Biznes Ludzie Pieniądze

Polacy nie wychodzą z kina. Multipleksy będą wszędzie?

Przemysław Poznański
10.08.2010 , aktualizacja: 08.08.2010 18:52
A A A Drukuj
Z badań sieci komórkowej Orange wynika, że zdecydowana większość z nas chodzi do kina, żeby się zrelaksować, ale aż 12 proc. odwiedza je, by być sam na sam z partnerem, a 8 proc. umawia się na randki. Niezależnie od przesłanek na same bilety wydaliśmy w 2009 r. 681 mln zł - o 134 mln zł więcej niż rok wcześniej. Polski rynek kin badany jest zaledwie od dziesięciu lat, a liczba sprzedanych biletów stale rośnie. Jednak - mimo ubiegłorocznego rekordu - wciąż daleko nam do większości europejskich państw.

Fot. AP
"Incepcja" w reż. Christophera Nolana, Leonardo DiCaprio
Rynek kin w Polsce
Rynek kin w Polsce
- Średnia europejska to 2,5 biletu na osobę - przypomina Nisan Cohen, członek zarządu Cinema City Poland. I mówi, że w najbliższych latach możemy osiągnąć poziom 1,5 biletu na obywatela. To sprzedaż dodatkowych 20 mln biletów rocznie. Skąd ten optymizm? - Wciąż 30 proc. społeczeństwa mieszka na obszarach typowo rolniczych. Jest też sporo miejsc, gdzie kin nie ma, choć mogłyby być. To średnie miasta - mówi Cohen. I dodaje: - Naszym celem są m.in. miasta mające 100 tys. mieszkańców.

Tej wizji przyklaskuje Tomasz Jagiełło, prezes Centrum Filmowego "Helios" (przedwstępną umowę kupna 84 proc. akcji tej sieci podpisała w marcu Agora, wydawca "Gazety"). Ten operator osiągnął pozycję lidera w segmencie rynkowym miast poniżej 500 tys. mieszkańców.

- Wysoce prawdopodobne jest, że nawet miasta liczące ok. 30 tys. mieszkańców będą miały multipleksy. Już dziś istnieją w Polsce miejscowości, w których na jeden ekran kinowy przypada mniej niż 10 tys. mieszkańców - zaznacza Jagiełło. I przekonuje: - Liczba miast oczekujących na kinowe inwestycje jest bardzo duża.

Czy jednak mieszkańcy małych miast będą chodzić do kin, gdy te już u nich powstaną? Nisan Cohen z Cinema City: - Doświadczenie uczy, że jeżeli ludzie mają kina, to do nich chodzą.

"Forsa wprawia w ruch ten świat"

Rzut okna na kinową mapę Europy wystarczy, by zobaczyć, że im więcej kin, tym chętniej obywatele danego kraju chodzą na filmy. W Polsce na jeden ekran przypada 32 tys. mieszkańców i statystycznie każdy z nas poszedł do kina raz w roku. Za Odrą na jeden ekran przypada 17 tys. Niemców - każdy z mieszkańców tego kraju postawił na X Muzę niemal dwa razy rocznie. Rekordzistką jest Irlandia. O miejsca na jednej sali walczy tylko 10 tys. osób, a statystyczny Irlandczyk obejrzał rocznie w kinie aż cztery filmy.

Dziś największe rynki kinowe w Polsce to: Warszawa, aglomeracja śląska, Poznań, Trójmiasto, Wrocław, Kraków i Łódź. Liderem rynku jest Cinema City. To izraelski operator kinowy zarejestrowany w Holandii i notowany na warszawskiej giełdzie, działa w Europie Środkowo-Wschodniej i Izraelu. Ale to z polskiego rynku pochodzi ponad połowa jego przychodów. Ma u nas 28 multipleksów (filmy można tu oglądać na 311 ekranach) oraz pięć z dziewięciu trójwymiarowych kin Imax. I wciąż inwestuje. W ciągu najbliższych trzech lat chce zbudować w Polsce siedem multipleksów z 75 ekranami, w tym 19-ekranowe kino oraz Imax w Gdańsku (planowane otwarcie w 2011 r.) i dziesięcioekranowe w Rzeszowie.

- Najważniejsza jest dobra lokalizacja, czyli centrum handlowe. Tak więc wszystko zależy od deweloperów - mówi Nisan Cohen. Bo choć początkowo multipleksy powstawały w specjalnie przeznaczonych do tego obiektach (np. pierwsze Multikino w 1998 r. w Poznaniu), to nowe kina powstają już niemal wyłącznie w galeriach handlowych.

