty debetowej. I odwrotnie" - pisze czytelniczka.
Bankomat nawalił? Płać za zastrzeżenie karty!Pan Jarosław ma konto w banku spółdzielczym. Od czasu do czasu korzysta z karty płatniczej do tego konta. Niestety, któregoś pięknego dnia, kiedy korzystał z bankomatu należącego do tegoż banku spółdzielczego, maszyna zachrobotała, załomotała i... się zresetowała. A karty już nie oddała.
Pan Jarosław udał się do banku po pomoc. A tam już czekała na niego szeroko uśmiechnięta pani w okienku z propozycją... zastrzeżenia karty i zamówienia nowej. Pani oświadczyła, że procedury zabraniają wyjmowania karty z bankomatu i przekazywania jej z powrotem w ręce klienta. Stara karta zostanie komisyjnie zniszczona, a klient musi zamówić nową.
Czytelnik machnął ręką i zaczął wypełniać wniosek o nową kartę. Ale pani z okienka pogroziła mu palcem. "Proszę pana, najpierw musi pan zapłacić prowizję za zastrzeżenie karty - 25 zł". Pan Jarosław się zbiesił: "Jak to, przecież to w waszym bankomacie straciłem kartę, jeszcze mam płacić za to, że macie zepsutą maszynę?". Pani posmutniała. "Takie procedury...".