Druga co do wielkości sieć - Multikino - ma 22 multipleksy (także pod marką Silver Screen) ze 196 ekranami. Działa przede wszystkim w Polsce (od lipca także w Rydze, a od sierpnia w Wilnie). Sieć rozważa właśnie wejście na giełdę. I ma plany rozwoju - w ciągu czterech lat zbudować kina ze 100-150 ekranami, co może kosztować 150-300 mln zł.

W tyle nie chce zostać CF Helios. To specyficzny gracz: oprócz 24 multipleksów prowadzi też dwa dwusalowe kina tradycyjne (Bałtyk w Łodzi, Apollo w Kaliszu). Jest w nich 140 ekranów. - W ciągu najbliższych pięciu lat otworzymy kilkanaście kompleksów kinowych - zapowiada prezes Jagiełło.

Wszystko to oznacza spore inwestycje - wyposażenie jednej sali kinowej to koszt 1,5-2 mln zł. Coraz częściej inwestować trzeba w nowoczesne projektory cyfrowe umożliwiające wyświetlanie filmów 3D. Przed "Avatarem" Jamesa Camerona tzw. kino stereoskopowe wciąż przyjmowane było jak eksperyment. Dziś jest normą. - W I kwartale tego roku aż 42 proc. przychodów ze sprzedaży biletów pochodziło z filmów 3D - zaznacza Nisan Cohen. Nic dziwnego, że takie filmy powstają. Według ekspertów dla pokolenia, które ma dziś 12-13 lat, a za pięć lat będzie główną klientelą kin, film 3D jest czymś naturalnym.

- Wszystkie, bez wyjątku, horrory i filmy dla dzieci, jakie będą się pojawiać w ciągu najbliższego roku, będą stereoskopowe. I kropka - mówił "Gazecie" jeszcze przed premierą "Avatara" Tomasz Bagiński, reżyser nominowany do Oscara za "Katedrę". - To proste: jak człowiek ogląda dobrej jakości obraz 3D, to mówi sobie: Ej, tak to powinno wyglądać! Obraz dwuwymiarowy jest nienaturalny!

W tym roku powstawać będą pierwsze fabularne filmy 3D produkcji polskiej - "Bitwa Warszawska 1920" Jerzego Hoffmana (premiera - wrzesień 2011) i komedia "Tylko mnie nie strasz" Ryszarda Zatorskiego (2011).

Cohen: - Na 316 ekranów w Polsce mamy 120 ekranów z projektorami cyfrowymi. Do końca roku zamontujemy jeszcze kilkadziesiąt projektorów cyfrowych.

Helios ma dziś 24 sale umożliwiające projekcje w 3D. Ale też nie powiedział ostatniego słowa. - Spółka podjęła już decyzję o wyposażeniu swych kin w kolejne 100 projektorów cyfrowych - zapowiada prezes Jagiełło.

Projektor cyfrowy kosztuje 100 tys. euro. To wielki komputer, który odtwarza filmy dostarczane na specjalnych dyskach. Jeśli taki projektor ma wyświetlać filmy w 3D, potrzebny jest jeszcze specjalny filtr. Łatwo policzyć, że wydatki sieci na ten cel pójdą w miliony!

"No i, panie, i kto za to płaci? Pan płaci... Pani płaci... Społeczeństwo"

Ale ten koszt może się kinom szybko zwrócić. Po wynikach za pierwszy kwartał tego roku widać, że filmy 3D pozwalają zarobić. O ile w I kwartale 2010 r. sprzedano 11,97 mln biletów, czyli o 0,8 proc. mniej niż przed rokiem, o tyle przychody kin wzrosły do 197,66 mln zł - o 17,1 proc.! (dane bez kin Imax). To właśnie zasługa filmów stereoskopowych, bo bilety na takie produkcje są nawet o 25 proc. droższe. Drugi kwartał był nieco gorszy i dlatego w całym półroczu sprzedano 18,4 mln biletów - o 1,4 mln mniej niż rok wcześniej. Ale drugi kwartał to żałoba narodowa i powódź.

Dlatego Piotr Grzybowski, analityk DI BRE, przewiduje, że ten rok będzie mimo wszystko lepszy od poprzedniego: - Ten rok będzie stał pod znakiem "Avatara", który wszedł do kin w ostatnim tygodniu 2009 r. Trudno powiedzieć, czy jakiś film powtórzy w najbliższych miesiącach jego sukces, ale sam fakt, że przybywa produkcji 3D, pozwala sądzić, że przychody rynku będą rosły.

"Avatar" w pierwszym półroczu 2010 r. przyciągnął niemal 3 mln widzów, którzy na bilety wydali ponad 70 mln zł.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów